fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Trump chce zmienić amerykańską politykę wobec Pekinu

AFP
Donald Trump zamierza radykalnie zmienić amerykańską politykę wobec Pekinu. Świadczy o tym nie tylko rozmowa telefoniczna z prezydent Tajwanu, ale także ostatnie tweety.

– To jest na pewno przełom, ale jaką dokładnie strategię przyjmie nowy amerykański przywódca wobec Pekinu, jeszcze nie wiemy – mówi „Rz" sir David Warren, do 2012 ambasador Wielkiej Brytanii w Japonii.

„Washington Post" ujawnił w poniedziałek, że ekipa Trumpa od wielu miesięcy przygotowywała rozmowę z prezydent Tajwanu Tsai Ing-wen. Decyzja miała zapaść, jeszcze zanim miliarder otrzymał nominację Partii Republikańskiej w wyborach. Na takie rozstrzygnięcie naciskała grupa doradców Trumpa opowiadających się za przyjęciem twardej linii wobec Chińczyków, w tym szef jego gabinetu Reince Priebus.

Za taką wersją wydarzeń przemawiają dwa tweety, jakie prezydent elekt wysłał w nocy z niedzieli na poniedziałek. W jednym wskazuje, że bezpośredni kontakt z Tsai Ing-wen jest usprawiedliwiony, skoro Chiny ostatnio jednostronnie dewaluują juana (to nie jest prawda), nakładają cła na import amerykańskich towarów, czego nie robi Waszyngton (nie do końca prawda), oraz budują potężną bazę wojskową na sztucznej wyspie na Morzu Południowochińskim. – Jak to możliwe, że sprzedajemy Tajwanowi broń za miliardy dolarów, ale nie możemy przyjąć telefonu z gratulacjami? – zastanawia się Donald Trump.

Sir David Warren: – To ostatnie stwierdzenie może świadczyć o tym, że Trump nie rozumie, na czym polegają dyplomatyczne relacje z ChRL. Ale poprzednie komentarze wskazują z kolei na to, że chce wykorzystać spór o Tajwan, aby wymusić na Chinach ustępstwa w sprawie warunków handlu z USA albo pomoc w powstrzymaniu atomowych ambicji Korei Północnej.

Od wygranych wyborów prawie miesiąc temu Trump przeprowadził rozmowy telefoniczne z przywódcami około 50 krajów świata. Ale przy tej okazji nie korzystał z pomocy Departamentu Stanu i polegał na tłumaczach swoich rozmówców. Nieraz doprowadziło to do kłopotliwych sytuacji. Prezydent Filipin Rodrigo Duterte, ten sam, który nazwał Baracka Obamę „sk...synem", twierdzi, że został zaproszony przez Trumpa do złożenia wizyty USA. Natomiast premier Pakistanu Nawaz Sharif podtrzymuje, że prezydent elekt nazwał go „fantastycznym człowiekiem", a jego państwo „piorunującym krajem". To zostało źle przyjęte w Indiach.

Ale z Pekinem jest inaczej. Trump przez długie miesiące kampanii powtarzał, że Ameryka daje się „gwałcić" przez Chiny i zmiana tego układu jest jego „osobistym priorytetem".

Amerykańscy przywódcy zrezygnowali z bezpośrednich rozmów z prezydentami Tajwanu już 37 lat temu. Taki był skutek wizyty w 1972 r. Richarda Nixona w Chinach i przywrócenia stosunków dyplomatycznych z Republiką Ludową. Pekin uważa Tajwan za zbuntowaną prowincję i bardzo nerwowo reaguje na wszelkie próby nadania przez Amerykanów wyspie statusu niezależnego państwa. W 1995 r., gdy Waszyngton pozwolił ówczesnemu prezydentowi Tajwanu na przyjazd do USA, aby wygłosić tu wykład na jednym z uniwersytetów, Chińczycy wycelowali rakiety z ładunkami atomowymi w kierunku wyspy.

Tym razem reakcja Pekinu jest stonowana. Chiński MSZ zasugerował, że Trump dał się wciągnąć w „małostkową grę" Tajwańczyków, a afera wyniknęła z jego niedoświadczenia. – Tsai wywodzi się z Demokratycznej Partii Postępowej, która dąży do pełnej niepodległości Tajwanu. Dlatego kontakt Trumpa z nią jest przez Chińczyków uważany za coś wyjątkowo poważnego. Jeśli Pekin zostanie w tej sprawie przyparty do muru, reakcja ChRL może być bardzo brutalna. Na taką konfrontację Ameryka nie bardzo może sobie pozwolić – uważa sir David Warren.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA