fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Śledztwo w stadninie w Janowie bez finału

Złe wyniki Janowa związane są z aukcją Pride of Poland
PIOTR JARUGA / POLSKA PRESS
Hodowla w Janowie ma duże kłopoty, jednak śledczy badają sytuację sprzed lat.

19 lutego 2016 r. to ważna data w historii polskiej hodowli konia arabskiego. Tego dnia Agencja Nieruchomości Rolnych zwolniła Marka Trelę i Jerzego Białoboka, szefów stadnin w Janowie Podlaskim i Michałowie. Z pracą pożegnała się też Anna Stojanowska, główna specjalistka ds. hodowli koni w ANR. Powód? Agencja podała m.in. utratę zaufania i niegospodarność, a na dowód zawiadomiła prokuraturę o popełnieniu przestępstwa w Janowie Podlaskim. To śledztwo nie może się jednak zakończyć od lat.

Piotr Marko, rzecznik Prokuratury Regionalnej w Lublinie, informuje, że właśnie znów zostało przedłużone, tym razem do 9 października. Dokonał tego prokurator krajowy, bo – jak tłumaczy rzecznik – każde śledztwo trwające powyżej roku jest przedłużane przez prokuratora nadrzędnego. Dodaje, że powodem jest „oczekiwanie na sporządzenie przez biegłego opinii uzupełniającej", dotyczącej współpracy stadniny w Janowie z firmą Polturf, czyli organizatorem słynnej aukcji koni arabskich Pride of Poland. Podobne uzasadnienie prokuratura podawała przy przedłużeniu śledztwa w październiku 2018 r. Dlaczego opinia wciąż nie powstała? Rzecznik prokuratury twierdzi, że... biegły jest zbyt zapracowany. „Na czas sporządzania opinii uzupełniającej ma wpływ konieczność zapoznania się biegłego z uzupełnionym obszernym materiałem dowodowym oraz obciążenie go innymi obowiązkami służbowymi" – wyjaśnia Piotr Marko i zapewnia, że opinia będzie gotowa latem.

Wątpliwa argumentacja

O najnowszym przedłużeniu śledztwa jako pierwszy napisał na swoim blogu Hipologika.pl ekspert w dziedzinie koni Marek Szewczyk. Jego zdaniem tłumaczenia prokuratury są mało przekonujące. Powód? W rozmowie z „Rzeczpospolitą" zauważa, że już raz w 2016 r. niezależna firma zrobiła audyt w Janowie Podlaskim na zlecenie ANR. Jego wyniki nie są znane, jednak zdaniem Szewczyka jest mało prawdopodobne, by audytorzy negatywnie ocenili współpracę Janowa Podlaskiego z Polturfem. – W tym samym czasie przeprowadzono audyt w Michałowie, a jego wyniki, w odróżnieniu od Janowa, są znane. W Michałowie nie stwierdzono niczego nagannego w relacjach z firmą Polturf, a przecież obie stadniny współpracowały z nią na analogicznych zasadach – wyjaśnia Marek Szewczyk. Jego zdaniem decyzja prokuratury jest czysto polityczna i chodzi w niej o to, by nie rzucać kłód pod nogi byłemu ministrowi rolnictwa Krzysztofowi Jurgielowi, który kandyduje do europarlamentu.

Widmo bankructwa

Podobnie uważa posłanka PO Dorota Niedziela. Jej zdaniem badanie rzekomej niegospodarności za czasów Marka Treli jest absurdem, biorąc pod uwagę kondycję, w jakiej obecnie znajduje się stadnina w Janowie. – Przed zwolnieniem prezesa Treli stadnina miała 3 mln zł zysków, teraz ma 3 mln zł straty. Liczby mówią same za siebie – podkreśla. O skali kłopotów, w jakie wpadła stadnina w Janowie Podlaskim, świadczą doniesienia Radia TOK FM. W styczniu poinformowało ono, że we wrześniu ubiegłego roku prezes stadniny ostrzegał o możliwości utarty płynności finansowej Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa, czyli instytucję, w którą przekształcono ANR. Złe wyniki Janowa związane są z problemami aukcji Pride of Poland. W 2015 r., czyli przed zwolnieniem prezesów, sprzedano tam konie za 4 mln euro, a w 2018 r. – za szacunkowo 250 tys. euro. W dodatku w 2016 r. podczas aukcji doszło do skandalu. Gwiazda licytacji Emira była licytowana dwa razy. W tej sprawie też trwa śledztwo, które również niedawno zostało przedłużone. Piotr Marko mówi, że prokuratura korzystała z międzynarodowej pomocy prawnej, bo część świadków była z zagranicy, a teraz „wykonywane są kolejne czynności".

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA