fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Teatr

Nowe spektakle i stare rygory

„I tak nikt mi nie uwierzy" Jolanty Janiczak i Wiktora Rubina w Gnieźnie
materiały prasowe
„Solaris", „Dyzma", „Bracia Karamazow" i historia spalonej na stosie – to premiery teatrów od piątku do niedzieli.

Wydarzenia weekendu to także spektakle, które nie doczekały się pierwszego pokazu z powodu zakazu gry, gdy twórcy mieli ledwie kilka dni do zakończenia pracy. Próby przerwano, a wznowione je w nowym reżimie sanitarnym.

W Teatrze im. Fredry w Gnieźnie, który coraz mocniej zaznacza swoją obecność ma teatralnej mapie, jeden z najważniejszych duetów – pisarka Jolanta Janiczak i reżyser Wiktor Rubin, autorzy m.in. głośnej i nagradzanej „Carycy Katarzyny" – zaprezentuje „I tak nikt mi nie uwierzy". Spektakl jest inspirowany losami Barbary Zdunk, uznanej za ostatnią kobietę w historii Europy spaloną na stosie.

Urodziła się w 1769 r. w Reszlu, gdzie została stracona w 1811 r. Jej historia, rozgrywająca się m.in. w czasie wojen napoleońskich, była niezwykle burzliwa. Opuściła dom, mając dziewięć lat. Pracowała, ale też próbowała się wiązać z żołnierzami, co było powodem jej licznych kłopotów. W 1807 r. miała, kierując się rzekomo zemstą na młodszym kochanku, spowodować pożar. Problem w tym, że oskarżono ją o wywołanie pożaru... z pomocą czarów. Niewykluczone, że winni byli polscy żołnierze z armii Napoleona. Ostatecznie król Fryderyk Willhelm III zatwierdził wyrok śmierci na stosie.

Historia Zdunk służy twórcom do pokazania, jak podważana była wiarygodność kobiet w czasach procesów o czary i jak dziś bywa lekceważona w sprawach dotyczących gwałtów i seksualnych nadużyć. Strzępy informacji dotyczące Barbary Zdunk układają się w okrutny obraz, z którego wynika, że kara spotkała nie oprawców, lecz ich ofiarę. Przez cztery lata przed egzekucją strażnicy stręczyli oskarżoną kobietę wszystkim chętnym obywatelom miasta. W więzieniu kobieta urodziła dwoje dzieci. Im więcej spotykało ją krzywd, tym bardziej dostosowywała się do obrazu kobiety-podpalaczki, uwodzącej mężczyzn, a także dzieciobójczyni.

Spektakl w sali, która może zmieścić 270 osób, będzie oglądało 90 widzów, każdy będzie bowiem oddzielony od kolejnego dwoma fotelami.

W krakowskim Teatrze Ludowym Marcin Zwierzchowski pokaże „Solaris" Stanisława Lema. Adaptacja opowiada o ucieczce z rzeczywistości, w jakiej nie da się już wytrzymać – w przestrzeń o nieokreślonej specyfice, która może oferować powtórkę wcześniejszych dramatów lub czyściec. Albo wyzwolenie. Trzeba jednak umieć zaryzykować. Wszak życie jest tylko jedno.

Reżyser zaprojektował przestrzeń spektaklu przed pandemią z widownią na scenie. Miała pomieścić sto osób. Bliskość aktorów wymusza usuniecie jednego rzędu. Spektakl obejrzy 36 osób.

Teatr im. Horzycy w Toruniu pokaże „Karierę Nikodema Dyzmy" Mostowicza w reżyserii Piotra Ratajczaka. Spektakl promowany jest sloganem „I ty możesz zostać prezydentem". Główny bohater to pozbawiony szczególnych talentów człowiek znikąd, który wyrusza do Warszawy w poszukiwaniu pracy. Lawina przypadków i cwaniactwo Dyzmy sprawiają, że zaczyna piąć się coraz wyżej po szczeblach kariery politycznej. Zachwycone nim społeczeństwo ignoruje jego kompletny brak kompetencji. Twórcy stawiają pytanie, czy dziś żyjemy w czasach opanowanych przez Dyzmów? Przed pandemią teatr mieścił 340 osób. Teraz spektakl obejrzy 80 osób. Na parterze wymontowano co drugi rząd, a osoby, które mieszkają w jednym gospodarstwie domowym, mogą zajmować loże. Każda sąsiednia jest jednak wolna. Dyrekcja prosi o przyjście 30 minut przed rozpoczęciem. Konieczne jest wypełnienie oświadczenia.

W Tarnowie odbędzie się premiera „Braci Karamazow" Dostojewskiego w reżyserii Marty Streker. Reżyserka skupiła się na relacjach ojciec–syn. Każdy z trzech braci jest jednocześnie kopią ojca i jego zaprzeczeniem. W sali kameralnej spektakl będzie grany dla 35 osób. W dużej sali mieszczącej 290 osób gra się dla połowy widowni.

Na kolejny weekend zapowiedziany jest pokaz „Nad Niemnem" Jędrzeja Piaskowskiego w Teatrze im. Osterwy w Lublinie, jednym z najlepszych. W środę odbył się konkurs na dyrektora sceny, do którego przystąpiła m.in. obecna szefowa Dorota Ignatjew, powszechnie uważana za autorkę sukcesów teatru w Sosnowcu i Lublinie właśnie. Reprezentanci resortu kultury oraz marszałka województwa lubelskiego uznali jednak, że żaden z kandydatów nie zasłużył na ich poparcie. Konkurs jest nierozstrzygnięty. We wtorek zapadnie decyzja, czy odbędzie się drugi, czy też wybrana zostanie droga nominacji.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA