fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Czy rasista może kierować Yad Vashem?

Yad Vashem
Fotorzepa/ Sławomir Mielnik
Kandydatura ultraprawicowego polityka na nowego dyrektora instytucji o największym prestiżu w Izraelu wywołuje falę protestów.

Yad Vashem to placówka mająca zapewnić wieczną pamięć o Holokauście. Zdaniem premiera Beniamina Netanjahu najlepiej do roli jej szefa nadaje się 68-letni Efi Ejtam. Wielokrotnie odznaczany były generał, był w przeszłości przywódcą Narodowej Partii Religijnej, a także ministrem w kilku rządach.

Ma bardzo radykalne poglądy. Wypowiada je głośno, co nie podoba się przeciwnikom tej kandydatury zarówno w Izraelu jak i na całym świecie.

„Jego nominacja zmieniłaby szanowaną na całym świecie instytucję zajmującą się dokumentacją zbrodni przeciwko ludzkości i walką o prawa człowieka w kpinę i hańbę" – czytamy w apelu do izraelskich władz podpisanym przez ponad 750 historyków, dyrektorów muzeów i publicystów z całego świata. Są tam też podpisy przedstawicieli Ligi przeciw Zniesławieniom (Anti-Defamation League), co ma wydźwięk szczególny. Nie zabrakło także krytycznego głosu Mariana Turskiego, przewodniczącego Rady Muzeum Historii Żydów Polskich Polin. Przeciwko jego kandydaturze wystąpiło izraelskie stowarzyszenie skupiające niemal 200 tys. ocalałych z Holokaustu.

Krytyczny wobec Netanjahu izraelski dziennik „Haarec" ostrzega nawet, że Yad Vashem „sprzedaje swoją duszę podejrzanym prawicowym rasistom i populistom".

Tak właśnie jest postrzegany Efi Ejtam przez sporą część obywateli państwa żydowskiego.

Media cytują jego wypowiedzi z lat poprzednich, w których porównywał 1,9 mln Arabów izraelskich (czyli ok. 20 proc. ludności kraju) do „komórek rakowych" stanowiących strategiczne zagrożenie dla Izraela jako „piąta kolumna". Apelował o „usunięcie" arabskiej ludności Izraela z „naszego systemu politycznego", co oznaczałoby pozbawienie ich praw obywatelskich, jak chociażby prawa wyborczego. Zdaniem Ejtama większość Palestyńczyków powinna także zostać „wydalona" z Judei i Samarii, czyli okupowanego obszaru Zachodniego Brzegu.

– Byłby zdecydowanie bardziej autentyczny, gdyby powiedział to po niemiecku – skomentował Ahmed Tibi, jeden z arabskich deputowanych Knesetu.

„Jak ma zareagować przewodnik w Yad Vashem, wyjaśniając, jak wywożono Żydów w wagonach, na pytanie, czy dyrektor muzeum nie proponuje przypadkiem takich samych rzeczy w stosunku do arabskich obywateli Izraela" – zadaje retoryczne pytanie „Jerusalem Post".

Nominacja Ejtama nie jest jeszcze przesądzona. Podobno sprzeciw zgłasza ugrupowanie Niebiesko-Biali, partnerzy w koalicyjnym rządzie Netanjahu.

Pytanie, dlaczego premier upiera się przy jego osobie jako następcy sędziwego Awnera Szalewa? Zdaniem izraelskich mediów Netanjahu spłaca dług wdzięczności wobec Ejtama. To on, stojąc w 2009 roku na czele ugrupowanie Achi (Odnowiony Syjonizm Narodowo-Religijny), pomógł Netanjahu w odzyskaniu fotela premiera, na którym zasiada do dzisiaj. Wcześniej Netanjahu oferował mu intratną posadę w jednej z państwowych spółek, ale okazało się, że nie ma wystarczających kompetencji.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA