fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Zdrowie

Medyczna marihuana może trafić do aptek przed świętami

Fotolia.com
Susz konopii indyjskich z urządzeniem do wdychania lada dzień pojawi się w hurtowniach farmaceutycznych. To pierwszy zarejestrowany w Polsce lek z konopiami indyjskimi.

Ponad siedem kg suszu z Kanady czeka na transport w Niemczech, gdzie firma, która importuje go do Polski, tłumaczy stosowne dokumenty. Do polskich hurtowni mógłby trafić ciągu czterech dni roboczych, ale przedstawiciele importera nie chcą deklarować żadnej daty, by nie dawać nadziei chorym. Tym bardziej, że na początku tygodnia media ogłosiły, że surowiec i urządzenie do waporyzacji trafią do aptek już 17 grudnia. Jak tłumaczy w rozmowie z „Rzeczpospolitą” przedstawiciel importera, wiadomość pojawiła się na portalu związanym ze sprzedawcą oleju CBD, czyli wyciągu z konopii, który można legalnie kupić w Polsce. – O tym, że zamierzamy dostarczyć lek, powiadomiliśmy w wewnętrznym komunikacie kilka hurtowni. Nie podawaliśmy tego do mediów. W artykule na portalu wskazano, że nasz produkt będzie dostępny w aptekach, które sprzedają olej. Podejrzewamy więc, że wykorzystano informacje o naszym wejście na rynek w celach reklamowych – mówi.

Dementuje też informacje, jakoby lek miał być dostępny wyłącznie w wybranych aptekach.

– Surowiec będzie mógł zamówić w hurtowni każdy farmaceuta prowadzący aptekę pod warunkiem, że pacjent zgłosi na niego zapotrzebowanie w postaci recepty – tłumaczy Marek Tomków, wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej. – Odważanie suszu nie jest rzeczą trudną dla farmaceuty. Niemal wszystkie apteki mają izby recepturowe, w których sporządzają leki, najczęściej przepisane przez okulistę czy dermatologa, ale też ginekologa czy lekarza zajmującego się leczeniem bólu – tłumaczy Marek Tomków. Dodaje, że dla farmaceuty marihuana to taki sam susz, jak każdy inny, a w aptece przygotowywane są leki na bazie o wiele silniejszych substancji, np. morfiny.

Przyznaje jednak, że Naczelna Izba Aptekarska włączy przygotowanie leków na bazie medycznej marihuany do programu szkoleń z, które organizuje w całym kraju. Pierwsze odbędzie sie na początku roku w Gdańsku.

Czytaj też: Wyrok sądu ws. podania medycznej marihuany



Na pierwszy lek z medyczną marihuaną pacjentom – głownie chorym onkologicznie i neurologicznie – przyszło czekać ponad rok. Choć nowelizacja ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, nazywana ustawą o medycznej marihuanie, weszła w życie w październiku 2017 r., długo nie było rozporządzenia w sprawie szczegółowego zakresy danych i wykazu dokumentów objętych wnioskiem o jej dopuszczenie do obrotu. Kiedy rozporządzenie weszło w życie, brakowało chętnych do sprowadzenia suszu do Polski.

Firma Spectrum Cannabis złożyła wniosek o rejestrację substancji w Urzędzie Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych (URPL) w czerwcu tego roku. Choć urząd ma na jego rozpatrzenie 270 dni, formalności udało się dopełnić w niespełna pół roku. Zdaniem przedstawicieli importera, instytucja wykazała się pełnią zrozumienia i chęcią pomocy.

Pacjenci cieszą się z dostępu, ale nie wiedzą, jak posiadanie medycznej marihuany będzie traktować policja. Zdaniem insp. dr. Mariusza Sokołowskiego, byłego rzecznika Komendanta Głównego Policji, w przypadku znalezienia przy osobie kontrolowanej suszu wypisanego na receptę, skończy się na czynnościach wyjaśniających, które będą trwały krócej niż w przypadku, gdy funkcjonariusze znajdują przy zatrzymanych konopie włókniste - wyglądem przypominające konopie indyjskie, ale nie mające właściwości odurzających. – Być może dobrze by było, gdyby osoby, którym lekarz przepisuje medyczną marihuanę, miały jakieś legitymacje albo znajdowały się w rejestrze, do których dostęp miałaby policja czy straż graniczna, która kontroluje pasażerów na lotniskach. Takie identyfikatory mają np. pacjenci w USA – mówi insp. dr Sokołowski.

Pani Ewa, której 36-letni syn chory na porażenie mózgowe i epilepsję, leczony jest medyczną marihuaną w ramach importu docelowego, uważa, że w razie kontroli zawsze można wrócić z policjantami do apteki. Lub zaprosić ich do domu i pokazać samego chorego czy dokumentację medyczną.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA