fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prezydent USA

Izolacjonista Donald Trump

NATO to ciężar – mówi przyszły kandydat Partii Republikańskiej
AFP
Niemal pewny kandydat republikanów najbardziej szokuje pomysłami ze sfery polityki zagranicznej.

Kroczący od sukcesu do sukcesu Donald Trump zdecydował się w środę na wygłoszenie programowego przemówienia na temat polityki zagranicznej. Miało uzupełnić wizerunek kandydata na kandydata na prezydenta, przydając mu dyplomatycznej i prezydenckiej powagi.

Okazało się, że miliarder pragnący zostać prezydentem ma niewiele do powiedzenia poza tym, co już wcześniej sygnalizował, gdy mówił o „rozbombieniu" tzw. Państwa Islamskiego, zmuszeniu Meksyku, aby sam zapłacił za mur przeciwko imigrantom, i zakazie wjazdu muzułmanów do USA.

America First

Przede wszystkim Ameryka – powtarzał Donald Trump w w środowym przemówieniu, przypominając slogan Charlesa Lindbergha oraz izolacjonistów z lat 30. ubiegłego wieku. Jak powiedział wcześniej w wywiadzie dla „NYT", musi się zastanowić, który z amerykańskich prezydentów prowadził politykę, z którą mógłby się utożsamiać. Jak twierdzi, należałoby poszukać w XIX wieku.

Donald Trump nie kryje głębokiej nieufności do sojuszów USA, a wobec niektórych prezentuje otwartą wrogość. Jest przekonany, że Stany Zjednoczone nie odnoszą jakichś specjalnych korzyści, utrzymując swe siły zbrojne w Azji i Europie. Sprzeciwia się porozumieniom handlowym wynegocjowanym przez poprzednich prezydentów. – Nasi sojusznicy muszą uczestniczyć w kosztach. Kraje, których bronimy, muszą płacić za swą obronę lub bronić się same – powiedział w środowym przemówieniu.

Bronił Izraela jako najważniejszego sojusznika USA na Bliskim Wschodzie. Nawoływał do większych wysiłków w obronie chrześcijan w tym regionie. – Wszystko to się zmieni, gdy zostanę prezydentem – zadeklarował. Zapowiedział też, że powstanie plan powstrzymywania islamu.

Jest przy tym mało prawdopodobne, aby Donald Trump miał szansę na realizację swych pomysłów. Z 954 głosami elektorskimi przy 1237 koniecznych do nominacji Partii Republikańskiej ma już ją w zasadzie w kieszeni. Podobnie Hillary Clinton, była sekretarz stanu, która zdystansowała ostatecznie Berniego Sandersa. Z sondaży wynika jednak, że z bezpośredniego starcia w listopadowych wyborach prezydenckich jedynie pani Clinton może wyjść zwycięsko stosunkiem głosów 48:38 proc.

W samej Partii Republikańskiej poglądy Trumpa wywołują nie mniejszą konsternację niż w całym społeczeństwie. Niedawno ponad 100 polityków oraz specjalistów w dziedzinie polityki zagranicznej wystosowało list wyrażający głębokie rozczarowanie poglądami prezentowanymi w tej dziedzinie przez Trumpa. W żadnej innej sprawie nie ma takiej przepaści między establishmentem Partii Republikańskiej a samym Donaldem Trumpem. To wiele wyjaśnia. Trump proponował wcześniej wycofanie się przez USA z zobowiązań militarnych wobec Japonii i Arabii Saudyjskiej. Przy tym to właśnie Arabia oraz Turcja są najbardziej cennymi muzułmańskimi sojusznikami USA na Bliskim Wschodzie. Opowiada się także za umożliwieniem Korei Płd. rozwoju programu atomowego w odpowiedzi na arsenał nuklearny Korei Płn.

Brak konsekwencji

NATO dla Trumpa to nic innego jak przestarzały sojusz będący dla Ameryki ciężarem. Dawał do zrozumienia, że sama idea obecności Ameryki w NATO wymaga przemyślenia, a już na pewno sojusz zbyt mocno angażuje się w projekty obliczone na ograniczenie regionalnych ambicji Rosji.

Tak wyglądają pomysły izolacjonistyczne Donalda Trumpa, który wezwał równocześnie do wysłania 30 tys. żołnierzy do Syrii i Iraku, aby rozgromili dżihadystów.

– To zasadnicza sprzeczność w myśleniu Trumpa, gdy mówi o zwiększeniu amerykańskiego przewodnictwa na świecie, twierdząc przy tym, że Europa nie powinna liczyć na USA – mówi „Rzeczpospolitej" Gustav Gressel, ekspert European Council on Foreign Policy. Jego zdaniem nie ma sensu analizowanie na poważnie deklaracji Trumpa wygłaszanych w czasie kampanii wyborczej i dotyczących polityki zagranicznej.

Gressel zwraca także uwagę, że prezentowany przez Trumpa izolacjonizm przysparza mu popularności. I przywołuje w tym kontekście Baracka Obamę, który w kampanii wyborczej w 2008 roku piętnował międzynarodowe  porozumienia USA, opowiadając się za wolną wymianą handlową.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA