fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Unia Europejska

Strażnicy unijni na granicach

Na razie zewnętrzną granicę unijną z Ukrainą (w Medyce) chronić ma prawo tylko polska straż graniczna
Fotorzepa, Łukasz Solski
Bruksela proponuje wysyłanie ich do krajów członkowskich nawet wbrew ich woli. Polska jest przeciw.

Korespondencja z Brukseli

Europejska Straż Graniczna i Przybrzeżna będzie w przyszłości chronić zewnętrzne granice strefy Schengen, w tym polską granicę z Rosją i Ukrainą. Komisja Europejska zaproponowała w czwartek stworzenie unijnego korpusu liczącego na początek 1500 osób wysyłanych na pomoc krajowi granicznemu tylko w razie kryzysu migracyjnego. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, żeby w przyszłości unijny korpus urósł w siłę i stanął na unijnych granicach na stałe. Na razie będzie mógł interweniować nawet wbrew woli zainteresowanego państwa.

Propozycję KE muszą zaakceptować państwa członkowskie w głosowaniu większościowym. Niektóre już wyrażają wątpliwości, ale nie wiadomo, czy to wystarczy do zablokowania propozycji. Polska w szczególności kwestionuje punkt dotyczący możliwości działania bez zgody zainteresowanego państwa.

– Zależy nam na każdym efektywnym środku ochrony granic zewnętrznych UE. To pierwszy warunek przetrwania strefy Schengen. Element wspólnej odpowiedzialności jest pożądany. Natomiast jeśli Komisja Europejska miałaby wysyłać straż graniczną, gdzie uzna za stosowne, bez zgody państwa członkowskiego, byłoby to rozwiązanie toksyczne – powiedział „Rzeczpospolitej" Konrad Szymański, minister ds. europejskich. Proponuje on szukanie innych środków.

– Nie oznacza to, że mamy bezradnie patrzeć, jak państwo nie radzi sobie z ochroną granic i nie chce pomocy. Można przecież wprowadzić kontrole na najbliższej granicy wewnętrznej UE. To byłoby działanie uzasadnione i proporcjonalne – dodał Szymański.

– Kryzys obnażył wyraźne niedociągnięcia i luki w istniejących mechanizmach mających zapewnić przestrzeganie unijnych standardów. Dlatego nadszedł czas, aby przejść do prawdziwie zintegrowanego systemu zarządzania granicami – powiedział w Parlamencie Europejskim Frans Timmermans, wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej.

KE przygotowała cały pakiet wzmocnienia ochrony granic zewnętrznych UE, czyli w praktyce strefy Schengen. Jest on odpowiedzią na kryzys migracyjny, w wyniku którego do UE przybyło w tym roku 1,5 miliona ludzi. Docierają przede wszystkim przez wybrzeże greckie, praktycznie niechronione.

Od wielu miesięcy Bruksela proponuje Atenom pomoc, ale w praktyce do niej nie dochodzi.

Po pierwsze, nie chce tego sama Grecja, która woli się szybko pozbywać nielegalnych imigrantów, bez konieczności ich rejestrowania.

Po drugie, Bruksela musi polegać na dobrej woli innych państw członkowskich. Na jej apel o wysyłanie ludzi, sprzętu i pieniędzy do krajów dotkniętych napływem migrantów odzew był umiarkowany. Dlatego teraz proponuje stworzenie straży granicznej na bazie istniejącej już, z siedzibą w Warszawie, unijnej agencji ochrony granic Frontex.

W porównaniu z Fronteksem nowa agencja będzie miała więcej pieniędzy i prawo do sięgania do stałego zasobu 1500 strażników granicznych pochodzących ze wszystkich państw UE. Muszą być oni gotowi do działania na zagrożonym terenie w ciągu trzech dni.

O tym, że pomoc jest potrzebna, będzie decydować Komisja Europejska na wniosek władz Europejskiej Straży Granicznej. KE będzie musiała skonsultować się z państwami członkowskimi w tzw. procedurze komitologii. Czyli zapyta o zdanie odpowiedni komitet składający się z urzędników (nie polityków) 28 państw, w praktyce np. dyrektorów z ministerstw spraw wewnętrznych.

Jeśli kwalifikowana większość, czyli przynajmniej 16 państw reprezentujących przynajmniej 65 proc. ludności UE, powie tak, to pomoc będzie uruchomiona. Co ważne i niezwykle kontrowersyjne: pomoc będzie wysłana nawet wbrew woli kraju, na którego granicach dostrzeżono problem.

– To środek bezpieczeństwa. W praktyce nie będzie do tego dochodziło. Bo same kraje z problemami będą prosiły o pomoc – tłumaczył Timmermans.

I podkreślał, że ochrona granic pozostanie domeną państwa, a unijny korpus ma tylko pomagać. Czyli będzie działał na podstawie planu operacyjnego opracowanego wspólnie przez agencję graniczną i dane państwo, a całą operacją będą dowodzili oficerowie danego państwa.

KE przyznaje, że w razie oporu państwa takie działanie będzie trudne. Ale nie przyjmuje do wiadomości takiej możliwości. Argumentuje, że uchwalone prawo trzeba respektować. Tym razem nie bierze pod uwagę oporu ze strony niektórych państw Europy Wschodniej, które już raz zaprotestowały przeciwko innej propozycji dotyczącej kryzysu migracyjnego, a polegającej na dzieleniu się uchodźcami.

– Europa Wschodnia mówi o konieczności lepszej ochrony granic zewnętrznych. Te kraje mają ogromne doświadczenie w tej dziedzinie. Oczekuję więc, że teraz okażą solidarność i pomogą innym – powiedział Timmermans.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA