fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wybory prezydenckie 2020

Prof. Dudek: Tusk nie pokona Dudy

Fotorzepa, Dariusz Golik
Prezydent i PiS teraz zaczną tracić poparcie – uważa politolog prof. Antoni Dudek.

Tryb, z którym mieliśmy do czynienia, jest niezgodny z konstytucją, ale oddaje rzeczywisty stan układu sił politycznych w Polsce. Rzeczywiste centrum władzy nie jest w Pałacu Prezydenckim, Kancelarii Premiera czy Sejmie, ale na Nowogrodzkiej. Tam zapadła decyzja, którą przygotowywano od początku tygodnia, że 10 maja jest nie do utrzymania jako termin wyborów prezydenckich. Sąd Najwyższy będzie musiał unieważnić wybory, których nie było. Zacznie się spór prawny. Pozostają pytania, w jakim trybie ustalony zostanie nowy termin, jaki to będzie termin i na jakich warunkach te wybory będą się odbywały? Pytanie też, jak ustawa o wyborach korespondencyjnych będzie nowelizowana i jak długo to będzie trwało?

Czy to nie jest uprzedmiotowienie Sądu Najwyższego? Adam Bielan powiedział w TVP, że decyzja SN o przełożeniu wyborów to czysta formalność.

Można oburzać się na takie traktowanie SN, ale z drugiej strony trudno sobie wyobrazić, że sąd, który zgodnie z konstytucją ocenia ważność wyborów, uzna za ważne wybory, których nie było. Będziemy mieli do czynienia z sytuacją, której konstytucja nie przewidywała. Wyraźnie jest w niej mowa o ocenianiu jakości przeprowadzonych wyborów, nie o sytuacji, w której ich nie będzie. Mamy do czynienia z sytuacja ekstremalną i nadzwyczajną, którą przez lata konstytucjonaliści będą analizować. Gdyby stan klęski żywiołowej został wprowadzony, problem zostałby rozwiązany. PiS to odrzuciło i znaleźliśmy się w pustce.

Rządzący do ostatniej chwili mówili, że wybory powinny odbyć się 10 maja, bo inaczej zostanie złamana konstytucja.

Państwo nie stanęło na wysokości zadania. Epidemia wybuchła na wielką skalę w połowie marca i od tego czasu było jasne, że będą problemy z powszechnymi wyborami. Groziły nam pseudowybory, które wyłoniłyby prezydenta ze znikomą legitymacją do rządzenia. Zapoczątkowałoby to być może nawet pięcioletni spór o to, czy Andrzej Duda jest prawowitym prezydentem. Sprawa została odsunięta w czasie, bo wciąż nie wiemy, na jakiej zasadzie będzie wyłaniana głowa państwa i czy będzie to akceptowane przez głównych uczestników życia politycznego.

Wybory, które odbędą się w czerwcu lub lipcu, nie będą pseudowyborami?

To zależy od tego, jaki ostatecznie kształt będzie miało prawo wyborcze. Trzeba pomyśleć o większych gwarancjach tajności głosowania i powszechności. Jeżeli wybory będą przeprowadzone w lipcu, to tych ograniczeń będzie mniej i więcej Polaków przebywających za granicą będzie mogło zagłosować. Jeśli latem tego roku mają się odbyć wybory, to muszą być korespondencyjne, a takich wyborów nigdy nie mieliśmy w Polsce. Potrzebna jest ogromna kampania informacyjna i przede wszystkim zbudowanie mechanizmu kontrolnego. W dniu, w którym będzie głosowanie, nie powinno być żadnej znaczącej siły politycznej, która by kwestionowała, że sposób przeprowadzenia wyborów jest wątpliwy. Najgorsze to wyłonić prezydenta, którego mandat będzie podważany.

Czy Koalicja Obywatelska powinna zmienić kandydatkę na prezydenta?

Małgorzacie Kidawie-Błońskiej kampania nie wyszła. Ona się całkowicie pogubiła. PO powinna wycofać jej kandydaturę. Naturalnie wróci kandydatura Donalda Tuska, który daje o sobie znać przez cały czas i widać, że polska polityka wciąż go szalenie interesuje. KO ma problem ze znalezieniem innego kandydata, ale powinna go poszukać.

A Tusk miałby szansę pokonać Dudę?

Nie, ponieważ jego negatywny elektorat nie zniknął. Być może byłby w stanie zgromadzić tyle głosów, żeby wejść do II tury, ale nie zwyciężyć. Następuje przesilenie i notowania Dudy osłabną, bo będzie narastało ogólne niezadowolenie z kryzysu spowodowanego trwającą epidemią. To jeden z powodów, dla których PiS tak się domagało wyborów majowych.

Andrzej Duda nie może być pewny reelekcji?

Nie, ale wciąż jest faworytem. Wchodzimy w epokę, w której z uwagi na kryzys, który wywołała pandemia, nastroje społeczne będą zmieniały się szybciej. Za dwa miesiące sytuacja zmieni się jeszcze bardziej na niekorzyść rządzących i prezydenta.

Jest prawdopodobieństwo, że w sytuacji spadku poparcia dla PO i kandydatki KO ten elektorat przejmie Lewica, PSL czy Szymon Hołownia?

Wyborcy Kidawy-Błońskiej uciekliby do Hołowni, Kosiniaka-Kamysza i w mniejszym stopniu do Biedronia. Znany jest mechanizm tworzenia nowych bytów politycznych w oparciu o kandydata, który ma dobry wynik. Można sobie wyobrazić, że Hołownia pójdzie tą drogą, ale to będzie bardzo trudne. Hołownia musiałby nowy byt polityczny, nie mając posłów, wieść poza parlamentem przez trzy lata – bez wyborów. Dlatego nie wróżę projektowi Hołowni dużych szans. Ciekawe rzeczy mogą dziać się wokół Kosiniaka-Kamysza, jeśli on będzie numerem dwa wyborów prezydenckich. Może zacząć skupiać niezadowolonych zwolenników PO, budować nowe centrum. PO się zużywa. Budka miał historyczną szansę rozbicia obozu rządzącego, wystarczyły poważne rozmowy w Gowinem, kiedy zaproponował zmiany w konstytucji. Zostałby uruchomiony proces destrukcji Zjednoczonej Prawicy, bo PiS nie chciał tych zmian. Budka nie był w stanie pogłębić szczeliny wokół Zjednoczonej Prawicy, a Gowin wrócił do obozu rządzącego. Rozgrywka nie dotyczyła tylko wyborów, w tle była większość rządowa, która się zaczęła chwiać. Dzisiaj większość rządowa znowu jest stabilna. To porażka Budki, pierwszy oblany wielki egzamin nowego lidera PO. O tym, co będzie z PO, przesądzi wybór kandydata w wyborach prezydenckich.

Mówił pan wcześniej, że PiS brnie w stronę autorytaryzmu. Partia Kaczyńskiego zawróciła teraz z tej drogi?

Forsowanie prezydenta w maju musiałoby doprowadzić do jakiejś formy autorytaryzmu. Teraz jest szansa, że będziemy mieli wyłonionego prezydenta, który nie będzie kontestowany. Przed PiS staną inne wyzwania związane z walką z kryzysem gospodarczym. Na jesieni zaczną się zapewne protesty uliczne różnych grup społecznych i będzie pokusa używania siłowych rozwiązań. Sąd Najwyższy jest traktowany instrumentalnie, decyzje o przełożenie wyborów powinny być podjęte w parlamencie, nie na Nowogrodzkiej. Mamy do czynienia z państwem, w którym konstytucja jest traktowana instrumentalnie. Ewolucja PiS w kierunku autorytarnym została zahamowana, ale nie cofnięta.

—współpraca Ada Michalak

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA