fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Jan Maciejewski: Noce i dnie

Fotorzepa/ Magda Starowieyska
Spotykam ich co tydzień, idąc w sobotę rano po chleb. Niedobitki piątkowych nocy, zdziesiątkowani zabawą. Idą przez centrum Krakowa chwiejnym krokiem, podtrzymując się nawzajem. Spuszczone głowy, nieobecny wzrok. Część towarzyszy broni trzeba było zostawić na placu boju, ci leżą teraz na ławkach w pozycji i stanie, które w każdym innym momencie tygodnia zaalarmowałyby przechodniów. Zmusiłyby do jakiejś reakcji, jeżeli nie wezwania karetki, to chociaż sprawdzenia pulsu nieszczęśnika.

Ale sobotni poranek bierze takie obrazy w cudzysłów poprzedniego wieczoru; bardziej zasadniczy pokręcą tylko głową z niesmakiem, inni uśmiechną się z nostalgią. Kto nigdy w piątkową noc nie posunął się o jeden most za daleko, nie ruszył z szablą na czołgi, niech pierwszy rzuci kamieniem.

Jeszcze kilka godzin wcześniej ta armia wyglądała zupełnie inaczej, szła w równym szyku, niecierpliwym krokiem – na spotkanie przygody, z nadzieją zdobycia sławy, wykazania się walecznością. To, co teraz pomięte i brudne, było świeżo wyprasowane, pachnące jeszcze nie zmęczeniem, tylko oczekiwaniem na nieznane. Nieświadomi wykonawcy rozkazu Napoleona: „ponieważ nie można się bić, trzeba balować". Wydał go w końcu u nas, w Warszawie, 212 lat temu. Jego armia ugrzęzła w błocie Wschodu, jej marsz zatrzymała pogoda. Armie piątkowych nocy do balowania zmusiła inna odwilż. Ta, która trwa już ponad 70 lat.

Pierwsze tygodnie wojny mają w sobie zawsze coś...

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA