fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Moda na bycie dawcą szpiku

W Polsce w 90. proc. przypadków komórki pobierane są od dawców z krwi. Bezbolesny zabieg trwa ok. 4 godzin.
AFP
Oddanie szpiku kostnego deklaruje coraz więcej osób, ale gdy trzeba go oddać, część rezygnuje.

W krajowym rejestrze dawców szpiku jest w tej chwili prawie 1,1 mln osób. W 2013 roku było ich o połowę mniej – prawie 540 tys. – To nasz ogromny sukces. Liczba osób rejestrujących się w ostatnich latach spowodowała, że polski centralny rejestr potencjalnych dawców szpiku kostnego jest na trzecim miejscu w Europie i szóstym w świecie – mówi „Rzeczpospolitej" Jolanta Żaklikowska-Hołowieńko, wicedyrektor Centrum Organizacyjno-Koordynacyjnego do Spraw Transplantacji Poltransplant, w którym znajduje się centralny rejestr dawców szpiku.

Statystycznie oznacza to, że co 27. potencjalny dawca szpiku kostnego na świecie jest Polakiem. Jeden na stu ma szansę zostać dawcą rzeczywistym.

Rośnie świadomość

Tak duża liczba potencjalnych dawców to ogromna szansa dla polskich pacjentów. – By doszło do przeszczepu, trzeba dla chorego znaleźć „bliźniaka genetycznego". Dla Polaków najłatwiej dawcę znaleźć wśród osób narodowości polskiej. Dlatego im więcej będzie ich w rejestrze, tym łatwiej i szybciej będzie dochodziło do przeszczepów i tym więcej osób można uratować – tłumaczy Żaklikowska-Hołowieńko. Zwłaszcza że zanim ktoś odda szpik, musi przejść serię gruntownych badań. Może się więc okazać, że ta osoba sama jest chora lub jej szpik nie do końca pasuje do biorcy.

Skąd taka chęć dzielenia się szpikiem kostnym? Z dwóch powodów. Po pierwsze, rośnie świadomość Polaków co do tego, jak ważny jest przeszczep w takich chorobach, jak ostra białaczka szpikowa czy szpiczak, a nie można znaleźć dawcy wśród najbliższej rodziny. W dodatku coraz częściej mamy do czynienia z tymi chorobami, bo ich przybywa. Rocznie na choroby krwi i szpiku zapada ok. 10 tys. osób w Polsce.

– Nowotwory krwi związane są często z wiekiem. Im człowiek jest starszy, tym większe prawdopodobieństwo zachorowania. Chociaż oczywiście są i takie, które występują wyłącznie u ludzi młodych – mówi prof. Wiesław Jędrzejczak, hematolog, który pierwszy w Polsce przeszczepił szpik kostny.

Potrzeba poważnych

Ale wzrost liczby potencjalnych dawców to także skutek mody. Dawcy często są rekrutowani podczas różnych imprez masowych, festiwali czy imprez sportowych, gdzie czasu na przemyślenie swojej decyzji jest niewiele. Zdarza się też, że ludzie rejestrują się pod wpływem impulsu, gdy np. w internecie rozwinie się spontaniczna akcja poszukiwania dawcy szpiku np. dla umierającej matki.

– Sama rejestracja nic nie kosztuje. W dodatku wcale nie oznacza, że ten szpik kiedyś trzeba będzie oddać. A bycie na liście wygląda dobrze, w razie czego można się przecież wycofać – mówi prof. Zbigniew Nęcki, psycholog społeczny. – Świat jest pełen obietnic bez pokrycia i ludzie się już chyba do tego przyzwyczaili – dodaje.

Niestety, coraz częściej zdarza się, że część osób w sytuacji, gdy trzeba szpik oddać, wycofuje się.

– Pół biedy, jeśli potencjalny dawca zmieni swoją decyzję zanim okaże się, że jego szpik jest potrzebny choremu. Ma do tego prawo. Gorzej, jeśli wycofuje się wtedy, gdy już ktoś czeka na jego szpik i w dodatku lekarz powiedział choremu, że jest dla niego dawca. Taki chory często traci wolę walki – mówi Dorota Wójtowicz-Wielgopolan, rzecznik prasowy DKMS, fundacji zajmującej się rekrutowaniem potencjalnych dawców szpiku. – Dlatego tak bardzo zależy nam na dawcach odpowiedzialnych – dodaje.

Prof. Nęcki tłumaczy, że ludzie wycofują się z wcześniej podjętej decyzji ze strachu. To m.in. dlatego, że w przestrzeni publicznej krąży wiele mitów o bolesnym i mocno inwazyjnym pobieraniu szpiku kostnego.

Mało przeszczepów

– W ponad 90 proc. przypadków komórki pobieramy z krwi. Dawca jest podłączony do specjalnego urządzenia, które je wychwytuje. Taki zabieg trwa ok. 4 godzin, a potem dawca idzie do domu. Tylko w nielicznych przypadkach pobieramy komórki z nakłucia w talerzu kości biodrowej, w znieczuleniu ogólnym. Ale to też nie jest szczególnie ryzykowna procedura – wyjaśnia prof. Jędrzejczak.

Obecnie w Polsce wykonuje się ok. 1500 przeszczepów. Zdaniem prof. Jędrzejczaka to dużo, ale tak naprawdę przeszczepów powinno być dwa razy więcej. Dlaczego ich nie ma?

– To skutek tego, że w Polsce lekarze częściej decydują się na terapie inne niż przeszczep szpiku – wyjaśnia profesor.

Duża liczba dawców w kraju to także oszczędność dla klinik przeprowadzających przeszczepy. Bo choć NFZ nie limituje przeszczepów, to płaci za nie za każdym razem tyle samo, niezależnie od tego, czy dawca jest z Polski, czy z zagranicy. Jeśli trzeba szukać dawcy poza Polską, to jest to sporo droższe.

– A to oznacza, że zostaje mniej pieniędzy na leczenie chorego – tłumaczy Żaklikowska-Hołowieńko.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA