fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wybory samorządowe

IPN zlustruje kandydatów w wyborach samorządowych

Lustracji podlegają osoby, które urodziły się przed 1 sierpnia 1972 r.
Fotorzepa, Robert Gardziński
Ok. 130 tys. osób sprawdzi IPN pod kątem współpracy ze służbami PRL.

Wśród ponad 191 tys. zarejestrowanych kandydatów do rad gmin, powiatów, sejmików, a także na prezydentów, burmistrzów i wójtów startują osoby prawomocnie uznane przez sąd za kłamcę lustracyjnego. Informacja taka znajduje się przy nazwisku kandydata, na obwieszczeniach komisji wyborczych.

Dzięki nowelizacji kodeksu wyborczego, od lipca tego roku Państwa Komisja Wyborcza prowadzi bazę osób objętych zakazem wybieralności w wyborach do Sejmu, Senatu i Parlamentu Europejskiego oraz w wyborach do samorządu z powodu złożenia nieprawdziwego oświadczenia lustracyjnego. Nowy przepis nałożył na prezesów sądów obowiązek niezwłocznego przesłania informacji o wyrokach i zakazach do PKW.

Nieopłacalne kłamstwo

Tak się stało w sprawie Henryka B., kandydata PiS w wyborach samorządowych do rady gminy w Żorach na Śląsku, który w ubiegłym roku został prawomocnie skazany za kłamstwo w oświadczeniu lustracyjnym na trzy lata (złożył je, kiedy kandydował w 2014 roku do sejmiku z list PSL). Krajowe Biuro Wyborcze w Katowicach bez problemu sprawdziło go w bazie i usunęło z listy. B. tłumaczył, że nie chciał nikogo oszukać, po prostu nie interesował się procesem lustracyjnym.

– Celem tej nowelizacji jest weryfikacja kandydatów – by nie startowały w wyborach osoby, wobec których orzeczono taki zakaz – tłumaczy prok. Jarosław Skrok, dyrektor biura lustracyjnego IPN w Warszawie.

Niestety, biuro prasowe PKW odpowiada „Rzeczpospolitej", że nie prowadzi statystyk dotyczących liczby osób, które kandydują w tegorocznych wyborach z adnotacją o popełnieniu kłamstwa lustracyjnego. Nie ma ich także Krajowe Biuro Wyborcze. – Wszyscy kandydaci, którzy są urodzeni przed 1 sierpnia 1972 r. muszą złożyć oświadczenie lustracyjne, które jest kierowane do oddziałów lustracyjnych IPN celem weryfikacji – podkreśla Lech Gajzler, dyrektor zespołu prawnego i organizacji wyborów Krajowego Biura Wyborczego. Nowi kandydaci, którzy wcześniej nie składali oświadczeń, nawet jeśli nie zostaną wybrani na radnych czy wójtów, będą sprawdzeni pod kątem prawdziwości złożonego oświadczenia, czy nie współpracowali z organami bezpieczeństwa PRL.

A kłamstwo nie popłaca. Ustawa lustracyjna, która weszła w życie w 2006 r., pozwala skazać osobę, która poda nieprawdę na temat swojej współpracy w organami PRL na trzy do dziesięciu lat. Średnio sądy orzekają o pięcioletnim zakazie wybieralności. Wśród obecnych ponad 191,7 tys. kandydatów w wyborach samorządowych ustawie lustracyjnej ma podlegać – z racji wieku (powyżej 46. roku życia) – nawet 130 tys. osób.

Jak podaje nam Biuro Lustracyjne IPN w Warszawie, na mocy ustawy z 18 października 2006 roku o ujawnianiu informacji o dokumentach organów bezpieczeństwa państwa z lat 1944–1990 oraz treści tych dokumentów (zwanej potocznie ustawą lustracyjną) zapadło w Polsce już 913 prawomocnych orzeczeń sądów stwierdzających fakt złożenia niezgodnego z prawdą oświadczenia.

Zakazy pełnienia funkcji

Według danych oddziałowego biura lustracyjnego IPN w Katowicach od czasu wejścia w życie ustawy za kłamstwo lustracyjne zostało skazanych ponad 100 osób. – Wśród nich 50 osób jest z odbytymi zakazami, które mogą kandydować w tych wyborach, mamy też 61 osób w trakcie odbywania zakazów z prawomocnych orzeczeń, które kandydować nie mogą – wylicza Monika Kobylańska, rzeczniczka IPN w Katowicach.

W związku z tym, że oświadczenie lustracyjne składa się tylko raz w życiu, skazanie za złożenie nieprawdziwego oświadczenia już zawsze będzie się pojawiało przy nazwisku kandydata. Sądy za kłamstwo wydają także zakazy pełnienia funkcji publicznej (również od trzech do dziesięciu lat).

Przykładem jest chociażby Jerzy Socha, były wójt Konopisk w latach 2002–2014. W kwietniu 2014 r. Sąd Apelacyjny prawomocnie uznał, że złożył on niezgodne z prawdą oświadczenie – zdaniem sądu przez cztery lata świadomie współpracował z SB (on sam nigdy się do tego nie przyznał). Radni jednak nie zgodzili się wygasić mu mandatu i Socha dotrwał na stanowisku do końca kadencji. Wyrok zablokował mu przez trzy lata kandydowanie. Teraz może ubiegać się o stanowisko wójta.

Na tegorocznych listach wyborczych można znaleźć również kandydatów, którzy przyznali się do współpracy z organami bezpieczeństwa PRL. W okręgu mazowieckim to m.in. kandydaci do rad Lesznowoli, Łomianek i dwóch z Bielan. Przy ich nazwiskach również na listach wyborczych znajduje się informacja, że przyznali się do współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA