fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Niemcy: Muzułmanie nie chcą żelków Haribo w przedszkolach

adobestock
Decyzja dwóch przedszkoli o rezygnacji z wieprzowiny wywołała dyskusję o granicy ustępstw wobec społeczności muzułmańskiej w Niemczech.

Zaczęło się od informacji tabloidu „Bild" o dwóch przedszkolach w Lipsku, które zapowiedziały, że całkowicie rezygnują z wieprzowiny.

– W warunkach zmieniającego się świata, począwszy od 15 lipca będziemy zamawiać i wydawać posiłki oraz przekąski, które nie zawierają wieprzowiny – cytował „Bild" wyjątki z pisma wysłanego przez oba przedszkola do rodziców. Była tam też mowa o rezygnacji ze słodyczy z udziałem żelatyny, a więc także uwielbianych przez dzieci nie tylko w Niemczech misiów Haribo.

Nie było natomiast mowy o tym, że rodzice dwojga dzieci w przedszkolach zwrócili się do ich władz z prośbą o wyłączenie wieprzowiny z menu ze względów religijnych. Tak się też stało, a właściwie miało stać, gdyż po tym jak o wszystkim napisała gazeta, władze przedszkoli wycofały się ze swych planów i zapowiedziały, że jeszcze się zastanowią, jak będzie wyglądało menu w rozpoczynającym się w połowie sierpnia nowym roku przedszkolnym.

Doniesienia „Bilda" wywołały ożywioną dyskusję w całych Niemczech. Rzecz dotyczy bowiem nie tylko przedszkolnego menu, ale i granic ustępstw wobec muzułmanów w ramach głoszonej powszechnie cnoty tolerancji. I w ogóle granic kulturowych oraz cywilizacyjnych zmian, jakie zajść mogą pod wpływem rosnącej obecności wyznawców islamu w Niemczech.

– Jest to kulturowe poddaństwo. 300 dzieci w obu przedszkolach będzie zmuszonych do zmiany swych zachowań żywieniowych oraz życiowych z powodu dwojga muzułmańskich dzieci. Czy byłoby coś takiego do pomyślenia w Rijadzie, gdyby niemieckie dzieci upierały się przy kiełbasce z curry – głosiła Beatrix von Storch, jedna z liderek ksenofobicznej Alternatywy dla Niemiec (AfD). Decyzję władz przedszkoli skrytykowała też CDU w Saksonii.

Co jednak ciekawe, większość rodziców dzieci z obu przedszkoli nie miała żadnych pretensji z powodu zmiany menu. W wielu środowiskach mięso wieprzowe uważane jest za mniej wartościowe czy niemal szkodliwe dla zdrowia. Już kilka lat temu Niemieckie Towarzystwo Żywienia (DGE) zalecało, aby dzieciom w przedszkolach i szkołach najwyżej dwa razy w tygodniu podawać mięso, z czego raz ma być to drób. Przepytano wtedy 1400 niemieckich przedszkoli i okazało się, że 30 proc. z nich podało, iż dostosowuje się do tych nowych zaleceń. – Środowisko niemieckich muzułmanów nie stawia żadnych żądań odnośnie do diety w przedszkolach czy innego rodzaju instytucjach. Oczywiście mogą to robić rodzice niektórych dzieci, na co nie mamy żadnego wpływu, ale nie należy z tego robić dramatu – mówi „Rzeczpospolitej" Ali Kizylkaya, wiceprzewodniczący Millî Görüş, drugiej pod względem liczby członków wspólnoty skupiającej muzułmanów pochodzenia tureckiego. Ma pretensje do „Bilda", że nagłośnił całą sprawę, nadając jej nieodpowiedzialnie dramatyczną formę, co nie przyczynia się bynajmniej do budowania porozumienia społecznego.

Ale przewodniczący związku nauczycieli Heinz-Peter Meidinger w wywiadzie dla Katolickiej Agencji Informacyjnej KNA udowadniał, że w niemieckich przedszkolach i szkołach odczuwalny jest coraz większy nacisk ze strony muzułmańskich rodziców, stowarzyszeń przy meczetach i islamskich grup interesów. Nie chodzi przy tym wyłącznie o żywność, ale i o coraz częstsze prośby o uwzględnienie ramadanu w systemie szkolnym, na przykład poprzez rezygnację z imprez sportowych lub zadawanie mniejszej ilości pracy domowej.

Takie praktyki nie przybliżają celu kolejnych niemieckich rządów w postaci wykształcenia swego rodzaju zmodernizowanego islamu dostosowanego do warunków niemieckich czy szerzej europejskich. Jednym ze środków do tego celu było uruchomienie na kilku niemieckich uczelniach fakultetów teologii islamskiej. Chodziło o wykształcenie imamów, co umożliwiłoby zmniejszenie ich napływu z zagranicy, głównie z Turcji. Projekt podupadł także dlatego, że wśród studentów pojawiło się sporo kobiet.

Niemieccy politycy posługują się często hasłem, że islam należy do Niemiec. Tak to zdefiniowała także kanclerz Angela Merkel, ostatni raz przed rokiem. Z badań instytutu Civey na zamówienie tygodnika „Focus" wynika, że 39,5 proc. Niemców oceniło wtedy wypowiedź Merkel bardzo negatywnie, a 19 proc. negatywnie.

Z innych badań opublikowanych w „Süddeutsche Zeitung" w marcu 2018 wynika, że 85 proc. Niemców w wieku 16–25 lat nie ma nic przeciwko temu, że muzułmanie przedstawiają publicznie swe żądania.

Jednym z postulatów niemieckich muzułmanów jest uzyskanie takiego samego statusu, jakim cieszą się Kościoły oraz judaizm. Nie ma na to zgody z przyczyn raczej formalnych niż ideologicznych. Chodzi o to, że islam nie ma struktury hierarchicznej i zgodnie z niemieckim prawem nie może być instytucją prawa publicznego. Jednak kilka niemieckich landów zdecydowało się na spisanie z niektórymi wspólnotami muzułmańskimi specjalnych umów.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA