fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Taniec

Zagubione dusze, odzyskana Polka

„Wesele”, w środku Kristóf Szabó (Pan Młody)
Ewa Krasucka/TW-ON
Spektakl Polskiego Baletu Narodowego to szczęśliwe, choć mocno spóźnione, ponowne odkrycie Bronisławy Niżyńskiej w Polsce i dowód na to, że obecnie mamy zespół na światowym poziomie.
Podzieliła los wielu naszych artystów, którzy życie spędzili poza krajem i na dodatek Bronisława Niżyńska miała od nich znaczniej gorzej. Długo żyła w cieniu swego brata Wacława, którego świat nazwał bogiem tańca. Pomagała mu w karierze, własne ambicje stawiając często na drugim planie.
Oboje postrzegani byli zaś jako tancerze rosyjscy. U nas o polskim paszporcie Bronisławy Niżyńskiej przypomniano sobie tylko raz, gdy przestała już tańczyć i stała się znaną choreografką. W latach 30. poproszono ją o stworzenie Polskiego Baletu Reprezentacyjnego.
W ciągu kilku miesięcy zbudowała zespół, stworzyła dla niego cztery oryginalne choreografie, a następnie podbiła nimi Paryż i odbyła świetnie przyjęte tournée do Londynu i Niemiec. Po powrocie zaś Niżyńskiej odebrano zespół, jej o tym nie informując. Skorzystano, że pojechała na urlop do Ameryki. Od tego momentu jej twórczość przestała u nas istnieć.
Sztuka baletowa jest ulotna, ale na szczęście przetrwało kilka choreografii zmarłej w 1972 r. Niżyńskiej. Największą popularnością cieszy się ciągle wznawiane na świecie „Wesele". Powstało 95 lat temu dla słynnego zespołu Sergiusza Diagilewa, gdy skupił on wokół siebie grono wybitnych awangardowych artystów, od Strawińskiego po Picassa.
Ona była otwarta na nowe prądy, co widać także w „Weselu", które nareszcie może poznać polska publiczność. Mocno osadzone jest w modernizmie lat 20., ale jednocześnie ta choreografia do dziś zachowała oryginalność.
Diagilew zamówił obraz rosyjskiego wesela. Strawiński dostarczył mu muzykę odwołującą się do folkloru, ale z agresywnymi, zmiennymi rytmami. Niżyńska za punkt wyjścia przyjęła kilka scen tradycyjnego obrzędu, ale odrzuciła ckliwość i tani sentymentalizm, poszła śladem brata i jego legendarnego „Święta wiosny".
„Wesele" bazuje głównie na scenach zbiorowych, z tancerzy Niżyńska zbudowała bryły jak w malarstwie kubistycznym. Emocje nie są wyrażane gestem poszczególnych postaci. Pulsują w niezwykłej konstrukcji ludzkich ciał, tworzonych z geometryczną precyzją, bo każde nietrafione ułożenie ręki czy odchylenie nogi jednego wykonawcy burzy cały efekt.
Niżyńska pokazała dwa równolegle światy – Panny Młodej i Pana Młodego. Zamiast radości dominuje zagubienie i smutek, jako że nie jest to małżeństwo z miłości. Do tego obrazu Polski Balet Narodowy dodał zaś dwie współczesne choreografie i tak narodził się cały spektakl zatytułowany „Zagubione dusze".
Dyrektor Krzysztof Pastor przedstawił swój balet „Do not gentile" nieznany u nas, a zrealizowany w Holandii. Powstał także do muzyki Igora Strawińskiego – inspirowanej wierszem Dylana Thomasa (stąd tytuł) oraz I symfonii.
W kameralnej choreografii na dwie tancerki i trzech tancerzy Pastor potrafił pokazać, jak smutek dojrzałości zmierza się z energią młodości, chęć buntu z rezygnacji. Całość zrealizował w subtelny, nastrojowy sposób.
Świetną pointą stała się zaś „Infra" ważnej postaci w europejskim balecie, Brytyjczyka Wayne'a McGregora. Ta choreografia do muzyki Maxa Richtera to hołd dla ofiar zamachu terrorystycznego w Londynie w 2005 r., ale nie nawiązuje do niego wprost. Pokazuje to, co dzieje się pod powierzchnią wielkiego miasta i w ludzkich duszach.
Wayne McGregor zaplanował „Infrę" na 12 tancerek i tancerzy. Każdy operuje indywidualnym ruchem, w całości powstaje spójny obraz. To dowód świetnej wyobraźni choreografa, ale i dowód umiejętności wykonawców czujnie reagujących na obecność partnera na scenie.
Nie ma szans, by w tym tekście wymienić wszystkich wykonawców, bo też „Zagubione dusze" są spektaklem, w którym Polski Balet Narodowy prezentuje się jako świetnie zgrany zespół, składający się z wielu wyrazistych osobowości.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA