fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Bielecki: Francuzi buntują się mądrzej

Fotorzepa, Waldemar Kompała
Po niedzielnych wyborach utworzony ledwie rok temu przez Emmanuela Macrona ruch La Republique En Marche! (LREM) ma wszelkie szanse zdobyć przytłaczającą większość w 577-osobowym Zgromadzeniu Narodowym. Ale nie zawdzięcza tego powszechnemu entuzjazmowi Francuzów.

Przeciwnie, tylko co ósmy uprawniony do głosowania poparł prezydenckie ugrupowanie. Ruch Macrona dostał co prawda 32 proc. głosów, ale przy rekordowo niskiej, 49-procentowej frekwencji. Jego pozycję w parlamencie umocniła skrajnie niesprawiedliwa dla mniejszych ugrupowań ordynacja wyborcza.

Prawo Macrona do rządzenia bierze się jednak z czego innego: upadku starego porządku, podziału na lewicę i prawicę wywodzącego się z Wielkiej Rewolucji Francuskiej. Po 40 latach marazmu gospodarczego, ogromnego bezrobocia i kłopotów z muzułmańską mniejszością Francuzi powiedzieli tradycyjnym partiom: dość! Deputowanym nie zostanie nawet kandydat Partii Socjalistycznej w wyborach prezydenckich Benoit Hamon, a pozostający już pięć lat w opozycji Republikanie mogą stracić aż 100 mandatów. Połowa kandydatów LREM nigdy dotąd nie brała udziału w polityce, a wiele wskazuje, że nawet 43 proc. miejsc poselskich mogą zająć kobiety.

Francja, jak Ameryka Trumpa i Wielka Brytania Brexitu, robi więc skok w nieznane. Ale w tym przypadku zapowiada się on o wiele lepiej niż u Anglosasów.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA