fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Bez przełomu w poszukiwaniach Piotra Woźniaka-Staraka

Fotorzepa/ Tomasz Jodłowski
Odnalezienie Piotra Woźniaka-Staraka utrudnia fakt, że nie wiadomo, gdzie dokładnie doszło do niedzielnego wypadku na jeziorze.

Do pomocy w akcji poszukiwawczej na jeziorze Kisajno policja ściąga posiłki z całego Pomorza. Do policjantów z komendy w Giżycku i Węgorzewie we wtorek dołączyło WOPR z Gdyni. Cały czas pomagają także strażacy z sonarami i robotem do penetracji dna.

– Grupa ok. 20 osób wyszkolonych do takich poszukiwań, m.in. z uprawnieniami ratowników medycznych, pracuje non stop, na zmiany. Jezioro ma różną głębokość, do tego linia brzegowa jest nieregularna – tłumaczy sierż. szt. Tomasz Markowski z Komendy Wojewódzkiej Policji w Olsztynie.

W poniedziałek w poszukiwaniach brali też udział żołnierze obrony terytorialnej. Przeczesywali brzegi i szuwary.

Poszukiwania można byłoby zawęzić, gdyby policja otrzymała precyzyjną informację, w którym miejscu zdarzył się wypadek. To jednak nie jest możliwe – poza 27-letnią kobietą (znajomą biznesmena, która – jak podał „SE” – pracuje jako kelnerka), która feralnej nocy była na łodzi motorowej z Piotrem Woźniakiem-Starakiem, nie ma innych naocznych świadków zdarzenia. Policjanci namierzyli pustą już motorówkę mniej więcej dwie godziny po tym, jak Woźniak-Starak i kobieta podczas zawracania wypadli za burtę.

Ze wstępnych ustaleń wynika, że łódź bez pasażerów krążyła po jeziorze aż do wyczerpania się paliwa – jej hałas zaalarmował wędkarzy, którzy powiadomili policję. Kobieta, która dopłynęła do brzegu, nie pamięta ani godziny, ani miejsca tragedii – było ciemno. Oszacowano, że przepłynęła ok. 100 metrów.

Do akcji poszukiwawczej za zgodą policji włączyła się rodzina zaginionego, która zaangażowała m.in. grupę płetwonurków (do penetrowania jeziora) i detektywów.

Sprawę wypadku nadzoruje Prokuratura Okręgowa w Olsztynie. Nie wszczęła jeszcze formalnie śledztwa, choć – jak ustaliliśmy nieoficjalnie – najprawdopodobniej będzie je prowadzić pod kątem spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym (art. 177 § 2 kodeksu karnego).

Rodzina miliarderów ma w Fuledach nad jeziorem Kisajno posiadłość z przystanią. Tragicznej nocy Piotr Woźniak-Starak miał zdaniem „Faktu” odprawić ochroniarzy, bo chciał popływać sam. Ochrona sprawdzała jego położenie za pomocą lokalizatora GPS z telefonu komórkowego. Okazało się jednak, że komórka biznesmena została na łodzi, która – według policji – przez co najmniej półtorej godziny po wypadku krążyła po jeziorze.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA