fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

NIK ma pomysł na wiatraki

Mieszkańcy obawiają się głośnej pracy turbin wiatraków.
Fotorzepa, Piotr Wittman
Umowy gmin z inwestorami od farm wiatrowych muszą być przejrzyste. Warto też m.in. rozważyć lokalne referenda.

Protesty przeciwko budowie farm wiatrowych toczą się w 625 miejscach w kraju – wynika z danych portalu stopwiatrakom.eu. Jedne dopiero ruszyły, inne ciągną się latami, głównie na salach sądowych.

Inwestycje w wiatraki wielokrotnie badała Najwyższa Izba Kontroli, a teraz, w najnowszej analizie, wskazuje, co zmienić, by uzdrowić sytuację. Dokument Izby opiera się na wynikach kontroli 51 urzędów gmin i 19 starostw z ostatnich kilku lat.

Mieszkańcy dowiadują się na końcu

Obecnie skandal goni skandal. Wiatraki nierzadko są stawiane na gruntach należących do lokalnych notabli (lub ich rodzin), którzy decydują o inwestycji. Często odbywa się to za plecami mieszkańców, których stawia się przed faktem dokonanym. Od tego zaczyna się całe zło – wynika z analizy NIK.

Izba twierdzi więc, że samorządy powinny już na wstępnym etapie inwestycji wejść w dyskusję z mieszkańcami i rozważyć np. referendum.

– Dzisiaj jest tak, że najpierw inwestor dogaduje się z „grupą trzymającą władzę": wójtem i radnymi, a później o budowie wiatraków dowiadują się mieszkańcy – mówi nam jeden z organizatorów protestów przeciwko farmom wiatrowym.

Zdaniem NIK zdecydowanej korekty wymaga finansowanie dokumentacji planistycznej dotyczącej inwestycji. Gminy nagminnie żądają, by koszty jej opracowania pokrył inwestor, wręcz od tego uzależniają zgodę na stawianie wiatraków. Tak było w ok. 90 proc. zbadanych przez NIK gmin. Samorządy żądają też, by inwestor przekazał darowiznę równą przynajmniej kosztom opracowania dokumentacji. Izba krytykuje takie praktyki.

– Zasadne jest rozważenie wprowadzenia do systemu prawa jednoznacznych rozwiązań zapewniających otwarty i oficjalny sposób finansowania dokumentów planistycznych, które zapobiegną omijaniu przepisów i wyeliminują mechanizmy o charakterze korupcjogennym – mówi dyr. Tomasz Emiljan, szef Departamentu Infrastruktury w NIK.

Takie „darowizny" mogą zawierać ukryte formy łapówki, zwłaszcza że umowy gmin i firm są niejawne.

NIK zauważa, że przy powstawaniu farm często dochodzi do konfliktu interesów. Jak wyeliminować takie sytuacje? Wprowadzić np. obowiązek składania oświadczeń przez urzędników decydujących o inwestycji, że nie pozostają w konflikcie interesów.

Klucz to odległość

Mieszkańcy nie chcą sąsiedztwa elektrowni wiatrowych, obawiając się hałasu pracujących turbin. Zdaniem NIK warto się zastanowić nad ustaleniem koniecznej odległości wiatraków od zabudowań, a także określić dopuszczalny poziom emitowanego hałasu.

„Istnieją bowiem sytuacje, związane z ukształtowaniem terenu, gdzie mimo zachowania wydawałoby się optymalnej odległości, poziom hałasu przekracza dopuszczalne normy" – czytamy w analizie. Trzeba też precyzyjnie określić metodologię oceny poziomu emitowanego hałasu.

– Dotąd nikt minimalnej odległości nie określił, a to jest główny problem dla mieszkańcó w – mówi „Rzeczpospolitej" Marcin Przychodzki, radca prawny i redaktor naczelny portalu Stopwiatrakom.eu.

Kolejna uwaga Izby: opinie o inwestycji wydawane przez inspektorów, np. ochrony środowiska, powinny być wiążące dla urzędników samorządowych. Dzisiaj mogą je wyrzucić do kosza.

Według NIK trzeba szczególnie zadbać o cenne przyrodniczo tereny i wprowadzić do prawa pojęcia „dominanty krajobrazowej", którą „w sposób ewidentny są wysokie elektrownie wiatrowe". To ważne dla terenów objętych ochroną przyrody. W trzech gminach (Przerośl i Suwałki na Podlasiu oraz Babiak w Wielkopolsce) wydano zezwolenia na lokalizację elektrowni na obszarach chronionych.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA