Społeczeństwo

Francja: kolejny weekend masowych protestów

AFP
Przez Francję przetacza kolejna fala protestów. To już trzecia z rzędu sobota, gdy w kraju odbywają się demonstracje przeciwko podwyżkom cen paliw. W całym kraju na znak sprzeciwu blokowane są drogi. W Paryżu, przy Łuku Triumfalnym policja starła się z ”żółtymi kamizelkami”. niemal 100 osób zostało rannych, a niemal 300 aresztowano. Protestujący podpalali samochody i rozbijali witryny sklepowe.

Rannych zostało co najmniej 11 członków sił bezpieczeństwa - wynika z informacji Reutersa. Reuters pisze o kilkunastu samochodach, które stanęły w płomieniach wokół Pól Elizejskich.

Reuters powołując się na świadka wydarzeń w Paryżu informuje o podpaleniu protestujących budynku w okolicach Łuku Tryumfalnego. Reuters informuje też nieoficjalnie, powołując się na źródła w policji, że protestujący ukradli karabin szturmowy z jednego z radiowozów.

Minister zdrowia Agnes Buzyn nazwała zachowanie uczestników protestów "nieakceptowalnym" i wezwała przedstawicieli "żółtych kamizelek" do wypowiedzenia się przeciwko "ekstremistycznym grupom próbującym przejąć ich zgodny z prawem protest".

- Chciałabym usłyszeć jak żółte kamizelki mówią, że ta demonstracja została przejęta przez ekstremistów, czego oni nie akceptują - powiedziała minister apelując do protestujących, by ci zorganizowali się na tyle, by móc prowadzić dialog z rządem.

Policja musiała używać przeciwko protestującym granatów hukowych, gazu łzawiącego i armatek wodnych. W mieście zamknięto ponad 12 stacji metra.

Premier Francji Edouard Philippe podkreślił, że choć rząd jest "przywiązany do dialogu", ale jednocześnie nalega na szacunek wobec prawa.

Uczestnicy protestu umieścili na fasadzie Łuku Tryumfalnego napis "Żółte kamizelki zatryumfują". Niektórzy demonstranci wchodzili na Łuk Tryumfalny.

W Paryżu zmobilizowano pięć tysięcy policjantów. Pola Elizejskie zamknięte dla ruchu kołowego, wszędzie kontrole przechodniów - sprawdzane są torebki i plecaki. Miało to ustrzec przed powtórką z zamieszek z ubiegłego tygodnia, gdy demolowano sklepy i restauracje, palono samochody. Straty oceniono na milion euro.

Jednak przed południem w pobliżu Łuku Triumfalnego policja starła się z protestującymi ”żółtymi kamizelkami”. Demonstranci próbowali przedrzeć się przez punkt kontrolny położony przy Łuku Triumfalnym. Rozpędzeni przy użyciu gazu łzawiącego rozbiegli się po sąsiednich ulicach i stamtąd próbują przedrzeć się na reprezentacyjną arterię miasta. Dziesięć osób zostało rannych, ponad 160 aresztowano.

Premier Francji Edouard Philippe poinformował, że w protestach w całej Francji bierze udział około 36 tysięcy osób, z czego 5500 to uczestnicy manifestacji w Paryżu.

Do zamieszek doszło także w Ardenach. W licznych miejscach Francji blokowane są drogi. Protest spotyka się z sympatią i wsparciem 85 procent społeczeństwa, sprzeciwiającego się planom podwyżek paliw

„Żółte kamizelki” - jak ze względu na noszenie tego typu ubrań zapewniających bezpieczeństwo na drogach nazywany jest ruch protestujących, nie zamierzają składać broni. Demonstrują przeciwko podwyżce paliw. Olej napędowy ma zdrożeć o ponad sześć centów na litrze. Według prezydenta Emmanuela Macrona, ma to być element walki o ochronę środowiska.

Za porażkę uznano próbę rozmów premiera Edouarda Philippe’a z „żółtymi kamizelkami”. Z zaproszonych ośmiu gości przyszło dwóch. Szef rządu uznał jednak, że rozmowa była interesująca, bezpośrednia, pełna szacunku, przydatna i dodał, że drzwi do jego biura w Pałacu Matignon są przed „żółtymi kamizelkami” zawsze otwarte”.

Źródło: rp.pl/Polskie Radio

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL