fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

Krzysztof Diablo Włodarczyk - rozmowa

Krzysztof Włodarczyk, mistrz świata WBC w kategorii junior ciężkiej
Fotorzepa, Piotr Nowak now Piotr Nowak
Krzysztof Włodarczyk po wygranej z Rachimem Czakijewem.
Najpierw zapytam o zdrowie, bo walka przypominała burzę z piorunami...
Krzysztof Włodarczyk: Te siniaki, które mam, to czysta przyjemność. Dobrze sklejony, rozbity łuk, to też nic wielkiego, szybko się zagoi. Słowem, jak na taką wojnę, straty własne niewielkie.
Trener Fiodor Łapin mówił jeszcze coś o pańskich żebrach. Ponoć narzekał pan na ból i on się tego wystraszył. To też koszty zwycięstwa?
W pewnym momencie obawiałem się, czy to nie jest coś poważniejszego, na szczęście na strachu się skończyło. Czakijew naprawdę bił mocno, nie głaskał, proszę mi wierzyć.
W trzeciej rundzie był pan liczony, choć jego cios nie doszedł czysto celu. Dlaczego pan przyklęknął?
– Wcześniej trafił mnie kilka razy, ten ostatni cios był w tył głowy. Wolałem nie ryzykować. Pomyślałem: przyklęknę i tak zrobiłem. To są ułamki sekund, różne myśli kołaczą się w głowie.
Czuł się pan zagrożony?
Łatwo nie było. Czakijew postawił wszystko na jedną kartę, zadawał mnóstwo ciosów. Chyba za bardzo się cofnąłem, plan taktyczny był inny, ale w sumie na dobre wyszło. On się wystrzelał, a ja później zrobiłem swoje. Zawsze powtarzam, że „Diablo” to taki skurczybyk, który wolno się rozkręca, a później nokautuje. Taki już jestem, czas się do tego przyzwyczaić.
Trener Łapin był bardzo zdenerwowany?
Wcale mu się nie dziwię. Za spokojnie zacząłem, na zbyt dużo rywalowi pozwoliłem.
Nerwy pana zjadły?
Aż tak to nie, ale był niepokój w mojej głowie, nie będę tego ukrywał. On też był zdenerwowany. Chciał się pokazać przed swoimi, dlatego tak ostro zaczął, liczył, że mnie szybko znokautuje.
Co pan sobie pomyślał, gdy sędzia Daniel Van de Wiele pana liczył?
Jak już złapałem trochę powietrza, powiedziałem do siebie: Krzysiek, przecież to nie może się tak skończyć. Wstawaj i bierz się do roboty.
W którym momencie był pan już pewny swego?
Z takim siłaczem jak on do końca nie możesz być niczego pewny. Widziałem, że traci siły, że popełnia coraz więcej błędów w obronie i jego garda nie jest już tak zwarta. Ale walczył ambitnie, próbował pojedynczymi ciosami rozstrzygnąć ten pojedynek. Mam dla niego dużo szacunku, to przecież nie byle kto. Mistrz olimpijski, wicemistrz świata, tyle że boks zawodowy to jednak coś innego. Szczególnie walki dwunastorundowe. Na tak długim dystansie szalenie istotna jest strategia. On chyba o niej zapomniał i zapłacił wysoką cenę.
Trzykrotnie rzucał pan rywala na deski lewym sierpowym, raz prawym. Tak miało być?
Tego nie można zaplanować, ale faktycznie pracowaliśmy nad tym lewym sierpowym. Szczególnie w walce z pięściarzem leworęcznym to bardzo skuteczna broń.
Artur Grigorjan, trener Czakijewa, mówi, że chcą rewanżu. Tłumaczy, że nie wie, dlaczego Rachimowi tak szybko zabrakło sił. Chciałby pan jeszcze raz z nim się zmierzyć?
Teraz chcę odpocząć, wyjechać na urlop i jesienią po raz kolejny bronić tytułu. Z Czakijewem mogę walczyć na wiosnę przyszłego roku, ale to byłby bardzo podobny pojedynek. Może tylko bardziej brutalny, bo jestem przekonany, że w rewanżu ruszyłby na mnie z jeszcze większą furią.
Jeśli rewanż, to gdzie, w Polsce czy Rosji?
Nie ma znaczenia, ja się tym nie zajmuję. Mogę jechać na koniec świata i walczyć, jeśli będzie za co i o co.
A Marco Huck – czeka pan na taką konfrontację? On, mistrz organizacji WBO, pan WBC. On potrafi mocno uderzyć, pan też. Obaj macie dobrą obronę i serce do walki. Nie pozostaje nic innego tylko do tej walki doprowadzić...
To sprawa promotorów, nie moja. Tylko kasa musi się zgadzać.
Pana promotor Andrzej Wasilewski twierdzi, że za walkę z Czakijewem zarobił pan najwięcej w karierze. Jest pan zadowolony z honorarium?
Zawsze może być lepiej, ale nie narzekam. Najważniejsze, że wróciłem z Moskwy z pasem. To jest powód do dumy i radości.
Dobrze spał pan po walce?
Dobrze, ale krótko. Przed pojedynkiem wyspałem się lepiej.
Czy to była pana najtrudniejsza walka, czy Czakijew był najbardziej niebezpiecznym rywalem?
Na papierze tak, biorąc pod uwagę jego amatorską karierę. Ale na zawodowym ringu miałem kilku równie groźnych przeciwników, chociażby Francisco Palaciosa, z którym wygrałem dwa razy. Był szybki, też bił bardzo mocno, choć nie wyglądał na takiego siłacza jak Czakijew.
Myśli pan o przenosinach do kategorii ciężkiej?
Rozmawiam o tym z trenerem Łapinem i powiem tylko, że są takie plany, ale decyzja jeszcze nie zapadła. Jestem jednak przekonany, że i w wyższej kategorii potrafiłbym utrzeć niejednemu nosa.
—rozmawiał Janusz Pindera
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA