fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

W czasie pandemii dowożą wódkę do klienta

Fotorzepa/ Michał Walczak
Coraz więcej sklepów z alkoholem dostarcza towar pod drzwi. Ekspert ostrzega przed konsekwencjami.

„Nasza sieć aptek ciągle czynna i realizuje zamówienia Wody Życia prosto pod drzwi klientów, zapraszamy do składania zamówień” – reklamuje się na Facebooku jeden z warszawskich sklepów, oferujących markowe whisky i wina. Swój wpis kończy popularnym hashtagiem #zostańwdomu. Nie on jeden. W dobie pandemii towary do spragnionego klienta dowozi coraz więcej sklepów monopolowych, głównie tych ekskluzywnych.

Przykłady? „Ty zamawiasz, my dowozimy!” – pisze w internecie krakowski sklep z winami. Dołącza film, na którym pracownicy, jadąc samochodem, relacjonują, że właśnie wracają z dostawy w Nowej Hucie. Ze zdjęć wynika, że zachowują środki bezpieczeństwa: maseczki i rękawiczki.

„#zostańwdomu My przyjedziemy do Ciebie” – to slogan sklepu oferującego wyszukane wódki, głównie na wesela. Wpis na Facebooku został uzupełniony o film z kobietą w łóżku, która do wielkiego kieliszka wlewa butelkę szampana. Obok leżą dwie puste butelki. „#zostańwdomu i zamów wino” – pisze z kolei internetowy sklep z winami.

To, czy sprzedaż alkoholu z dowozem jest legalna, od lat budzi kontrowersje. Przeciw takiej działalności dość wypowiadały się sądy. Zdaniem Krzysztofa Brzózki, byłego dyrektora Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, sklepy oferujące sprzedaż z dowozem działają nielegalnie i nieetycznie. – To cyniczne wykorzystywanie sytuacji – mówi.

Powód? Jego zdaniem zamykanie się w domach sprzyja piciu. – Samotność może zwiększać zachowania ryzykowne, szczególnie jeśli ktoś już był na krawędzi – mówi. O tym, że kwarantanna może negatywnie wpłynąć na zdrowie psychiczne, powodując m.in. skłonność do uzależnień, napisał niedawno magazyn naukowy „The Lancet”. – W dodatku alkohol negatywnie wpływa na układ odpornościowy, co jest niewskazane, gdy chcemy chronić się przed zakażeniem – dodaje Brzózka.

Nad tym, czy alkohol w czasie pandemii powinien być legalny, zastanawiają się decydenci na całym świecie. Np. władze departamentu Aisne w północno-wschodniej Francji wydały zakaz sprzedaży alkoholu. Krzysztof Brzózka twierdzi, że w Polsce nie powinniśmy przymykać oka na nowe praktyki sklepów, ale inaczej problem widzą sami przedsiębiorcy. Twierdzą, że muszą ratować swoje biznesy.

Jeden z szefów warszawskiego sklepu oferującego whisky i wina mówi „Rzeczpospolitej”, że od wybuchu pandemii jego firma odczuwa spadek dochodów. – Wcześniej też dowoziliśmy, ale zainteresowanie usługą było znacznie mniejsze. Zdecydowaliśmy się promować tę możliwość, bo potrzebujemy przychodu, aby opłacić koszty działania firmy. Wczoraj dostaliśmy standardowy rachunek za telefon, wcześniej opłaty za prąd, ochronę, czynsze, a za chwile będziemy musieli opłacić pensje. Państwo dopłat do tego wszystkiego jeszcze nie robi, a jednocześnie ogranicza możliwość normalnego funkcjonowania – wyjaśnia.

I dodaje, że nie obawia się, by sprzedaż z dowozem sprzyjała ryzykownemu piciu. – 95 proc. dostarczanego przez nas alkoholu to wina jakościowe i nie obserwujemy zamówień co drugi dzień od tych samych klientów. Zakładamy, że mamy do czynienia z ludźmi świadomymi i dorosłymi – mówi.

Czy rzeczywiście pandemia wpędzi nas w alkoholizm? Dane są niejednoznaczne. – Obserwujemy dość znaczące spadki sprzedaży. Jednym z powodów jest zamknięcie hotelów, restauracji i barów. Innym: zakaz przemieszczania się, a wiadomo, że alkohol jest spożywany zwłaszcza przy okazji spotkań towarzyskich – mówi Ryszard Woronowicz ze Związku Pracodawców Polski Przemysł Spirytusowy.

Zaznacza przy tym, że jest zdecydowanie przeciwny wykorzystywaniu obecnej sytuacji do reklamy. A Krzysztof Brzózka mówi, że sam w sprawie jednego ze sklepów zawiadomił samorząd podwarszawskiej miejscowości. – Reklamował się w wyjątkowo cyniczny sposób – zaznacza.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA