fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Uchodźcy

Szczęście imigrantów. Byle nie u nas

W sobotę niedaleko Folkestone, gdzie kończy się Eurotunel. Policja brytyjska zmaga się z przeciwnikiem wpuszczania imigrantów na Wyspy
AFP/Justin Tallis
To Włochy i Grecja, a nie Francja, są odpowiedzialne za koszmar w okolicach Calais.

Korespondencja z Brukseli

Kolejny dzień chaosu w Calais to następny dowód na to, że wspólne zasady unijnej polityki imigracyjnej nie działają. David Cameron ostrzegł rodaków, że kryzys szybko się nie skończy. – To trudny problem, który może potrwać całe lato – powiedział brytyjski premier. A w rozmowie telefonicznej z prezydentem Francois Hollande'em podziękował za wysiłki francuskiej policji.

Stoi to w sprzeczności z tonem brytyjskich tabloidów, które obarczają Francuzów pełną odpowiedzialnością za ataki nielegalnych imigrantów na pociągi w Eurotunelu. Również laburzystowska opozycja prezentuje front antyfrancuski i żąda od Camerona, aby ten wystąpił o odszkodowania od Paryża: za opóźnione dostawy towarów czy za nieudane wakacje Brytyjczyków.

Premier wie jednak z pewnością, że nie ma ku temu żadnych podstaw. Francja i tak robi gest, próbując bronić infrastruktury prywatnej spółki, jaką jest Eurotunel, i dokłada się do ochrony brytyjskich granic.

– Francja nie ma obowiązku rejestrowania tych ludzi. Przecież oni nie wylądowali na lotnisku w Paryżu. Przekroczyli granicę UE w jakimś innym państwie, na przykład we Włoszech czy Grecji – mówi w „Rz" Yves Pascouau, ekspert brukselskiego think tanku European Policy Centre.

Skąd wziął się kryzys w Calais? Uchodźca z ogarniętej wojną Syrii dociera do Libii, gdzie za pośrednictwem przemytników wsiada na łódź i wypływa na Morze Śródziemne. Tam zazwyczaj grupa „podróżnych" pozostawiana jest sama sobie i ratowana przez włoskie służby przybrzeżne lub przypadkowe statki komercyjne.

Po dotarciu do Włoch uchodźca za wszelką cenę chce pojechać dalej. Jeśli mówi po angielsku lub ma rodzinę w Wielkiej Brytanii, wyrusza w podróż do francuskiego portu Calais. Zamieszkuje na dzikim obozowisku (te legalne Nicolas Sarkozy kazał zamknąć w 2003 roku) i każdej nocy, prowadzony przez przemytników, próbuje się włamać do Eurotunelu: albo na ciężarówki, albo wprost do wagonów pociągów towarowych jadących pod dnem kanału La Manche. Cel – Wielka Brytania.

To tylko jedna z imigranckich dróg.

Coraz częściej jesteśmy świadkami, jak kraje przerzucają na siebie odpowiedzialność i z zadowoleniem czekają, aż imigranci opuszczą ich terytorium i będą szukali szczęścia gdzie indziej. Grecy nie rozpatrują wniosków azylowych, Włosi nie pobierają odcisków palców, Węgrzy budują mur na swojej granicy, Francuzi nie przykładają się do skutecznej ochrony Eurotunelu, a Brytyjczycy zastanawiają się nad użyciem armii.

Takim sytuacjom miało zapobiegać unijne rozporządzenie dublińskie regulujące zasady przyznawania azylu i transferowania nielegalnych imigrantów. Chodziło o skończenie z praktyką szukania azylu w każdym kraju z osobna i podrzucania sobie nawzajem imigrantów. Dziś jednak wiadomo, że wiele państw nie przestrzega tego prawa. A niektóre z nich mają do tego powód, bo rozporządzenie dublińskie nie przystaje do dzisiejszych czasów zmasowanej fali imigrantów zalewającej tylko kilka krajów.

Rozporządzenie dublińskie określa, że w UE o azyl można wystąpić tylko w jednym kraju. To dlatego uchodźcy nie starają się o azyl we Włoszech czy w Grecji, bo wiedzą, że tam ich szanse są mniejsze. Jadą raczej do Niemiec czy Szwecji słynących z wysokiego odsetka pozytywnych decyzji azylowych lub np. do Wielkiej Brytanii, jeśli mają tam już rodzinę (to argument na rzecz pozytywnej decyzji administracyjnej).

Ale rozporządzenie dublińskie mówi nie tylko o azylu, ale również o nielegalnych imigrantach. Teoretycznie kraj przekroczenia granicy UE ma obowiązek zarejestrować nielegalnego imigranta. I potem kolejny kraj jego pobytu, jeśli uzna, że nie ma podstaw do azylu, może go wydalić do kraju przekroczenia granicy. To dlatego Francja nie poczuwa się do żadnej odpowiedzialności za imigrantów w Calais: nie jest krajem przekroczenia granicy UE, nie jest też krajem azylu, bo imigranci nie chcą tam zostać. Winne są w tym wypadku Włochy i Grecja, kraje graniczne UE narażone na największą falę imigrantów. Nie przestrzegają rozporządzenia dublińskiego, bo czują, że w obecnej sytuacji to na nich spoczywa niesprawiedliwy ciężar przyjmowania imigrantów tylko dlatego, że stanowią południową bramę do UE.

– Rozporządzenie dublińskie kładło ciężar odpowiedzialności na kraje z zewnętrzną granicą UE. Dziś widać, że potrzebne jest nowe prawo, które będzie kładło nacisk na zasady dzielenia się uchodźcami – mówi Yves Pascouau.

– Organizacje pozarządowe, eksperci, politycy wiedzą, że rozporządzenie dublińskie trzeba zmienić. Ale rządy oficjalnie tego nie popierają, bo boją się precedensu – dodaje. Stąd właśnie ogromny opór wobec pomysłu Komisji Europejskiej kwot uchodźców uzależnionych od dochodu narodowego, liczby ludności, poziomu bezrobocia i liczby uchodźców przyjętych do tej pory. Większość krajów, w tym Polska, sprzeciwiło się temu pomysłowi. – Wiedzą, że jeśli raz się zgodzą, to zasada będzie wprowadzona na stałe – mówi ekspert EPC.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA