fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

W sądzie i urzędzie

Słowniki decydują w procesach sądowych

Rzeczpospolita, Tomasz Wawer
Sądy, by pogodzić zwaśnionych, muszą uciekać się do interpretowania znaczeń słów. Nawet tak oczywisty zwrot jak dach może być przedmiotem sporu.
Prokuratorzy i sędziowie niejednokrotnie muszą się zmagać z niejednoznacznością języka prawniczego i w ogóle języka polskiego. Często od tego zależą wydawane wyroki.
W procesie sądzenia stają więc naprzeciw siebie różne słowniki języka polskiego. I często ile słowników, tyle znaczeń. Tak było np. przed Wojewódzkim Sądem Administracyjnym we Wrocławiu, który rozstrzygał, która strona ma rację, a obydwie prezentowały różne definicje tego samego słowa.
Bo jak rozumieć pojęcie „używać"? Ustawodawca go nie sprecyzował, dlatego zdaniem strony skarżącej należy odwołać się do znaczenia terminu wynikającego ze słownika języka polskiego. Powołując się na słownik internetowy (www.sjp.pwn.pl), skarżący twierdził, że używać to: „zastosować coś jako środek, narzędzie", „skorzystać z czyichś usług, z czyjejś pomocy", „zrobić z czegoś użytek". Koszty zatem niezwiązane z aktywnym wykorzystaniem samochodu, lecz jedynie z jego posiadaniem, nie powinny być traktowane jako koszty jego używania.
Gdyby ustawy były pisane jasnym językiem, nie trzeba by ich stale zmieniać
Zdaniem drugiej strony, Ministerstwa Finansów, również należało spojrzeć do słownika języka polskiego. Zgodnie z nim „używać" oznacza: „stosować coś, użytkować, posługiwać się czymś, robić z czegoś użytek". A zatem kosztem są wszelkie sumy wydane w związku z posługiwaniem się rzeczą (autem).

Gdzie dwóch się bije

Co zrobił sąd? W wyroku odwołał się do jeszcze innych słowników (I SA/Wr 349/13). Według „Słownika współczesnego języka polskiego" pod red. B. Dunaja (Warszawa 1996, s. 1200 i 1262) termin „używać" oznacza „stosować coś, użytkować, posługiwać się czymś, robić z czegoś użytek". Podobnie – choć nieco inaczej rozkładając akcenty – termin ten definiuje S. Dubisz w „Uniwersalnym słowniku języka polskiego" (Wyd. Naukowe PWN 2008, tom IV, s. 322–323), wskazując, że „używać" to: „posługiwać się, stosować coś, korzystać, brać, przyjmować, robić z czegoś użytek, wykorzystywać".
– Definicje, do których odwołują się obie strony, są w gruncie rzeczy bardzo podobne, jednak ministerstwo i strona skarżąca wyprowadzają z nich różne wnioski – zauważył sąd. W tym konkretnym przypadku sąd skłonił się ku interpretacji strony skarżącej.
Rolą sądów jest ustalenie znaczenia przepisów stosownie do woli ustawodawcy
Niemal w identycznej sytuacji znalazł się WSA w Gdańsku, który musiał dać sobie radę z tym samym pojęciem.  Sąd doszedł jednak do wniosku, że przeprowadzona przez Ministerstwo Finansów (jedną ze stron sporu) wykładnia art. 16 ust. 1 pkt 51 ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych, w tym zawartego w nim pojęcia „koszty używania" i wyciągnięte wnioski, nie są prawidłowe. „Używać" to posługiwać się, stosować coś, korzystać, brać, przyjmować, robić z czegoś użytek, wykorzystywać – sąd powołał się na „Mały słownik języka polskiego" pod redakcją Stanisława Skorupki, Haliny Auderskiej i Zofii Łempickiej (PWN, 1969, s. 874). A zatem wykładnia językowa pojęcia „koszty używania", wbrew stanowisku ministerstwa, wskazuje na przejaw czynny, czyli skutek w postaci posługiwania się czymś lub robienia z czegoś użytku, wynikający z posiadania czegoś lub brania czegoś w posiadanie (I SA/Gd 779/13).

Najobszerniejsze znaczenie

Zdarza się, że sądy muszą korzystać nawet ze słownika wyrazów obcych. Tak było np. przy pojęciach „massmedia" i „Internet", które musiał opisać WSA w Warszawie (sygn. III SA/Wa 2988/12). Sąd stwierdził, że „określenie »mass« pochodzi z łaciny – co oznacza masowy, a »media« z angielskiego, co oznacza pośrednictwo, a więc masowe środki przekazu (por. Władysław Kopaliński – „Słownik wyrazów obcych", wydanie XXI, str. 322). (...) Internet to połączenie słów »inter« z łacińskiego między i »net« – z angielskiego sieć (»Słownik wyrazów obcych«, Europa 2001 r., str. 330,331)".
W opinii dr Agnieszki Choduń, sekretarza Komisji Języka Prawnego w Radzie Języka Polskiego, sięgając do słowników, należy wybrać te najobszerniejsze i najnowsze.
– Nie rezygnując przy tym  jednakże ze słownika języka polskiego pod red. W. Doroszewskiego. Wprawdzie jest to słownik sprzed kilkudziesięciu lat, ale jedyny, który uwzględnia prawne i prawnicze konteksty użycia wyrazów, które odnotowują dużą liczbę znaczeń, po to, by można było na ich podstawie utworzyć pulę znaczeń, które w danym przypadku wchodzą w grę – dodaje dr Choduń.
Sędzia Wiktor Jarzębowski z WSA w Łodzi potwierdza, że sędziowie w jego sądzie korzystają z wielu słowników.
– Są to słowniki książkowe, te najbardziej rozbudowane i najobszerniejsze. Ja sam, jeśli potrzebuję, najczęściej korzystam z uniwersalnego słownika języka polskiego pod red. M. Szymczaka. Ostatnio musiałem się odwołać do słownika, żeby ustalić językową definicję słowa „reprezentacja" w kontekście uzyskania przychodu w zakresie wydatków poniesionych na reprezentację i reklamę – mówi sędzia Jarzębowski.
– W bibliotece w sądzie mamy wiele różnych słowników języka polskiego, z których korzystają sędziowie – podkreśla Anna Szkodzińska, sędzia WSA w Krakowie. – Zdarza się jednak, że sędziowie piszą uzasadnienia do wyroków w domach, wtedy korzystają z własnych, domowych bibliotek – dodaje.
Problemy wywołują nie tylko obco brzmiące słowa. Niedookreślone w przepisach prawa okazało się słowo „olimpiada". Tak warszawski WSA opisywał sytuację w uzasadnieniu do jednej ze spraw (VI SA/Wa 2349/12): „Uczestnik postępowania zasadnie wskazywał na wieloznaczność wyrazu «olimpiada» w języku polskim. Na poparcie swoich twierdzeń przytoczył definicję słowa «olimpiada» na podstawie kilkunastu różnych słowników, m.in. słownika języka polskiego pod redakcją M. Szymczaka (Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 1992) i praktycznego słownika współczesnej polszczyzny pod redakcją H. Zgółkowej (t. 26, Wydawnictwo Kurpisz, Poznań 2000 r.)."

Kłopot nie tylko z dachem

Problemy z powodu braku precyzyjnej definicji w ustawach sprawia też słowo „dach" – pozornie oczywiste. WSA w Gdańsku wskazuje (I SA/Gd 761/13), że „ani prawo podatkowe, ani prawo budowlane (...) nie definiują pojęcia «dach», co oznacza, że niezbędne staje się w tym zakresie przeprowadzenie wykładni językowej użytego przez ustawodawcę pojęcia. Mały słownik języka polskiego pod redakcją Stanisława Skorupki, Haliny Auderskiej i Zofii Łempickiej (PWN, Warszawa 1969) na stronie 103. podaje, że dachem jest nakrycie budynku zabezpieczające go od opadów; jest to wierzchnia część osłoniętego wnętrza".
A co może być „niezgodne z rzeczywistością" w prawie podatkowym?  Naczelny Sąd Administracyjny tak to opisuje (I FSK 1022/12): „W ocenie sądu z uwagi na brak definicji pojęcia «niezgodne z rzeczywistością» w prawie podatkowym (...) należy sięgnąć do języka potocznego. Zgodnie z definicją zamieszczoną w słowniku języka polskiego PWN pod red. M. Szymczaka (Warszawa 1998, t. III s. 149) – pojęcie „rzeczywistość" oznacza to, co jest obiektywnie istniejące, co jest prawdziwe. Zatem kwota podana w fakturze dotyczącej przykładowo umowy sprzedaży jest niezgodna z rzeczywistością, jeżeli nie wskazuje prawdziwej ceny, jaką uzgodniły strony umowy, co oznacza, że według nieformalnych ustaleń nabywca, za zgodą zbywcy, faktycznie ceny takiej w ogóle nie zapłaci lub zapłaci ją w odmiennej wysokości, niż to wynika z faktury".
Do słowników trzeba odwoływać się nawet gdy chodzi o takie pojęcia jak „wewnętrzny". Tak uczynił WSA w Gdańsku (I SA/Gd 504/13). Wśród wielu innych słów, które wymagały zajrzenia do słowników, można wymienić m.in. „podzielić", „stacjonarny", „mieszkalny". Tak wynika z przeglądu uzasadnień wyroków sądów administracyjnych z ostatniego roku. A to tylko przykłady niektórych wyrazów i pojęć, które są niejednoznacznie zdefiniowane w przepisach prawa, dlatego sądy muszą się odwoływać do definicji słownikowych.

Prymat wykładni językowej

Aby osiągnąć cel w postaci ustalenia znaczenia wyrazu (czy wyrażenia) występującego w tekście prawnym, trzeba podjąć określone działania, na które wskazuje wykładnia prawa. Zdaniem dr Agnieszki Choduń  zgodnie z ustaloną chronologią  są to: dyrektywy językowe, dyrektywy systemowe i dyrektywy funkcjonalne.
– Stosowanie wszystkich trzech typów dyrektyw, i to właśnie z zachowaniem takiej a nie innej chronologii, jest przyjęte zarówno w nauce prawa jak i, coraz szerzej, w orzecznictwie – uważa.
Czy jednak prymat wykładni językowej jest nadrzędny nad innymi wykładniami? Sądy mają o tej sprawie niekiedy krytyczne zdanie.
Tak pisze WSA w Warszawie (II SA/Wa 948/13). „Wykładnia prawa dokonywana jest wedle utrwalonych reguł i kryteriów. Jakkolwiek przyjęło się dawać pierwszeństwo wykładni językowej, to coraz częściej stosuje się także pozostałe sposoby interpretacji lub wspólny wynik kilku spośród nich. W praktyce dominuje wykładnia stanowiąca kompilację różnych sposobów, niesprzecznych ze sobą, wśród których wykładnia językowa jest wzmacniana pozostałymi, szczególnie gdy reguły językowe nie doprowadziły do uzyskania jednoznaczności interpretacyjnej danego zwrotu".
Bardziej radykalny jest WSA w Gdańsku (I SA/Gd 692/13), który nie przyznaje pierwszeństwa wykładni językowej przed innymi. „Wykładnia językowa jest jedynie jednym z typów wykładni i nie korzysta ani z priorytetu w stosunku do innych rodzajów wykładni, ani też nie wyznacza granic pozostałym rodzajom wykładni".
Co prawda sąd zauważa, że: „W orzecznictwie Naczelnego Sądu Administracyjnego wypracowano kryteria stosowania różnych dyrektyw wykładni, przyznając pierwszeństwo zasadzie wykładni językowej i traktując pozostałe zasady wykładni, w tym wykładnię systemową i funkcjonalną, a także historyczną, jako subsydiarne" (FPS 14/99). NSA stwierdził, że „wykładnia językowa jest punktem wyjścia dla wszelkiej wykładni prawa i zakreśla jej granice w ramach możliwego sensu słów zawartych w tekście prawnym".
To jednak zdaniem WSA w Gdańsku „założenie wskazujące na swoisty prymat wykładni językowej przepisów prawa podatkowego nie może prowadzić do całkowitej negacji możliwości zastosowania wykładni systemowej lub funkcjonalnej tych przepisów; jedynym kryterium w zakresie wyboru metody wykładni powinna być poprawność jej efektów, a nie dogmatyczne założenie swoistej «wyższości» jednego rodzaju wykładni nad innymi".

Nie tylko nasza przypadłość

Praktyka sądów to potwierdza. W sytuacjach zupełnie trudnych interpretacyjnie sądy powinny stosować zasadę połączonych wykładni. Tak radzi NSA (I OSK 1685/11). „Twierdzenia o racjonalności i logice ustawodawcy oraz dyrektywie stanowienia przezeń jasnych przepisów nie zwalnia z obowiązku dokonania ich wykładni, zwłaszcza że w praktyce przepisy nie zawsze są formułowane poprawnie językowo (...) rolą sądów jest ustalenie znaczenia normy prawnej stosownie do woli ustawodawcy w świetle przepisów konstytucji, w zgodzie z regulacjami prawa międzynarodowego i adekwatnie do istniejących w dacie jej dokonywania warunków (wykładnia dynamiczna)".
Można jedynie dodać, że siła jest w różnorodności spojrzenia. Gdy nie ma jednoznacznej definicji, należy jej poszukiwać w wielu źródłach.
Inną sprawą jest nieudolność naszego ustawodawcy, który tworząc nowe przepisy, tak potrafi zamieszać, że w zasadzie ustawa natychmiast nadaje się do nowelizacji.
Na pocieszenie – nie jest to przypadłość tylko nasza i naszych czasów. O tym świadczą choćby maksymy umieszczone na gmachu Sądu Najwyższego w Warszawie. Wśród 86 paremii prawniczych znajduje się kilka dotyczących wprost pisania i czytania prawa. Jedna mówi: „Znać prawa to nie znaczy trzymać się słów ustawy, ale jej treści i mocy działania", inna: „Nieprawidłowe jest wydawanie wyroku lub opinii prawnej bez uwzględnienia całości ustawy, na podstawie jednego jej fragmentu". I wreszcie: „Ustawy powinny być zrozumiałe dla wszystkich".
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA