fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Unia Europejska

Demokracja w czasach zarazy. Orbán wykorzystuje pandemię

Viktor Orbán w poniedziałek w parlamencie w Budapeszcie
afp
Viktor Orbán wykorzystuje pandemię do wzmocnienia swoich autorytarnych rządów. Bruksela reaguje nieśmiało.

Korespondencja z Brukseli

Rosnąca liczba chorych na Covid-19 wywiera niespotykaną presję na systemy służby zdrowia państw UE. To dlatego rządy większości państw członkowskich dążą do ograniczenia i rozłożenia w czasie liczby zachorowań, wprowadzając nadzwyczajne środki, na granicy stanu wyjątkowego. Zamknięcie firm, szkół i urzędów, nakaz pozostawania w domu poza koniecznymi przypadkami, nadzwyczajna pomoc dla biznesu i tych, którzy pozostali bez pracy, konieczność zapewnienia personelu i środków medycznych do szpitali – to wszystko działania, które wymagają ustaw dających wyjątkowe uprawnienia rządom.

Takie przepisy wprowadziło wiele państw członkowskich, debatuje nad nimi także polski parlament. Bruksela ostrzegła we wtorek, żeby te działania odbywały się z poszanowaniem zasad demokracji.

Ani słowa o Węgrzech

– Wszelkie środki nadzwyczajne muszą być ograniczone do tego, co jest konieczne i ściśle proporcjonalne. Nie mogą trwać w nieskończoność. Ponadto rządy muszą upewnić się, że takie środki podlegają regularnej kontroli – powiedziała przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen. Niemka w swoim oświadczeniu osobny fragment poświęciła mediom.

– Demokracja nie może działać bez wolnych i niezależnych mediów. Poszanowanie wolności słowa i pewność prawa są niezbędne w tych niepewnych czasach. Teraz ważniejsze niż kiedykolwiek jest, aby dziennikarze mogli wykonywać swoją pracę swobodnie i precyzyjnie, aby przeciwdziałać dezinformacji i zapewnić naszym obywatelom dostęp do kluczowych informacji – powiedziała szefowa KE.

W jej deklaracji nie pada nigdzie słowo Węgry, choć wiadomo, że ten przekaz skierowany jest przede wszystkim do Viktora Orbána.

Dysponujący większością parlamentarną Fidesz uchwalił w poniedziałek ustawę, która przez wielu uważana jest za łamiącą wprost zasady demokracji. Pozwala rządowi rządzić za pomocą dekretów, bez kontroli parlamentu, przez nieograniczony czas. Wprowadza kary, nawet więzienia, za wyrażane publicznie niezgodne z rządową linią opinie na temat epidemii. Zawiesza wybory i referenda.

Zewsząd płynie krytyka i apele do unijnych instytucji o to, żeby tym razem zareagowały zdecydowanie. Matteo Renzi, były włoski premier, posunął się nawet do propozycji wykluczenia Węgier z UE, gdyby inne środki nie przyniosły rezultatu. To jednak nie jest możliwe, unijne traktaty przewidują tylko wyjście z UE decyzją rządu zainteresowanego kraju, tak jak zrobiła to Wielka Brytania.

Bez końca

– Parlament musi mieć możliwość odebrania rządowi prawa decyzji. Nie proszę o tydzień, dwa czy nawet o trzy miesiące. Źle mnie zrozumieliście. Nie potrzebuję określonej daty. Możecie odebrać to prawo nawet jutro rano, jeśli uznacie to za stosowne – mówił Orbán, przedstawiając projekt ustawy w parlamencie węgierskim.

To była odpowiedź na argumenty opozycji, która gotowa była poprzeć rządową propozycję, ale z kilkoma poprawkami. Po pierwsze, chciała wyraźnej, nawet odległej w czasie, daty końcowej dla tych nadzwyczajnych uprawnień rządu.

Po drugie, zmiany przepisów ograniczających wolność słowa. Po trzecie, ograniczenia możliwości wydawania dekretów tylko do sytuacji wprost dotyczących walki z pandemią, a nie np. do zmian w prawie wyborczym. Wszystkie te poprawki zostały odrzucone. Orbán wie, że bez daty końcowej dekretami będzie rządził tak długo, jak zechce. Bo do zmiany przyjętej ustawy potrzeba 2/3 głosów.

– Nie ufamy Orbánowi i nie wierzymy, że zrezygnuje z dekretów, jak zakończy się epidemia. W 2015 wykorzystał uchodźców na przekazanie specjalnych praw dla policji, np. do zatrzymywania samochodów, przeszukiwań. To ciągle obowiązuje, mimo że imigranci do nas nie płyną. Tak samo będzie z dekretami: wirusa nie będzie, a dekrety zostaną – mówi „Rzeczpospolitej” Klara Dobrev, eurodeputowana opozycyjnej Koalicji Demokratycznej, wiceprzewodnicząca Parlamentu Europejskiego.

Inne problemy na głowie

„Stan wyjątkowy Orbána skutecznie eliminuje sprzeciw. Jest to naruszenie podstawowych zasad, których UE nie może zaakceptować. Komisja Europejska musi działać natychmiast. Kraje UE26, w tym Niemcy, muszą wykazać, że nie będą tolerować nadużyć związanych z kryzysem koronawirusa” – napisał na Twitterze Norbert Röttgen, przewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych niemieckiego Bundestagu.

Jest on politykiem CDU, czyli partii zasiadającej razem z Fideszem w jednej chadeckiej Europejskiej Partii Ludowej.

Orbána skrytykowali też eurodeputowani z EPL z Irlandii czy Szwecji. Ale do tej pory, mimo wielu zamachów na praworządność, EPL wstrzymywała się w wykluczeniem Fideszu z EPL. I Orbán z pewnością liczy, że w czasach kryzysu nikt nie będzie miał czasu na zajmowanie się praworządnością na Węgrzech.

– Teraz rzeczywiście każdy jest zajęty epidemią, nie spodziewam się w ciągu najbliższych tygodni odpowiedzi. Ale myślę, że potem będą jednak zdecydowane działania – uważa Dobrev. Według niej UE musi wyznaczyć czerwoną linię, której ani Węgry, ani inne kraje – w tym Polska – nie mogą przekraczać.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA