fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Zdrowie

Przyszłość ochrony zdrowia: Pacjent zagubiony w systemie

Wielu pacjentów wciąż zdanych jest na pomoc znajomych, rodziny, a w najlepszym wypadku organizacji pacjenckich, które kierują ich do właściwych ośrodków i specjalistów – przyznają eksperci
Adobe Stock
Koordynowana opieka nad pacjentem pomaga zmniejszyć umieralność nawet o kilkadziesiąt procent. Dlatego każdy chory powinien mieć przewodnika, który przeprowadzi go przez meandry lecznictwa

Ma pięćdziesiątkę, nadwagę i siedzącą, stresującą pracę, a stres zagryza tłustym jedzeniem i uspokaja paczką papierosów dziennie. Ból za mostkiem łapie go na początku tygodnia, ale jeśli nie boli naprawdę mocno, wytrzymuje do końca zmiany i dopiero gdy zaczyna drętwieć mu lewe ramię, żona wzywa do niego pogotowie. Tyle statystyczny zawałowiec. W praktyce bywa szczupłą kobietą dbającą o zdrowie, ruch i dietę albo działkowiczką na emeryturze. Zawał to dziś najbardziej demokratyczna z chorób, która jednak, dzięki oszałamiającemu sukcesowi polskiej kardiologii interwencyjnej, zabija tylko ok. 5 proc. Polaków, a 95-procentowa przeżywalność zawału serca gwarantuje Polsce miejsce w ścisłej światowej czołówce.

Potrzeba koordynacji

Gorzej jest z wynikami rok po zawale. Tutaj Polska plasuje się na dalszych miejscach, bo chorzy, uratowani dzięki doskonałej dostępności do pracowni hemodynamicznych, zaczynają umierać. Powód jest prozaiczny. Chory, świetnie zaopiekowany tuż po zawale, po wyjściu ze szpitala tracił kontakt z kardiologią. Jeśli czuł się dobrze, nie zawsze zgłaszał się na wizytę kontrolną, która jest kluczowa, bo, jak mówi prof. Oskar Kowalski z Sekcji Rytmu Serca Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego i Oddziału Kardiologii Śląskiego Centrum Chorób Serca (ŚCChS) w Zabrzu, proces miażdżycy, który doprowadził do zawału, nie zatrzymuje się w wyniku zabiegu w pracowni hemodynamicznej. Żeby nie postępował, doprowadzając do kolejnego zawału, chory musi zmienić nawyki, unikać czynników ryzyka i brać leki. Często zaś niezbędna jest rehabilitacja w systemie stacjonarnym lub ambulatoryjnym i ciągła kontrola u specjalisty.

Co zmienił KOS-Zawał?

Jak wynika z raportu „Zawały serca w Polsce”, przygotowanego na podstawie Narodowej Bazy Zawałów Serca AMI-PL 2009–2012, światowe wyniki opieki tuż po zawale nie szły w parze z uzyskiwanymi po roku od incydentu. Słaba przeżywalność 12 miesięcy od wystąpienia ostrego zespołu wieńcowego wynikała m.in. ze słabego dostępu do kardiologa i braku przewodnika, który nie tylko wytłumaczyłby pacjentowi, dlaczego powinien regularnie zgłaszać się na kontrolę u specjalisty, ale także jak zapisać się na rehabilitację i jak zmienić dietę.

Rozwiązaniem okazał się program Koordynowanej Opieki nad Pacjentem po Zawale Mięśnia Sercowego – KOS-Zawał, stworzony przez Narodowy Fundusz Zdrowia we współpracy z Polskim Towarzystwem Kardiologicznym. Specjaliści chcieli, by podczas tych newralgicznych 12 miesięcy po zawale pacjenta przynajmniej trzykrotnie skontrolował kardiolog, który zaplanuje program leczenia realizowany potem przez lekarza pierwszego kontaktu w gabinecie podstawowej opieki zdrowotnej (POZ). Opierali się na danych, które mówią, że pacjenci konsultowani przez kardiologa w pierwszym tygodniu po zawale serca mają o 20–30 proc. mniejsze ryzyko zgonu w ciągu pierwszego roku niż pacjenci prowadzeni tylko przez lekarza POZ. Tymczasem, jak pokazywały dane zebrane przez polskich kardiologów, rok po zawale tylko co 11. pacjent nie ma czynników ryzyka – nie pali czy nie jest otyły, kontrola hipercholesterolemii wynosi tylko 25 proc. w najlepszych ośrodkach, a tylko co drugi pacjent ma dobrze kontrolowane nadciśnienie tętnicze.

KOS-Zawał, który zapewnił pacjentom dostęp do specjalistów, rehabilitacji i edukacji zdrowotnej, miał to zmienić. I rzeczywiście się udało. Według danych ŚCChS w Zabrzu przeżywalność wśród pacjentów objętych programem była aż o 30 proc. wyższa niż wśród pacjentów nieobjętych programem. Zdaniem dr. Adama Kozierkiewicza, eksperta systemu ochrony zdrowia, przykład KOS-Zawał jest dowodem na to, że opieka koordynowana ratuje życie pacjentów. – Podobnie jest w przypadku chorych onkologicznie. Doświadczenia polskie i światowe pokazują, że leczenie w ośrodku narządowym, który zapewnia kompleksową opiekę obejmującą profilaktykę, diagnostykę, leczenie, rehabilitację i wizyty kontrolne, zwiększa przeżywalność. A fakt leczenia w ośrodkach narządowych czy poświęconych konkretnemu rodzajowi nowotworu, takich jak Breast Cancer Units, czyli ośrodki leczenia raka piersi, czy Lung Cancer Units, czyli ośrodki leczenia raka płuca, gwarantuje, że będzie nas operował chirurg doświadczony w tego typu zabiegach i leczył onkolog wyspecjalizowany w tego typu nowotworach – tłumaczy dr Kozierkiewicz.

Do niedawna również chorzy onkologicznie gubili się w systemie leczenia, w kolejkach do specjalistów, diagnostyki czy zabiegów, tracąc szansę na wyleczenie, a często na dłuższe życie. Ich sytuacja zmieniła się w 2015 r. wraz z wejściem pakietu onkologicznego, który zapewnił im pierwszeństwo w kolejkach do diagnostyki i leczenia.

Jeszcze wiele do zrobienia

– Pakiet bardzo poprawił sytuację pacjentów, ale szpitale onkologiczne są przeludnione, bo trafiają tam zarówno osoby chore, jak te, u których podejrzewa się nowotwór. Mimo coraz lepszych rozwiązań systemowych, takich jak krajowa sieć onkologiczna, której pilotaż prowadzony jest obecnie w województwach dolnośląskim i świętokrzyskim, wielu pacjentów nadal nie potrafi odnaleźć się w systemie i tak długo krąży z plikiem skierowań między gabinetami i ośrodkami diagnostycznymi, że choroba osiąga zaawansowane stadium i nie może już korzystać z postępu medycyny, jaki się dokonał – mówi Beata Ambroziewicz, wiceprezes Polskiej Koalicji Organizacji Pacjentów Onkologicznych. Dodaje, że wielu chorych wciąż zdanych jest na pomoc znajomych, rodziny, a w najlepszym wypadku organizacji pacjenckich, które kierują ich do właściwych ośrodków i specjalistów. Tymczasem, zdaniem ekspertów, taką pomoc powinien zapewniać pacjentowi ubezpieczyciel, czyli NFZ, bo odpowiednio wczesne wdrożenie leczenia zwiększa szanse pacjenta na wyzdrowienie i oszczędza koszty powikłań

Dziś, ponad trzy lata później, wiadomo, że pakiet nie był pozbawiony wad, które ma wyeliminować krajowa sieć onkologiczna.

Problemy, z jakimi borykają się polscy pacjenci, znajdują odzwierciedlenie w Indeksach Zrównoważonego Rozwoju Systemów Ochrony Zdrowia oraz Raka Piersi. Przypomnijmy, że Polska uplasowała się w nich odpowiednio na 25. i 22. miejscu spośród 28 krajów Unii Europejskiej. To jeden z najgorszych wyników - za nami są tylko Rumunia, Bułgaria i Łotwa.

Jak wynika z danych przedstawionych w Indeksach, do słabych stron systemu opieki nad chorymi z rakiem piersi w Polsce należą przede wszystkim: mała liczba Breast Units, niezadowalająca profilaktyka i zgłaszalność na badania przesiewowe, niska przeżywalność 5-letnia chorych, a także brak lub ograniczony dostęp chorych do nowych technologii medycznych

Pacjenci mają nadzieję na poprawę ich sytuacji, a rządzący obiecują poprawę wyników przeżywalności w onkologii, które wciąż pozostawiają wiele do życzenia.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA