fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Urzędnicy

Ustawa antykorupcyjna: urzędnicy mają kłopoty przez niejasne prawo

123RF
CBA twierdzi, że prezydent Lublina naruszył zakazy obowiązujące osoby publiczne. Innym samorządowcom w takich sprawach udało się obronić.

Stosowanie ustawy antykorupcyjnej nie powinno nastręczać trudności. Praktyka jest inna, co pokazuje sprawa prezydenta Lublina Krzysztofa Żuka, a wcześniej byłego prezydenta Zamościa Marcina Zamojskiego czy prezydenta Żor Waldemara Sochy.

Kto ma rację?

– Coraz częściej przepisy służą tylko polowaniu na upatrzonych funkcjonariuszy publicznych – uważa Stefan Płażek, adiunkt w Katedrze Prawa Samorządu Terytorialnego Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Centralne Biuro Antykorupcyjne zarzuciło, że prezydent Lublina naruszył przepisy ustawy antykorupcyjnej, łamiąc zakaz łączenia funkcji prezydenta miasta z zasiadaniem w radzie nadzorczej PZU Życie S.A., córki PZU S.A. W ocenie CBA zgłoszenia Żuka do rady nadzorczej dokonał podmiot nieuprawniony – spółka PZU S.A. – w którym udział Skarbu Państwa nie przekracza 50 proc. akcji.

– Przepis, na który powołuje się CBA, jest niejasny, a cała sprawa rozbija się o niuanse – wskazuje dr Płażek. – Z przepisów nie wynika, czy prawo zgłoszenia ma podmiot, w którym Skarb Państwa posiada połowę udziałów czy akcji, czy raczej taki, w którym ma większość na walnym zgromadzeniu wspólników – tłumaczy. I dodaje, że ustawa nie określa jednoznacznie pojęcia większości w spółkach kapitałowych.

– Można ją mierzyć kilkoma metodami (wartość akcji, relacja do kapitału zakładowego, ilość głosów czy udziałów w dywidendzie), a każda prowadzi do innego rezultatu – podkreśla Płażek.

Nie wszyscy eksperci są jednak zgodni w tej ocenie.

– Uważam, że prezydent Lublina złamał ustawę antykorupcyjną, a jej przepisy są jasne i nie wymagają dodatkowej wykładni – twierdzi Arkadiusz Babczuk z Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu.

Przesądzi sąd

Nie tylko prezydent Żuk ma kłopoty przez niejasne prawo. Byłemu prezydentowi Zamościa Marcinowi Zamojskiemu CBA zarzucało, że ma gospodarstwo rolne o 162 ha większe, niż pozwalają przepisy. Sprawę zakończył wojewoda lubelski, wyjaśniając, że posiadanie gospodarstwa nie jest tożsame z jego prowadzeniem. Zajmowała się tym żona Zamojskiego, więc prezydent przepisów nie naruszył.

Prezydentowi Żor CBA zarzucało, że w oświadczeniu majątkowym podał nieprawdę, za co grozi nie tylko utrata stanowiska, ale i odpowiedzialność karna. Od tej prezydenta uwolnił Sąd Okręgowy w Rybniku, wskazując, że przestępstwem może być tylko czyn dokładnie opisany, a przepisy o oświadczeniach majątkowych są na tyle ogólne, że trudno na ich podstawie stawiać zarzuty.

Przepisy antykorupcyjne przysparzają też kłopotów radnym. Przykładem jest Tomasz Firlej, któremu rada powiatu złotowskiego wygasiła mandat, uznając, że zarządzał działalnością gospodarczą z wykorzystaniem mienia powiatu. Zarzuty okazały się bezpodstawne, ale radny musiał walczyć aż przed Naczelnym Sądem Administracyjnym. I pewnie tam znajdzie finał sprawa Krzysztofa Żuka.

Przepisy antykorupcyjne mają zagwarantować, że funkcjonariusze publiczni będą dbać o interes publiczny. Stąd konieczność składania oświadczeń majątkowych czy zakazy zasiadania we władzach spółek, prowadzenia określonej działalności z wykorzystaniem określonego majątku (np. gminy, w której radny sprawuje mandat). Sankcje za ich naruszenie są poważne: od utraty stanowiska po odpowiedzialność karną za fałszywe zeznania.

Mariusz Filipek - radca prawny, wspólnik zarządzający w Kancelarii Prawnej Filipek & Kamiński sp. kom.

Biorąc pod uwagę obecne orzecznictwo sądów, a także poglądy przedstawicieli doktryny, uważam, że Skarb Państwa, oczywiście w danym stanie faktycznym, może skutecznie i bez naruszenia przepisów ustawy antykorupcyjnej powołać daną osobę do rady nadzorczej spółki zależnej od tej, w której posiada bezpośrednio udziały. Trzeba pamiętać, że legislator daje taką możliwość, jeżeli powołanie takiej osoby nastąpiło za uprzednią lub jednoczesną zgodą Skarbu Państwa, czego nie należy interpretować zawężająco. Jednocześnie, analizując treść przepisów ustawy antykorupcyjnej, trudno jednoznacznie przesądzić, czy liczą się posiadane udziały w spółce czy raczej większość głosów w zgromadzeniu akcjonariuszy. W mojej ocenie przepis wymaga doprecyzowania.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA