fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Haszczyński: Drażliwa kwestia wyznania ofiar terrorystów

Fotorzepa, Waldemar Kompała
Media i VIP-y mają problem z opisywaniem ataków terrorystycznych na świątynie i ich ofiar. Dowiodły tego reakcje na zamachy w Nowej Zelandii i na Sri Lance.

W połowie marca w nowozelandzkim Christchurch terrorysta rasista islamofob zamordował 50 osób w dwóch meczetach. Nieoczekiwanie wiele mediów zachodnich nie pisało jednak wówczas jednoznacznie o zamachu terrorystycznym, ale o masowej zbrodni, masakrze czy strzelaninie. Tak, jakby terroryzm kojarzył im się tylko z fundamentalistami islamskimi. Nie było jednak problemów z nazwaniem ofiar. Były (wszystkie) muzułmanami. Często te same media z aprobatą komentowały gesty na rzecz społeczności muzułmańskiej wykonane po zamachach przez nowozelandzką premier Jacindę Ardern, włącznie z założeniem przez nią muzułmańskiej chusty.

Równie zaskakujące jest omijanie wyznania większości z ponad 350 ofiar zamachów terrorystycznych na Sri Lance sprzed kilku dni, do których przyznało się tzw. Państwo Islamskie. Prawie wszystkie oświadczenia polityków nie zawierają słowa „chrześcijanin". Jest w nich mowa o atakach na kościoły (i hotele, bo był drugi cel – turyści), ale nie o chrześcijanach. Najdziwniejsze jest sformułowanie „wyznawcy Wielkanocy" użyte przez Baracka Obamę, który jako prezydent mówił przecież o Chrystusie jako „moim Panu" i „naszym Zbawicielu".

Ofiary ataków na świątynie w obu krajach to przedstawiciele mniejszości – muzułmańskiej w Nowej Zelandii, gdzie najwięcej jest chrześcijan i bezwyznaniowców, oraz chrześcijańskiej na Sri Lance, gdzie dominują buddyści, a muzułmanów jest niewiele więcej niż chrześcijan.

Reakcje na zamachy pokazały, że przywódcy krajów muzułmańskich są skorzy do obrony swych współwyznawców w państwach niemuzułmańskich i zarzutów o ich prześladowanie.

Politycy z krajów zachodnich o tradycji chrześcijańskiej zazwyczaj nie poczuwają się do obrony mniejszości chrześcijańskich w Azji czy na Bliskim Wschodzie. Choć jest zaskakujący wyjątek. Po zamachach na Sri Lance obrony chrześcijan na świecie zaczęli się domagać politycy niemieccy, i to z różnych partii, od chadeckiej CDU po liberalną FDP i Zielonych. Ale jest to kraj, w którym do modlenia się w kościele przyznali się w czasie jedynej debaty telewizyjnej przed ostatnimi wyborami do Bundestagu oboje kandydaci na kanclerza – Angela Merkel i Martin Schulz.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA