Unia Europejska

Zbrodni komunistycznych nie rozlicza się jak nazistowskie

Symbolem komunistycznych zbrodni w ZSRR były gułagi, obozy pracy przymusowej. Na budowie Kanału Białomorsko-Bałtyckiego zginęło wiele tysięcy więźniów politycznych.
Wikimedia Commons
13 lat po rozszerzeniu Unii Europejskiej na wschód trudno o realizację postulatu rozliczenia zbrodni komunistycznych na równi z nazistowskimi.

Dla niektórych krajów Europy Zachodniej, gdzie ciągle działa lewica mająca korzenie komunistyczne, zrównywanie dwóch totalitaryzmów XX wieku jest nie do przyjęcia. Jedni mówią o tym otwarcie, inni unikają po prostu słowa „komunizm".

Przekonali się o tym Estończycy, sprawujący obecnie rotacyjne przewodnictwo UE, którzy w środę w Tallinie byli gospodarzami konferencji z okazji Europejskiego Dnia Pamięci Ofiar Nazizmu i Komunizmu. Tak ją zatytułowali, choć już w komunikacie Komisji Europejskiej z tej okazji mowa jest o Europejskim Dniu Pamięci Ofiar Wszystkich Reżimów Totalitarnych i Autorytarnych. Bo tak się oficjalnie ten dzień nazywa.

Został proklamowany w 2009 r. przez Parlament Europejski, po długiej i trudnej dyskusji między eurodeputowanymi z różnych stron dawnej żelaznej kurtyny. Wybrano 23 sierpnia, bo to rocznica podpisania paktu Ribbentrop-Mołotow, czyli porozumienia między dwoma zbrodniczymi systemami. W dyskusji i deklaracji o komunizmie oczywiście wtedy mówiono, ale w oficjalnej nazwie już się go nie wspomina. I problem ten nie znika.

– Dlaczego tak trudno dziś o tym mówić? Przecież skutki obu totalitaryzmów były takie same: ludzkie cierpienie, niesprawiedliwość, masowe zbrodnie. A ofiary wciąż żyją – mówił na konferencji w Tallinie eurodeputowany estoński Tunne Kelam.

Przed konferencją naukową odbyło się spotkanie przedstawicieli ministerstw sprawiedliwości państw członkowskich UE. – Było kilka nieobecności z powodów organizacyjnych, ale tylko grecki minister miał zastrzeżenia do tematu – powiedziała nam Katrin Lunt, rzeczniczka prasowa estońskiego ministerstwa sprawiedliwości. Grek to jedyny polityk w UE, który otwarcie skrytykował estońską inicjatywę.

– W czasie gdy podstawowe wartości UE są otwarcie podważane przez ruchy skrajne prawicy i partie neonazistowskie w całej Europie, ta inicjatywa jest bardzo niefortunna – napisał Stawros Kontonis w liście do organizatorów konferencji. Minister przekonuje, że ta inicjatywa niepotrzebnie przywraca klimat zimnej wojny i jest sprzeczna z odczuciami Greków, dla których „nazizm i komunizm nie są stronami tego samego równania". Kontonis jest członkiem rządzącej komunistycznej partii Syriza. Jego słowa poparli eurodeputowani z różnych krajów UE tej samej orientacji politycznej.

– W czasach kiedy skrajna prawica i neonaziści zyskują popularność, zrównywanie nazizmu z komunizmem jest historycznym fałszerstwem, jest niebezpieczne i nieakceptowalne. Co więcej, fakt, że rząd estoński chce się koncentrować na „zbrodniach komunistycznych", jasno pokazuje intencje wykorzystania rotacyjnego przewodnictwa w UE dla celów ideologicznych – napisała z kolei frakcja komunistyczna w Parlamencie Europejskim GUE/NGL. W oświadczeniu grupa polityczna wspomina, że komuniści walczyli z nazizmem i faszyzmem w czasie II wojny światowej, i wyraża wątpliwości, na ile totalitarny reżim w ZSRR faktycznie był w pełni komunizmem.

Protest przesłany przez greckiego ministra do Tallina został skrytykowany przez opozycję, a konkretnie Nową Demokrację, czyli partię centroprawicową. – Jest historyczna prawda, którą trzeba otwarcie przyznać. Nazizm i stalinizm były czarnymi okresami w europejskiej historii, które w oczywisty sposób muszą być potępione przez wszystkich demokratycznych obywateli. Różne ideologiczne punkty wyjścia obu tych reżimów i konflikt między nimi ani nie likwidują, ani nie wybielają żadnego z nich w relacji do drugiego – oświadczyła Nowa Demokracja. I okazję te wykorzystała do skrytykowania rządzącej Syrizy za kolejny akt izolowania Grecji na scenie europejskiej.

Nie jest to jednak taka zupełna izolacja. O ile nikt w tak otwarty sposób jak grecki minister z partii komunistycznej Estończyków nie skrytykował, o tyle jednak problem mówienia o komunizmie ma cała Europa Zachodnia. Widać to choćby w komunikacie wydanym z tej okazji przez unijnych komisarzy Fransa Timmermansa i Verę Jurową. W oświadczeniu nie ma słowa o komunizmie, a w wyjaśnieniu do oświadczenia, dopisanym przez służby prasowe, napisano, że: „Koniec drugiej wojny światowej oznaczał klęskę reżimu nazistowskiego, niemniej jednak przez następne dziesięciolecia wielu Europejczyków przeżywało gehennę w reżimach totalitarnych". Bez nazywania ich po imieniu.

Na spotkaniu przedstawicieli ministerstw sprawiedliwości w Tallinie też było widać wyraźny podział. Grupa krajów wydała oświadczenie, w którym potępia zbrodnie komunistyczne. Ale też zwraca uwagę, że wielu ich sprawców nie zostało potępionych ani ukaranych. – Przez 25 lat po upadku komunizmu nie został uruchomiony proces szukania prawdy i wymierzania sprawiedliwości porównywalny z reakcją międzynarodową po II wojnie światowej przeciwko sprawcom zbrodni nazistowskich – napisano w oświadczeniu. Ministrowie zapowiedzieli kontynuowanie prac na rzecz stworzenia międzynarodowej instytucji badającej zbrodnie komunistyczne i zaapelowali o współpracę innych krajów w tej dziedzinie. Pod oświadczeniem podpisały się Chorwacja, Czechy, Estonia, Węgry, Litwa, Łotwa, Polska i Słowacja.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL