fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Silniejsze NATO na wschodzie

Sekretarz obrony USA Ashton Carter w otoczeniu szefowych resortów obrony z Niemiec, Holandii i Norwegii
PAP/EPA
Sojusz i USA wzmacniają bezpieczeństwo naszego regionu w obliczu agresywnych zachowań Rosji.

Korespondencja z Brukseli

– Nie damy się wciągnąć w wyścig zbrojeń, ale musimy zapewnić bezpieczeństwo naszym krajom – powiedział Jens Stoltenberg, sekretarz generalny NATO. W środę na dwudniowe spotkanie zjechali do Brukseli ministrowie obrony 28 państw członkowskich sojuszu. Najważniejszą decyzją jest zwiększenie liczebności sił szybkiego reagowania.

– Będą one liczyły 40 tysięcy żołnierzy. To znaczący wzrost w porównaniu z obecnymi 13 tysiącami – mówił szef NATO. Siły szybkiego reagowania składają się z jednostek wojskowych zgłaszanych rotacyjnie przez państwa członkowskie. W danym okresie czuwają one nad bezpieczeństwem państw NATO gotowe do akcji w ciągu 30 dni.

Elitarnym elementem sił szybkiego reagowania, gotowym do akcji w trybie natychmiastowym, jest licząca 5 tys. żołnierzy tzw. szpica, której elementy są w Polsce, na Litwie, Łotwie, w Estonii, Bułgarii i Rumunii. Ta szpica też ma być wzmocniona o nieistniejące dziś komponenty: morski, powietrzny i sił specjalnych. NATO ma także przygotować lepszy system ekspediowania sił szybkiego reagowania od momentu podjęcia politycznej decyzji.

Sojusz północnoatlantycki jest coraz bardziej zaniepokojony agresywnymi zachowaniami Rosji. Chodzi nie tylko o jej inwazję na Ukrainę, ale także o coraz częstsze przypadki naruszania przestrzeni powietrznej i morskiej państw NATO. W ostatnim czasie również przez bombowce strategiczne z głowicami jądrowymi na pokładzie. – To potrząsanie nuklearną szabelką przez Rosję jest jedną z przyczyn, dla których NATO musi zwiększyć gotowość swoich sił, ich przygotowanie i wojskową obecność we wschodniej części sojuszu. To obejmuje więcej okrętów na morzu, samolotów w powietrzu i wojsk na ziemi na zasadzie rotacyjnej – powiedział Stoltenberg. Zdaniem polskiego ministra obrony Tomasza Siemoniaka NATO ma w swoich szeregach państwa dysponujące bronią jądrową i nie obawia się szantażu Rosji.

Odpowiedzią na rosyjskie groźby jest też decyzja USA o rozmieszczeniu ciężkiego sprzętu w naszym regionie, który ma być do dyspozycji stacjonujących tu rotacyjnie amerykańskich żołnierzy. Zamiar ten potwierdził amerykański sekretarz obrony Ashton Carter, który przed przyjazdem do Brukseli odwiedził Tallin. Ogłosił tam szczegóły planu, który obejmuje 250 czołgów, wozów bojowych i dział samobieżnych oraz 900 sztuk samochodów i innego sprzętu wojskowego.

– Amerykańskie siły rotacyjne muszą szybciej i łatwiej uczestniczyć w ćwiczeniach wojskowych w Europie. To pozwoli nam zwiększyć ilość takich ćwiczeń – powiedział Carter.

Sprzęt zostanie rozmieszczony w tej samej szóstce krajów, w których mają być rozlokowane minidowództwa szpicy, czyli w Polsce, na Litwie, Łotwie, w Estonii, Rumunii i Bułgarii. Polska i kraje bałtyckie od dawna domagają się większej obecności NATO na wschodniej granicy sojuszu. NATO zobowiązało się w przeszłości wobec Rosji, że nie będzie lokować znaczących sił wojskowych w nowych państwach sojuszu graniczących z Rosją. Obchodzi tę barierę przez faktycznie stałą obecność sił rotacyjnych. —To są decyzje na dziesięciolecia — ocenił Siemoniak.

Państwa w Europie Środkowo-Wschodniej nie tylko proszą o więcej, ale też same coraz bardziej dbają o swoje bezpieczeństwo. W tym roku Litwa zwiększa wydatki wojskowe o blisko 30 proc., co jest rekordem wśród państw NATO. Polski budżet obronny rośnie również w imponującym tempie 21,7 proc. Więcej na wojsko wydadzą też inne kraje naszego regionu, np. Łotwa, Estonia, Rumunia, Czechy czy Słowacja. Dzięki tegorocznej dynamice Polska spełni postulat NATO, które oczekuje od członków wydatków wojskowych na poziomie przynajmniej 2 proc. produktu krajowego brutto. Poza nami ten limit osiągnęły tylko cztery kraje: USA, Wielka Brytania, Grecja i Estonia.

Szef NATO miał na spotkaniu w Brukseli przypomnieć sojusznikom o ich obietnicach zwiększania wydatków na obronę w obliczu rosnących zagrożeń na Wschodzie, a także na Południu. Co prawda 18 państw wyda w tym roku więcej na wojsko, ale w sumie w całym NATO budżet obronny ulegnie zmniejszeniu o 1,5 proc. To kolejny już rok spadku. – Musimy podwoić nasze wysiłki, żeby odwrócić ten trend. Stoi przed nami więcej wyzwań i nie możemy robić więcej za mniej pieniędzy – powiedział Stoltenberg.

Z najnowszych statystyk NATO wynika, że ze 103 tysiącami żołnierzy Polska dysponuje dziewiątą pod względem liczebności armią w NATO. Najliczniejsze są oczywiście siły amerykańskie, potem tureckie, francuskie, włoskie, niemieckie, brytyjskie, hiszpańskie i greckie.

Jesteśmy także na dziewiątym miejscu, jeśli chodzi o bezwzględne kwoty wydawane na armię. Najwięcej w ujęciu bezwzględnym wydają na obronę USA, za nimi są Wielka Brytania, Francja, Niemcy i Włochy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA