fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Węgry wychodzą z cienia Polski. Grożą im sankcje

Premier Węgier Viktor Orban
AFP
Parlament Europejski chce uruchomienia procedury sankcji wobec Węgier za naruszanie wartości podstawowych.

Groźba jest poważniejsza niż ta pod adresem Polski.

Eurodeputowani przegłosowali w środę rezolucję, która otwiera drogę do uruchomienia w sprawie Węgier artykułu 7 unijnego traktatu. To zapis dobrze już znany w Polsce i uważany za broń atomową, czyli taką, która trzyma się w zanadrzu, żeby straszyć, a nie żeby używać.

Według niego Rada Europejska, czyli przywódcy państw członkowskich, bada, czy w danym kraju nie są łamane unijne wartości, takie jak poszanowanie godności osoby ludzkiej, wolności, demokracji, równości, państwa prawnego, jak również poszanowanie praw człowieka, w tym praw osób należących do mniejszości. Jeśli dochodzi do wniosku, że ma to miejsce, to wtedy może przegłosować sankcje. Nigdy ten artykuł nie został aktywowany. Nawet w wypadku Polski, wobec której Komisja Europejska prowadzi od stycznia 2016 roku procedurę o naruszenie praworządności. Sama Komisja uznała, że na razie nie będzie występować z takim wnioskiem do Rady.

W przypadku Węgier Komisja w ogóle nie prowadzi wspomnianej procedury, ale ma inne zastrzeżenia (które podzielają eurodeputowani) wobec nowego prawa azylowego, planu zamknięcia Uniwersytetu Środkowoeuropejskiego czy ograniczenia działalności organizacji pozarządowych. Jednak o postawienie sprawy na Radzie Europejskiej i rozważenie sankcji wcale nie musi występować Komisja. Może to też zrobić Parlament lub jedna trzecia państw członkowskich. I eurodeputowani właśnie ze swojego prawa skorzystali. – Rozwój sytuacji na Węgrzech doprowadził do poważnego obniżenia standardów państwa prawa, demokracji i praw podstawowych, co stanowi dla Unii test zdolności obrony własnych fundamentalnych wartości – brzmi fragment przyjętego dokumentu.

Poza zarzutami stawianymi wcześniej przez samą KE eurodeputowani wzywają także Komisję do ściślejszego monitorowania wykorzystania unijnych funduszy na Węgrzech. Chodzi zapewne o doniesienia medialne o projektach współfinansowanych przez UE, na których dorabia się rodzina premiera Orbána.

Na razie eurodeputowani zobligowali parlamentarną Komisję Wolności Obywatelskich, Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych do przygotowania formalnego wniosku w tej sprawie, który będzie przegłosowany na sesji plenarnej. Do jego przyjęcia potrzebne będą dwie trzecie głosów. Dla zainicjowania całego procesu w czwartek aż takiej większości nie było, ale przez najbliższe tygodnie wiele się może wydarzyć. W ostatecznym głosowaniu kluczowe będzie zachowanie chadeków, czyli rodziny, do której należy węgierski Fidesz, i która broni go od lat.

Oficjalnie Europejska Partia Ludowa nie poparła wniosku parlamentarnej większości, ale w jej łonie były głębokie podziały i ostatecznie dyscypliny partyjnej nie zarządzono. Większość broniła Węgier, ale 60 osób, w tym prawie cała PO, z wyjątkiem Bogdana Wenty, zagłosowała za ich ukaraniem. Europosłowie PSL i wspomniany Wenta wstrzymali się od głosu. – Nie wykluczamy zastosowania artykułu 7 wobec Węgier, ale procedura powinna być poważna i węgierski rząd musi mieć szansę na ustosunkowanie się do zarzutów – napisał na Twitterze Manfred Weber, niemiecki chadek, szef EPL. Wezwał Węgry do zmiany prawa o wyższych uczelniach zgodnie z rekomendacjami Komisji, tak aby Uniwersytet finansowany przez George'a Sorosa mógł działać bez przeszkód. Webera krytykował lider socjalistów Gianni Pittella, ale wyraził w końcu radość, że dzięki grupie „odważnych" eurodpeutowanych EPL rezolucja została przegłosowana.

Przez ostatnie kilkanaście miesięcy Viktor Orbán chował się w cieniu Polski. Owszem pamiętano mu ataki na wymiar sprawiedliwości czy na niezależność mediów, ale zawsze w dialogu z Komisją szedł na drobne ustępstwa, które pozwalały mu uniknąć frontalnej krytyki.

Przyjął inną strategię niż Jarosław Kaczyński, który wolał iść na zwarcie i w żadnym punkcie nie ustąpił Komisji w sporze o Trybunał Konstytucyjny. Dodatkowo PiS należy do mniejszej frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, podczas gdy Fidesz jest członkiem największej grupy Europejskiej Partii Ludowej, co przez ostatnie lata gwarantowało mu parasol ochronny. Coraz częściej jednak jest krytykowany we własnej grupie. 

—Anna Słojewska z Brukseli

masz pytanie, wyślij e-mail do autora: a.slojewska@rp.pl

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA