Prezes PiS nie wycofał się z planów przeprowadzenia majowych wyborów korespondencyjnych z troski o jakość demokracji w Polsce i przejrzystość systemu demokratycznego, ale dlatego, że stanął przed widmem kryzysu, do którego doprowadziłby swym uporem własny obóz polityczny.
Opór ze strony Jarosława Gowina i dużej części posłów Porozumienia sprawił, że realna stała się groźba utraty przez PiS większości w Sejmie. Znacznie zaś łatwiej grozić mniejszym partnerom wcześniejszymi wyborami, niż je rzeczywiście przeprowadzić. Dlatego, gdy tylko pojawił się pomysł na polityczny kompromis, wolał dogadać się z Jarosławem Gowinem, niż ryzykować wcześniejszymi wyborami w czasie pandemii.