fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wybory prezydenckie 2020

Robert Biedroń: Ja mam siłę, by wygrać

Fotorzepa, Darek Golik
Powstają „komitety Biedronia", których będzie 380 – jeden w każdym powiecie – zapowiada Robert Biedroń, kandydat Lewicy na prezydenta.

Jak Pana zdaniem Polska powinna teraz wyjść z pogłębiającego się kryzysu wokół wymiaru sprawiedliwości?

Przede wszystkim trzeba, aby rząd, prezydent, i sejmowa większość zaczęły szanować prawo. To już będzie dobry początek. Mamy do czynienia z kryzysem prawnym, którego konsekwencji nie jesteśmy nawet w stanie przewidzieć, ale na pewno będzie on mieć wpływ na życie tysięcy Polaków i Polek. Już teraz sądy pracują coraz mniej sprawnie, a będzie jeszcze gorzej. Nie jest rolą polityków ocena wyroków ani opinii sądów. Ani Najwyższego, ani jakiekolwiek innego. Wiemy, kto doprowadził Polskę do tego kryzysu, z którym teraz wszyscy musimy się zmierzyć.

Czytaj także: "To nie jest reforma". Biedroń apeluje do Dudy o weto ws. sądów

Czy pan i Lewica weźmiecie udział w „okrągłym stole" proponowanym przez PAN?

W Polsce dokucza nam deficyt dialogu, sztuka prowadzenia sporu zamiera. Za to coraz większym powodzeniem cieszy się prawo pięści. Już w ubiegłym tygodniu zadeklarowałem, że jestem gotów, by w takim spotkaniu wziąć udział. Mam nadzieję, że autorytet Polskiej Akademii Nauk gwarantuje, że tym razem PiS będzie w stanie powstrzymać się od używania argumentu siły. Przypominam, że na wszystkich nieudanych zmianach w wymiarze sprawiedliwości tracą nie politycy tej partii, ale zwykli obywatele. Miliony z nas gubią się w chaosie prawnym, niepewne swoich praw, stawiające znak zapytania nad orzeczeniami wydawanymi przez sądy. Ten chaos ma tylko jednego beneficjenta – Prawo i Sprawiedliwość.

Jak w tej kampanii będą pana wspierali pozostali dwaj „tenorzy", Włodzimierz Czarzasty i Adrian Zandberg?

Umówiliśmy się, że w tej decyzji, którą podjęliśmy kilka miesięcy temu, stosujemy jedną regułę: jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Gdy jeden z nas podejmuje tak ważną decyzję, pozostali stoją za nim murem i wspierają go na wszelkie możliwe sposoby. Tak działa Lewica. Podczas konwencji, w trakcie której ogłosiliśmy, kto będzie kandydatem, Włodzimierz Czarzasty i Adrian Zandberg byli obok mnie. Pracujemy nad sztabem i mogę ujawnić, że w tym sztabie Adrian Zandberg będzie szefem zespołu programowego. To osoba, której fenomenalne wystąpienie w listopadzie ubiegłego roku było prawdziwym exposé i która – wierzę – będzie przyszłym premierem. Włodzimierz Czarzasty jako wicemarszałek Sejmu będzie budował komitet poparcia dla mojej kandydatury w całym kraju.

Jaki ma pan pomysł na to, żeby wejść do II tury?

Zakasać rękawy i ciężko pracować. To brzmi trywialnie, ale musi być przełożone na praktykę, nie da się inaczej wygrywać wyborów. Zwłaszcza w tak trudnych warunkach. Po kolejnych przegranych wyborach w elektoracie opozycji panuje duża frustracja. Wyborcy mają poczucie, że opozycja nie ogarnia rzeczywistości. Trzeba pokazać siłę i chęć wygrania. Ja tę siłę mam i jestem gotowy. To nie pierwszy raz, gdy podejmuję się trudnego zadania. Gdy startowałem na posła, wszyscy mówili, że się nie da. Gdy startowałem na prezydenta Słupska, to pierwsze sondaże pokazywały 4–5 proc. i wszyscy mówili, że nie mam żadnych szans. Wiem, co to znaczy stanąć na ulicy i rozmawiać z ludźmi, dlatego ciężko pracujemy, powstają „komitety Biedronia", których będzie 380 – jeden w każdym powiecie. Staną się postępowym ruchem społecznym, który będzie zapleczem organizacyjnym, intelektualnym i dyskusyjnym, angażującym wyborców.

Teraz jest więc etap zakładania komitetów, co dalej?

Komitety powstają bardzo szybko. To jest etap mobilizowania nas i stworzenia takiej struktury, która sprawi, że efekt kuli śnieżnej – który zadziałał w Słupsku – sprawi, że będziemy w stanie wygrywać wybory.

Kogo uważa pan za największą konkurencję w tych wyborach?

Kandydaci opozycyjni nie powinni być rywalami, ponieważ naszym prawdziwym kontrkandydatem jest Andrzej Duda. Jako opozycja musimy pokazać, że mamy coś do zaoferowania. Ja mam konkretne poglądy. Można się ze mną zgadzać lub nie, ale mam swoją wizję, która jest postępowa, otwarta, nowoczesna. To się nie zmieni niezależnie od sytuacji. Dlatego chciałbym debaty na twarde argumenty, merytorycznej. Na razie wygląda na to, że będzie to debata między mniej lub bardziej konserwatywnymi kandydatami opozycji a mną. To będzie wybór cywilizacyjny. Albo wybierzemy cywilizację pogardy, dziś reprezentowaną przez Andrzeja Dudę, albo cywilizację godności, gdzie każdy z nas będzie miał szanse na szacunek dla siebie niezależnie od tego, kim jest i skąd pochodzi. Jako prezydent będę pilnował, żebyśmy przestrzegali konstytucji od pierwszego do ostatniego artykułu – a wolność i równość szans jest tam wyraźnie zapisana.

Czy zgodzą się z tym mieszkańcy mniejszych i średnich ośrodków czy też sprawdzi się stereotyp, że dominuje tam konserwatywne podejście?

Słupsk ten stereotyp zmienił. Pokazał, że tzw. prowincja małych i średnich miast nie jest czarno-biała, tylko politycy z Warszawy tego nie dostrzegają. Wiele miast udowadnia, że są postępowe, europejskie. Trzeba skończyć z tym mitem, bo to wielka niesprawiedliwość. Tam też żyją ludzie, a dziś o te miasta się nie dba. 14 milionów ludzi w Polsce nie ma dostępu do transportu miejskiego. W takich miastach zamyka się lokalne szkoły, szpitale czy posterunki policji. Znam tę rzeczywistość i wiem, że trzeba rozwiązywać również takie problemy. Państwo powinno zmienić priorytety. Nie wydawać pieniędzy na Polską Fundację Narodową i inne głupoty, ale właśnie na takie ważne sprawy.

PiS właśnie tam ulokował swoją siłę polityczną – na prowincji.

Ale robi to źle. PiS nie poradziło sobie z zarządzaniem państwem, jeżeli chodzi o budżet. Co z tego, że ludzie dostają 500+, jeżeli mamy najwyższy wzrost cen od niemal dekady? Najwyższy w Europie. PiS dokonało wielkiej manipulacji, ponieważ odbierają nam te pieniądze w inny sposób. Choćby kwestie standardów opieki zdrowotnej, emerytur czy edukacji, których koszty PiS przerzuca na samorządy. Oszukują nas i to oszustwo musi zostać obnażone.

Jak widziałby pan debaty między kandydatami?

Jestem otwarty na debaty ze wszystkimi i nie wyobrażam sobie, by ta kampania była jedynie mówieniem do mikrofonów i ekranów. Znajdźmy taką formułę, gdzie każdy będzie mógł skonfrontować swoje wizje, marzenia i oczekiwania. Każdy z kandydatów.

Oczekuje pan debaty z udziałem Andrzeja Dudy?

Cechą męża stanu powinna być odwaga, a tej mi nie brakuje. Jeśli prezydent Andrzej Duda nie zwołuje Rady Bezpieczeństwa Narodowego, to brakuje mu właśnie odwagi. Boi się krytyki ze strony opozycji. Jeśli unika spotkania z opozycją w jakiejkolwiek formule, to nie jest mężem stanu, chowa głowę w piasek. Jak można naprawdę uczciwie reprezentować wszystkie Polki i wszystkich Polaków, gdy unika się tego typu sytuacji? Opozycję trzeba szanować. Moją opozycją w Słupsku byli politycy PiS, ale w życiu nie pomyślałabym, że mogę ich obrażać, nie traktować ich po partnersku, bo tego wymagało dobro miasta. Decyzje w Słupsku konsultowałem i z PO, i z PiS, bo taki jest obowiązek dobrego gospodarza.

Rywalizacja w ramach samej opozycji będzie ostra?

Ostra, czyli agresywna? Mam nadzieję, że nie. Jeżeli ktokolwiek będzie stosował agresywną kampanię, to trzeba będzie to wyraźnie potępić, ponieważ przeciwnik jest dziś gdzie indziej. Są nią niekorzystne dla Polek i Polaków zmiany i psucie państwa przez PiS. Chciałbym, aby opozycja zmierzyła się w rzeczowej debacie na argumenty, abyśmy porozmawiali o tym, jakiego państwa chcemy. Czy chcemy nowoczesnego państwa, czy chcemy pozostać w obecnym marazmie? Prezydent może tę politykę kształtować. Aktualnie jesteśmy w złej sytuacji międzynarodowej – skłóceni ze wszystkimi sąsiadami, z Francją, większością krajów UE, z Ukrainą, a nawet krajami Bliskiego Wschodu, z Izraelem na czele. USA nie informują swojego najbliższego partnera o najważniejszych zagrożeniach. To nie gwarantuje nam żadnego bezpieczeństwa. Chciałbym żeby prezydent RP, dumnego państwa w sercu Europy w 2020 roku miał swoje miejsce tam, gdzie zapadają najważniejsze decyzje. Jako równorzędny partner, a może nawet lider w Unii Europejskiej, Trójkącie Weimarskim, Grupie Wyszehradzkiej. A nie tak jak dziś - na uboczu, obrażony w kącie.

Jak zamierza pan walczyć z Małgorzatą Kidawą-Błońską o głosy kobiet?

Nie wystarczy być kobietą, żeby rozwiązywać problemy kobiet. W PiS i Konfederacji też są kobiety, ale czy walczą o kwestię równouprawnienia? Mam wątpliwości. Moja przeszłość pokazuje, że w kwestii praw kobiet zrobiłem bardzo wiele. Ponadto mam konkretne poglądy, które tych spraw dotyczą.  Pytam: czy tzw. kompromis aborcyjny należy utrzymać? Ja uważam, że to nie jest kompromis, tylko piekło kobiet i trzeba to zmienić. Kwestie związane z dostępem do nowoczesnej antykoncepcji, z in vitro, to wszystko należy uregulować tak, jak w pozostałych krajach Europy. To nie płeć powinna w tych wyborach decydować.

Kto będzie pana wspierał w tych wyborach? Osoby z europarlamentu, premierzy, prezydenci lewicowi z Zachodu?

Zaangażowani będą wszyscy i pokażemy co do zaoferowania – jeżeli chodzi o tę prezydenturę - mają siły progresywne, otwarte. Na pewno mogę liczyć na wsparcie mojej rodziny politycznej z Parlamentu Europejskiego i europejskich liderek i liderów, którzy do niej należą. Zresztą już przesyłają wyrazy wsparcia. Pomaga mi też wielu ekspertów i doradców o dużym autorytecie społeczny. Ale wszystko w swoim czasie - te osoby na pewno pojawią się ze mną w kampanii.

Nie żałuje pan, że nie zrzekł się mandatu w Parlamencie Europejskim?

Wprost przeciwnie. Taka była decyzja całej Lewicy, że ja nie startuję w wyborach parlamentarnych, tylko w prezydenckich. I to była najlepsza decyzja, ponieważ dzisiaj wracam z nowymi kontaktami zagranicznymi, z doświadczeniem na wysokich stanowiskach w PE, które jest bardzo ważne dla potencjalnego prezydenta.

Dlaczego uważa pan, że to właśnie pan może budować wspólnotę w Polsce?

Ponieważ zrobiłem to w Słupsku. Pokazałem tam, że jesteśmy w stanie to zrobić. 30 proc. osób, które na mnie zagłosowało, to był wcześniej elektorat PiS. W przeszłości często próbowano mnie marginalizować. Dlatego musiałem rozmawiać, tworzyć porozumienia. Inaczej by mnie tu nie było. W demokracji trzeba przekonać większość.

Czego, gdyby pan był prezydentem, mogą spodziewać się osoby o poglądach prawicowych?

Nie będę reprezentował wizji państwa według Lewicy, ale wizję, na którą umówiliśmy się w Konstytucji. W rozdziale 5. zapisana jest pierwsza prerogatywa prezydenta - jest on strażnikiem Konstytucji. Taką funkcję będę pełnił. W ustawie zasadniczej zapisane są zasady, z którymi zgodzimy się wszyscy, tak wyborca PiS jak i Lewicy. Prawo do mieszkania, równość praw, działająca opieka zdrowotna, prawa pracownicze, równomierny rozwój Polski - o te rzeczy będę walczył dla wszystkich, niezależnie od poglądów.

Ma pan wizerunek polityka, który często się uśmiecha. To nie przeszkodzi w walce o najwyższe i najpoważniejsze stanowisko w kraju?

Nie potrafię budować Polski, która jest smutna, która buduje mury. Potrafię budować wyłącznie Polskę uśmiechnięta, która buduje mosty. Uważam, że olbrzymia większość z nas takiej Polski chce.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA