fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

To nie jest ciepła posadka

Marcin Kaczmarek ma 45 lat, jest synem znanego trenera Bogusława Kaczmarka
SE/EAST NEWS, Marcin Gadomski Marcin Gadomski
Trener drugoligowego Widzewa Marcin Kaczmarek przed środowym meczem z Legią w Pucharze Polski.
Widzewska część Łodzi żyje już meczem z Legią?
Tak, gdyż Widzew od dawna nie grał o stawkę z Legią. Dla kibiców to wielka sprawa i na pewno są przygotowani. Udowadniają w każdym meczu ligowym, że bardzo zależy im na Widzewie.
Podchodzą na ulicy, życzą powodzenia?
Oczywiście, ale tylko w tych częściach Łodzi, które są za Widzewem. Takich sytuacji zdarza się wiele, ale teraz nie ma czasu, żeby po mieście chodzić, bo kalendarz jest napięty. Jednym z powodów dla których zostałem trenerem Widzewa był fakt, że jego stadion żyje i kibice są tak bardzo zaangażowani. Grałem w piłkę długo, trenerem na szczeblu centralnym jestem od 15 lat i na palcach jednej ręki mógłbym policzyć stadiony, gdzie jest taka atmosfera. Chyba tylko na trzech czułem podobne wibracje. To jest wspaniałe, czuje się odpowiedzialność. Taka publiczność zasługuje, na klub, który jest wyżej niż w II lidze.
Celem jest szybki awans?
Wszystko jest jasne, dostałem zadanie: awansować do I ligi. Mamy bardzo mocny zespół jak na trzeci poziom rozgrywkowy, ale właśnie na tym poziomie gra się bardzo specyficznie i ciężko oczekiwać zwycięstw po 5:0. Pracuję krótko, zespół jest nowy, cały czas się tworzy. Latem doszło do małej rewolucji nie tylko w zarządzie, w sztabie, ale i w kadrze drużyny. Odeszło około 15 zawodników, doszło chyba 11 nowych. Na razie stawiamy więc przede wszystkim na skuteczność. Z czasem zadbamy o widowisko.
Ale mecz z Pogonią Siedlce wygraliście 7:3...
Było trochę radosnej twórczości, szczególnie w drugiej połowie, to się kibicom bardzo podoba.
Klęska Wisły w meczu z Legią dała do myślenia?
Wiemy, z kim gramy. To jeden z tych meczów w sezonie, kiedy nie jesteśmy faworytem. Pierwszy był ze Śląskiem Wrocław w poprzedniej rundzie Pucharu Polski (Widzew wygrał w Łodzi 2:0 – przyp. red.).
Organizacyjnie Widzew przewyższa II ligę?
To wielki klub, który w tym momencie ma sportowe kłopoty. Jest wysoki budżet, piękny stadion, kibice – czyli właściwie wszystko. Ale musimy wygrać drugą ligę, nikt się nie położy. Wprost przeciwnie, wszyscy się mobilizują na Widzew.
Ma pan w kadrze kilku zawodników z długą karierą w ekstraklasie: Marcin Robak, Mateusz Możdżeń, Sebastian Rudol. Jak ich wpasować w II ligę?
Najważniejsze było, aby uwierzyli w ten projekt, w to, że przychodzą pomóc Widzewowi wydostać się z II ligi. Na pewno nie jest łatwe przestawienie się z pięknych stadionów na granie co drugi tydzień na skromniejszych obiektach. To są jednak zawodowcy i nie trzeba im niczego tłumaczyć. Pamiętajmy też, że zawodnicy ci byli na różnych etapach karier. Rudol przez rok pobytu w Rumunii nie grał dużo. Robak to historia trochę romantyczna, już kiedyś grał w Widzewie. On przyciąga ludzi na trybuny, ma pchać zespół do przodu. Reszta też się czuje dobrze w Łodzi, ale mają kontrakty uwarunkowane awansami, więc to nie jest ciepła posadka na kilka lat. Będą w Widzewie dalej, jeśli drużyna awansuje. Ja jestem w tej samej sytuacji. Mój kontrakt zostanie przedłużony, jeśli awansujemy.
W najbliższej ligowej kolejce gracie z liderem – Resovią...
...która gra we wtorek w Pucharze Polski z Lechem, więc to nie będzie dla nas wytłumaczenie, bo fizycznie będziemy na tym samym poziomie. Liga jest priorytetem, ale jeżeli los pozwolił nam zetknąć się z takim rywalem, jak Legia, to trzeba zagrać jak najlepiej. Mamy w swoich szeregach piłkarzy, którzy już grali o trofea i jestem przekonany, że nie pękną.
Dla pana początek pracy w Widzewie nie był łatwy, przyszedł pan do drużyny zmontowanej przez kogoś innego.
To prawda, ale od tego czasu podjęliśmy sporo decyzji, akceptowanych już przeze mnie. Zostało kilku piłkarzy, których ściągnął dyrektor Łukasz Masłowski po akceptacji trenera Zbigniewa Smółki, ale pożegnaliśmy też wielu zawodników, co nie było łatwe, bo czasu jest mało, a oczekiwania wielkie.
W gabinecie pani prezes jest podobno zdjęcie Zbigniewa Bońka. Wielki Widzew czuć na korytarzach?
Oczywiście, ludzie pamiętają tamte sukcesy, utożsamiają się z nimi i dlatego oczekują tak dużo. Widać na każdym kroku, że jesteśmy w wielkim klubie, ale trzeba twardo stąpać po ziemi. Widzew grał kiedyś w Lidze Mistrzów, miał wybitnych piłkarzy: Zbigniewa Bońka, Włodzimierza Smolarka, Tomasza Łapińskiego, ale to nie gwarantuje sukcesu, co najwyżej zwiększa presję. Sukces trzeba wypracować.
Transmisja meczu Widzew – Legia w środę o 20.15 w Polsacie Sport
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA