fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Szaleństwa tego świata

Michał Szułdrzyński: Elon Musk i utracone wspomnienia

Fotorzepa, Maciej Zienkiewicz
Urządzeniem, które zrewolucjonizowało rozrywkę, był pilot. Kilka dekad temu wymyślono proste urządzenie, dzięki któremu można było zmieniać kanały w telewizji bez wstawania z kanapy. Wówczas sieci telewizyjne szybko musiały całkowicie zmienić swoje myślenie o tym, co przedstawiają widzom. Później były przenośne odtwarzacze muzyczne, iPody i popularne mp3, dziś tę rolę przejęły smartfony. Za pomocą aplikacji w smartfonie zmieniamy muzykę w domowej wieży hi-fi, używamy go do sterowania klimatyzacją czy włączaniem pieca. Robot kuchenny albo piekarnik sterowany przez specjalną aplikację przestaje już zaskakiwać i znajduje się w coraz większej liczbie domów.

Z kolei parę lat temu zarządzanie cyfrowymi urządzeniami zmienił wynalazek asystenta głosowego. Apple, Amazon i Google ścigały się na usługi, dzięki którym można wydawać głosowo komendy.

Pomysłów nie brakowało. Projektowano różne piloty, zdalne sterowanie, komendy głosowe, śledzenie ruchu gałek ocznych, ale jak dotąd jeszcze nikt nie upowszechnił technologii sterowania urządzeniami bezpośrednio za pomocą myśli.

Aż do chwili, gdy trzy lata temu pojawił się pomysł Elona Muska na budowę neuralinku. Dopiero co w Kalifornii milioner wraz z zespołem ekspertów przedstawił szczegóły projektu. Za rok gotowy będzie interfejs, który wszczepiony w głowę pozwoli bezpośrednio nie tylko sterować urządzeniami, ale też łączyć się z komputerami czy nawet korzystać z zasobów sztucznej inteligencji. Na początek chodzi o leczenie niepełnosprawnych, pomaganie sparaliżowanym, by mieli kontakt z otoczeniem. Ale projekt ma służyć również w psychiatrii. Naukowcy uważają, że możliwe będzie leczenie chorób poprzez wyłączanie pewnych wspomnień lub przywracanie tych utraconych. W skrajnym przypadku możliwe ma być nawet „wszczepianie" człowiekowi choremu wspomnień, które mają wyleczyć go z traum.

Tu jednak pojawia się fundamentalny problem filozoficzny. Skoro jesteśmy na wyciągnięcie ręki od realizacji rozwiązań, które dotąd wymyślali jedynie autorzy książek science fiction, to już teraz warto się zastanowić nad jednym z podstawowych pytań humanistyki. Kim jesteśmy? Co to znaczy, że jesteśmy sobą? Czy „ja" to wyłącznie kwestia świadomości, jaźni (JA-źni) – jak to się mówiło dawniej w filozofii, czy może raczej pamięci?

Nie będziemy tego tutaj rozstrzygać, przyjmijmy jednak, że pamięć, wspomnienia właśnie, jest nieodzownym elementem tożsamości. Jeśli jestem tą samą osobą w wieku 20, 30, 50 i 80 lat, bo pamiętam, że ja to ja, to wyobraźmy sobie teraz sytuację, w której można podmienić czyjeś wspomnienia. Bez mej pamięci nie jestem sobą. A kim jestem, gdy podmienia mi się pamięć? Czy przestaję być sobą? Jeśli wyłączy się moje wspomnienia i wstawi w ich miejsce pamięć innej osoby, to kim rzeczywiście będę?

Nie twierdzę, że pomysł Muska jest szatański. Z pewnością leczenie chorób i traum za pomocą neuralinku będzie dobrodziejstwem, podobnie jak możliwość sterowania urządzeniami, pisania na komputerze, prowadzenia samochodu itd. myślą, ale zaraz przychodzi mi do głowy Faust albo pan Twardowski. Obaj podpisali cyrografy. Może właśnie na tym polega sprzedanie duszy, że ktoś zabiera nam wspomnienia?

W czasach pilota sprawa była prosta – to ja posługiwałem się nim, by przełączyć kanał w telewizji albo podgłośnić, gdy akurat grali mój ulubiony utwór. Teoretycznie z neurointerfejsem będzie podobnie. Pytanie jednak, czy człowiek będzie tym, kto zmienia programy, czy też dojdzie do zmiany ról i ktoś będzie programował nas.

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA