fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wywiady i rozmowy

Prof. Włodzimierz Gruszczyński: O sile hejtu pisał XVI-wieczny poeta

materiały prasowe
- Nie jestem za cenzurą prewencyjną, ale bezpiecznik przy publikacji komentarzy powinien być - mówi prof. Włodzimierz Gruszczyński, językoznawca z Uniwersytetu SWPS, Instytut Języka Polskiego PAN.

Gdzie kończy się krytyka i zaczyna hejt?

Ktoś z polityków użył ostatnio określenia „agresja eksterminacyjna". To granica nieprzekraczalna. Można podejmować krytykę w polityce i publicystyce, można posuwać się do używania mocnych wyrazów. Nawet takich, które przypisują komuś cechy ułomności intelektualnej. To wstrętne, ale jeszcze nie tak potwornie groźne. Natomiast żądanie wprost lub nie wprost czyjejś śmierci powinno być karalne. Weźmy przykład wypowiedzi pewnego księdza z 2008 r.: „Policja powinna chronić rynek przed marszem pedałów i innych zboczeńców, a nie jest po naszej stronie. W Starym Testamencie i w średniowieczu jeszcze takich ludzi palono na stosie". Na szczęście została ona zablokowana na YouTubie. Według mnie słowne nawoływanie do czyjejś eliminacji fizycznej powinno pociągać za sobą mechanizmy prawne odpowiadające próbie zabójstwa. Słyszeliśmy o podobnych groźbach wobec samorządowców i osób publicznych. I co? Nic.

Czyli hejt zaczyna się tam, gdzie pojawiają się groźby karalne?

To nie znaczy, że zgadzam się z czymś o dwa stopnie niżej w hierarchii agresji. Nie jestem za wyzywaniem kogoś od idiotów, chamów, bydlaków. To też agresja, ale jej ofiara może zwrócić się do sądu. Czasem zasądzane są odszkodowania, więc może kogoś to czegoś nauczyło.

Oskarżanie o hejt bywa czasami próbą zablokowania wszelkiej krytyki.

Granica jest delikatna. Często jedna wypowiedź to kamyczek, który porusza lawinę. A część komentarzy na forach wychodzi jak spod sztancy. To opłacane akcje przeciwko osobom, partiom, instytucjom. Za rzadko ustala się, kto za tym stoi.

Może przez pamięć o cenzurze?

Faktycznie, to hasło działa w Polsce jak płachta na byka. Zwłaszcza dla mojego pokolenia. Nie jestem za cenzurą prewencyjną, ale bezpiecznik przy publikacji komentarzy powinien być. To tak jak z instrukcją bomby, którą można w internecie opublikować, co nie znaczy, że to nie jest karalne.

Odkąd ludzie zaczęli intensywniej dawać upust językowej agresji?

Pokuszę się o refleksję obywatelską, a nie naukową. Na początku lat 90. nie odczułem wzrostu agresji językowej. Myślę, że nienawiść zaczęła narastać, gdy pękła niedoszła koalicja ?PO–PiS. Perspektywa współpracy była nadzieją dla wielu Polaków. Gdy to się całkiem rozeszło, zaczął się konflikt. To on zaczął generować rzeczy fatalne, a na to nałożył się internet, który trafił pod strzechy. Wszyscy zaczęliśmy być publicystami, a język komentarzy przedostał się do profesjonalnych mediów. Pamiętajmy, że o niszczycielskiej sile języka pisał już Biernat z Lublina w XVI wieku. „Językiem się zabijają, mocne miasta przewracają/ walki i bitwy z języka/ on czyni z pana nędznika (...)".

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA