fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Duchowni z Polski pozostaną na Białorusi

Arcybiskup Tadeusz Kondrusiewicz od 2007 roku jest głową Kościoła katolickiego na Białorusi
AFP
Władze w Mińsku nieoczekiwanie zmieniły zdanie. Nie dojdzie do wydalenia trzech polskich księży. W tle jest wielka polityka.

W środę pełnomocnik białoruskiego rządu ds. religii i narodowości Leonid Hulaka nie zgodził się na przedłużenie pobytu trzech polskich księży. Zgodnie z jego decyzją Białoruś mieli opuścić proboszczowie parafii św. Michała Archanioła w Iwieńcu ks. Lech Bachanek (OFM), św. Kazimierza w Mohylewie ks. Roman Szulc (OP) oraz Najświętszego Serca Jezusa w Kalodziszczach ks. Jerzy Katowski (OMI).

Wszyscy są obywatelami Polski i dlatego co pół roku ubiegali się o pozwolenie na swoją działalność. Zezwolenia tego nie otrzymali nawet po interwencji arcybiskupa Tadeusza Kondrusiewicza, który specjalnie udał się na spotkanie z Hulaką. Urząd pełnomocnika sprawuje on od 2006 roku i od tamtego czasu wydalił z Białorusi dziesiątki polskich duchownych. Tym razem się jednak nie udało.

– Decyzja została przemyślana ponownie i polscy księża zostają na Białorusi – mówi „Rz" rzecznik Konferencji Episkopatu Białorusi ks. Jury Sańko.

Mobilizacja katolików

Wiele wskazuje na to, że Hulaka nie zmienił swojej decyzji samodzielnie. Nie spodziewał się też tego, że arcybiskup roześle informacje o wydaleniu polskich księży po wszystkich katolickich parafiach Białorusi. – Z wielkim smutkiem muszę poinformować, że nie dowiedzieliśmy się o konkretnych przyczynach takiej decyzji i usłyszeliśmy stanowczą odmowę możliwości ich dalszego służenia na Białorusi. Ci duchowni długo i bardzo skutecznie służyli białoruskim wiernym – budowali i remontowali kościoły, zajmowali się chrześcijańskim wychowaniem dzieci i młodzieży – czytamy w oświadczeniu abp. Kondrusiewicza, które miało być odczytane w najbliższą niedzielę w każdym kościele na Białorusi.

– Znów Kościół znajduje się w trudnej sytuacji i pomóc wyjść z niej mogą nowe powołania – apelował arcybiskup.

Jeszcze kilka lat temu tak stanowczą reakcję zwierzchnika białoruskiego Kościoła na działania władz trudno było sobie wyobrazić. Białoruscy analitycy uważają, że arcybiskup wybrał nieprzypadkowy moment na takie oświadczenie. – Decyzja o wydaleniu polskich księży była sprzeczna z polityką zagraniczną Białorusi, która w ostatnim czasie bardzo się zmieniła. Prawdopodobnie musiały interweniować wysokiej rangi władze państwowe – mówi „Rz" znany politolog Waler Karbalewicz. – Obecnie Łukaszence zależy na poprawieniu stosunków z Unią Europejską, z Polską. Już nie wspominam o stosunkach z Watykanem.

Zwłaszcza że w maju prezydent Białorusi odwiedził Watykan. Zrobił to już po raz drugi, gdyż w 2009 roku spotykał się z papieżem Benedyktem XVI. Zaprosił też papieża Franciszka na Białoruś. Co więcej, białoruskie MSZ sugerowało wcześniej, że już trwają przygotowania do takiej wizyty. Ale mieszkający w Grodnie polski dziennikarz Andrzej Poczobut twierdzi, że problemy polskich księży na Białorusi się nie kończą.

Wszystko pod kontrolą

– Duchowni z Polski łamią prawo – mówił Łukaszenko w styczniu zeszłego roku. Wypowiedź ta padła tydzień po tym, gdy Hulaka oskarżył polskich księży o „uprawiania polityki". – Nie podoba się im nasze ustawodawstwo i kierownictwo – mówił pełnomocnik białoruskiego rządu.

– Stosunek białoruskich władz do polskich księży konsekwentnie się nie zmienia. Traktowani są jako obcy. System Łukaszenki polega na tym, że wszystko ma być pod kontrolą. Polskim księżom trudno coś narzucić – mówi „Rz" Poczobut. – Gdyby nie ostra reakcja Kondrusiewicza i nagłośnienie sprawy w mediach, zostaliby oni wydaleni.

Z 407 pracujących na Białorusi księży, aż 113 to obcokrajowcy. W większości są to Polacy. Liczba ta co roku maleje, gdyż jeszcze dziesięć lat temu na Białorusi służyło ponad 200 polskich duchownych.

– Jeszcze na początku lat 90. na Białorusi było około 20 księży. Mimo że dzisiaj mamy dużo więcej duchownych, wciąż jednak potrzebujemy pomocy. Ksiądz musi mieć czas nie tylko na odprawianie mszy, ale i na pracę z wiernymi, a szczególnie z młodzieżą – wyjaśnia Sańko.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA