fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ustrój i kompetencje

Prof. Marek Szydło o wyroku w sprawie wyborów: Decyzja premiera była jak polecenie

Premier Mateusz Morawiecki
Mateusz Morawiecki
Fotorzepa, Roman Bosiacki
Od wyroku o bezprawności decyzji do kary droga daleka – mówi prof. Marek Szydło, przewodniczący Rady Legislacyjnej.

W uzasadnieniu wyroku stwierdzającego, że premier nie miał prawa polecać Poczcie Polskiej przygotowań do głosowania korespondencyjnego, WSA stawia wysokie wymagania premierowi. Czy pan profesor jest podobnego zdania?

Premier, jak każdy organ władzy publicznej, musi działać na podstawie obowiązującego prawa i decyzja, o której rozmawiamy, ten warunek moim zdaniem spełnia. Pan premier wydał bardzo ostrożnie sformułowaną decyzję administracyjną, której w świetle obowiązujących wtedy przepisów kodeksu wyborczego nie można było rozumieć inaczej niż polecenie Poczcie Polskiej rozpoczęcia działań, które miały doprowadzić do głosowania korespondencyjnego przewidzianego w kodeksie wyborczym. Nie bardzo rozumiem, jak można interpretować tę decyzję tak, jak to uczynił rzecznik praw obywatelskich i Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie – że z góry wiadomo, że taka interpretacja prowadziłaby do jej nieważności. Zgodnie zaś z orzecznictwem sądów administracyjnych, jeżeli są jakieś wątpliwości do treści decyzji administracyjnej, to interpretuje się ją tak, aby w świetle przepisów była ważna, a odrzuca wykładnię prowadzącą do rozumienia decyzji ewidentnie sprzecznie z obowiązującym prawem.

WSA wskazuje, że w dniu wydania decyzji, 16 kwietnia, tylko niewielka część obywateli mogła głosować korespondencyjnie, choć szacowano ją wtedy na 9 mln wyborców.

Już w dniu podjęcia przez premiera tej decyzji była ogromna rzesza wyborców, która w świetle obowiązujących wtedy przepisów kodeksu wyborczego była uprawniona do głosowania korespondencyjnego, zwłaszcza ci, którzy ukończyli 60 lat. Ponadto należało realistycznie zakładać, że ta grupa uprawnionych do takiej formy oddawania głosu w krótkim czasie istotnie się powiększy, gdyż w związku z epidemią coraz więcej ludzi było i miało być na kwarantannie oraz w izolacji, a byli oni w świetle ówczesnych przepisów uprawnieni do głosowania korespondencyjnego.

Pojawia się jednak zarzut, że premier wkroczył w kompetencje PKW?

W związku z tą bezprecedensową sytuacją, epidemią, należało głosowanie korespondencyjne odpowiednio wcześnie i skrupulatnie przygotować. Inaczej, niż to stwierdził WSA, premier nie wkroczył w kompetencje Państwowej Komisji Wyborczej ani Krajowego Biura Wyborczego, gdyż nie polecił Poczcie Polskiej „przygotowania wyborów", jedynie podjęcie czynności „zmierzających do przygotowania przeprowadzenia wyborów Prezydenta". Czyli zarządził czynności będące na przedpolu tego, czym zajmuje się PKW i KBW. Co ciekawe, kodeks wyborczy w ogóle nie mówi, że PKW „przygotowuje" wybory i jedynie w odniesieniu do KBW stwierdza, że je „organizuje".

Te słowa WSA wykłada szerzej.

Zgadzam się z WSA, że kompetencje PKW należy rozumieć szerzej, niż to wynika explicite z kodeksu wyborczego, ale nawet w takim przypadku da się precyzyjnie odgraniczyć kompetencje premiera, w nadzwyczajnej sytuacji wydającego decyzję o charakterze wstępnym na podstawie ustawy covidowej od kompetencji PKW i KBW. Te urzędy nie są w stanie same zrobić wszystkiego, co jest konieczne do przygotowania wyborów, i trzeba współdziałania w tym celu wielu instytucji publicznych.

Była już uchwalona 6 kwietnia ustawa o powszechnym głosowaniu korespondencyjnym, ale marszałek Senatu ją przetrzymywał i weszła w życie dopiero 9 maja. WSA mówi, nie można działań administracji opierać na podstawie spodziewanego prawa.

Tu akurat nie można zająć innego stanowiska niż to, że organy administracji mogą wydawać decyzje administracyjne jedynie na podstawie ustaw, które już weszły w życie, a nie na podstawie przepisów dopiero projektowanych. W tym przypadku premier nie wydał wszakże decyzji na podstawie przepisów jeszcze nieobowiązujących, tylko na podstawie obowiązującej i skutecznej ustawy covidowej w związku z obowiązującymi wówczas przepisami kodeksu wyborczego.

WSA uznał, że wyłącznie korespondencyjne głosowanie nie zapewniało równości, bezpośredniości ani tajności wyborów. Czy to nie zbyt daleko idące wnioski?

Rozważania WSA o niekonstytucyjności wyborów wyłącznie korespondencyjnych – bez względu na to, czy je podzielamy czy nie – nie mają znaczenia dla tej sprawy. Bo przecież w omawianej decyzji premiera nie ma absolutnie ani słowa o tym, że wybory prezydenta, o których w tej decyzji mowa, miały być „wyłącznie korespondencyjne". WSA twierdzi, że premier polecił Poczcie Polskiej przygotowanie wyborów „wyłącznie korespondencyjnych". Ale w decyzji premiera takie sformułowanie w ogóle się nie pojawia! To jest nadinterpretacja.

Jak długa jest droga, panie profesorze, od orzeczenia nieważności decyzji do odpowiedzialności wydającego ją polityka, tu: premiera?

Wyrok WSA jest nieprawomocny, a sprawę prawomocnie rozstrzygnie Naczelny Sąd Administracyjny. Nawet wszak ewentualne prawomocne stwierdzenie nieważności tej decyzji nie prowadzi automatycznie do odpowiedzialności premiera. Trzeba zresztą rozróżnić różne rodzaje odpowiedzialności, w tym majątkową i przed Trybunałem Stanu. W każdym przypadku odpowiedzialność jest warunkowana dodatkowymi przesłankami, które moim zdaniem w tym konkretnym przypadku nie są spełnione. Odpowiadając krótko: droga jest długa.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA