fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Teatr

Pomiędzy burzą uczuć a aktorskim fałszem

Janusz R. Kowalczyk
Jeśli poziom przedstawienia „Językami mówić będą” Andrew Bovella w reżyserii Małgorzaty Bogajewskiej mierzyć satysfakcją wyniesioną z teatralnej sali, to jestem jego fanem. Sztuka Australijczyka to formalny eksperyment. Zaczyna się jak prosta historia obyczajowa, nieoczekiwanie zmienia się w thriller psychologiczny, a kończy jak kryminał. Opowiada o epizodzie z życia dwóch par małżeńskich dopuszczających się tzw. skoku w bok. Choć nie posądzają o podobny postępek współmałżonka, traf sprawia, że wymieniają się partnerami prostą metodą na krzyż. Banał tej sytuacji w celnym, ironicznym skrócie podkreśla scena nieudolnych zalotów każdego z nich, powtarzających po sobie identyczne kwestie na wspólnym łożu. Konsekwencje ich kroku nie będą już takie same. Na zdradę życiowego partnera reakcje emocjonalne poszczególnych bohaterów są różne, niekiedy gwałtowne. Atmosfera się zagęszcza. Pojawia się też z nagła intrygujący wątek kryminalny, który pozwoli odsłonić relacje jeszcze jednej pary małżeńskiej, znajdującej się w fazie kryzysu. Sytuacje, na zasadzie nieoczekiwanych zbiegów okoliczności, nieustannie plączą się i łączą. Co tu dużo mówić – jest nad czym łamać głowę. I tym większa zasługa Małgorzaty Bogajewskiej, że w tak dużym pomieszaniu konwencji fabularnych udało jej się utrzymać jedność stylistyczną. Pomogli jej w tym grający jak w transie aktorzy. Wspomnę tylko Szymona Bobrowskiego, który jako John kochał swoją żonę zbyt gorącym uczuciem litości. Choćby dla burzy emocji malujących się na twarzy tego aktora żal byłoby przegapić to widowisko. Agnieszka Rataj W Powszechnym Małgorzata Bogajewska zamieniła intrygującą sztukę Australijczyka Andrew Bovella w przydługą i nużącą papkę dla gospodyń. Nowa premiera w Teatrze Powszechnym miała być połączeniem „Na skróty” Roberta Altmana, „Magnolii” Paula Thomasa Andersona i filmów Davida Lyncha. Powstał nudnawy twór, o którym jak najszybciej chce się zapomnieć. Sztuka Andrew Bovella jest intrygująca. Australijski autor bawi się formą, stosuje filmowe chwyty, zapętlenia czasu, równoległość zdarzeń. Historie trzech par przeglądają się w sobie, dając obraz społeczeństwa ludzi samotnych, dla których miłość jest tylko rodzajem gry w poszukiwaniu nowych wrażeń. Jednak rozwiązania, które zastosowała Małgorzata Bogajewska nużą. W pierwszej części spektaklu otrzymujemy garść obrazków obyczajowych z życia głównych bohaterów – zdradzających się par: wyznanie zdrady, rozstanie, samotni mężczyźni w barze, samotne kobiety nad drinkami... Całość skomponowana w stylu telewizji dla znudzonych gospodyń domowych. A to jeszcze nie koniec, bo w części drugiej czeka wyczerpanego widza historia kryminalna. Pojawiają się kolejni bohaterowie: psychoterapeutka Valerie, jej niezrównoważona emocjonalnie pacjentka porzucająca bez słowa wyjaśnienia kolejnych narzeczonych i mąż John. A wszystko to zagrane nieprzekonująco i z melodramatyczną przesadą. Właściwie w całym przedstawieniu nie można znaleźć ani jednej sceny bez aktorskiego fałszu. Po porażce „Loretty”, „Językami mówić będą” to kolejne nieudane przedstawienie na scenie Teatru Powszechnego, płaskie i źle zagrane. Jeśli powszechny ma oznaczać bulwarowy i przeciętny, to scena Zygmunta Hübnera zaczyna coraz wyraźniej dryfować w tym kierunku.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA