fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sędziowie i sądy

Aneta Łazarska: kondycja finansowa polskiego sądownictwa

Adobe Stock
Sądom nie grozi upadłość, ale nieustająca przewlekłość.

Strajków pracowniczych w sądach nie traktuje się z należytą powagą. Płace pracowników sądów są od ośmiu lat zamrożone, mimo że tak niskie, jeśli nie najniższe na obecnym rynku pracy. Minister sprawiedliwości odsyła pracowników do premiera, uznając, że to jego problem, bo chodzi przecież o finanse. Tyle tylko, że sądy są zarządzane właśnie przez ministra sprawiedliwości i podległych mu dyrektorów finansowych. Pojawiły się także pomysły, aby sędziom obciąć dodatki i w ten sposób wygospodarować środki na podwyżki dla pracowników sądów.

Otóż problemy finansowe pracowników sądów dotyczą rdzennej tkanki polskiego sądownictwa. Są objawem choroby wymiaru sprawiedliwości. Jak przez mikroskop pokazują bezład i brak przyszłościowej wizji polskiego sądownictwa oraz błędy w polityce zarządczo-nadzorczej.

500+ nie pomoże

Pracownicy sądów domagają się podwyżek i problem ten będzie narastał, gdyż w sądach pracuje najgorzej uposażona grupa zawodowa. Na to nakłada się brak odpowiednich kompetencji wśród pracowników i asystentów sądów. Uważny obserwator wielokrotnie styka się w sądach z licznymi błędami, począwszy od zwykłych omyłek w wokandach w nazwiskach po błędy w wysyłce zawiadomień, wezwań czy wymianie pism procesowych. Choć nie brakuje pracowników, którzy ofiarnie i z wielkim oddaniem wykonują swoją pracę mimo braku jakiejkolwiek perspektywy godnego uposażenia. O pracy asystentów pisałam szerzej w artykule z 1 września 2018 r. „Asystent sędziego poszukiwany, poszukiwana...", przedstawiając swoje zastrzeżenia do tej instytucji w praktyce sądowej.

Niedostatki pracy kadry pomocniczej w ostateczności koryguje sędzia, który zamiast zająć się orzekaniem co do meritum, musi sprawdzać „zwrotki" i kontrolować prawidłowość adresów, na które wysyłane są przesyłki. Jedną z przyczyn tzw. spadania spraw z wokandy są wciąż w polskich sądach nieprawidłowości związane z wysyłką korespondencji. Skutki takich omyłek boleśnie dotykają stron, gdyż w wielkomiejskich sądach czas oczekiwania na kolejny termin rozprawy sięga od kilku miesięcy nawet do roku.

Brak wizji polskich sądów

Poraża, że od wielu lat polskie sądy borykają się z narastającym lawinowo wpływem spraw. Poza jednak tworzeniem sądów molochów, w których wydziałach jest nawet do kilkunastu sędziów, a w sądach po kilkuset, oraz zwiększaniem liczby stanowisk sędziowskich nie ma żadnej wizji przyszłości polskich sądów. Tymczasem nawet dla laika jest oczywiste, że sędzia powinien się zajmować merytorycznie sprawą, a nie czynnościami ochrony prawnej czy czasem wręcz czynnościami technicznymi. Od lat np. sędziowie zajmują się czynnościami, które z powodzeniem mógłby wykonać referendarz sądowy, ale w sądach nie ma dość stanowisk dla nich. Szokujące jest też obciążenie referendarzy w największych sądach – wydają oni po kilkaset orzeczeń miesięcznie! Brak tych stanowisk to nie jest żadna oszczędność, gdyż czynności te muszą i tak wykonać sędziowie, których zatrudnienie jest w sądach najdroższe. Podobnie jest z zakresem zadań pracowników sekretariatów sądowych.

Praca sędziów i pracowników to system naczyń połączonych. Jeśli sekretarz nie przedłoży w terminie sędziemu pisma procesowego strony, która wniosła je do sądu, informując np. o cofnięciu pozwu, to sędzia spędzi cały dzień, czytając akta i przygotowując się do tej sprawy, zamiast zająć się w tym czasie inną. Jeśli sekretarz z pośpiechu źle zaadresuje zawiadomienie o terminie rozprawy, to sędzia i adwokat strony przeciwnej stracą kilka dni na przygotowaniu się do sprawy i dojazd do sądu. Tego rodzaju niedomagania to tymczasem codzienność w dużych sądach. A mówiąc obrazowo, to trochę tak, jakby po odprawie 100 pasażerów i przygotowaniu lotu pilot z całą załogą nie mógł wystartować, bo jeden z pasażerów otrzymał błędną informację o godzinie lotu. Linia, która z tej przyczyny odwoływałaby lot, dość szybko by upadła.

Sądom jednak upadłość nie grozi, zagraża im za to systematyczna przewlekłość, której skutkami często niezasadnie obciążamy wyłącznie sędziów, a nie zarządcę sądów, czyli Ministerstwo Sprawiedliwości. Podkreślić należy, że sędzia nie ma żadnego wpływu na personel pomocniczy. Nie ma nawet prawa do wyboru swojego najbliższego współpracownika w osobie asystenta! Trudno o większy absurd w całym tym systemie, bo to tak, jakby prezes zarządu wielkiej korporacji nie miał wpływu na dobór ludzi, którzy dla niego pracują.

Usprawnienie pracy

Od 2010 r. reformatorzy polskiego wymiaru sprawiedliwości z wielkim rozmachem roztaczali wizję, jak to e-protokół usprawni pracę sądów. Choć wówczas proponowano, aby zamiast kosztownego systemu wprowadzić zwykły dyktafon, wybrano e-protokół. Urządzenie to wygenerowało kolejne zadania dla urzędników sądowych. W sali rozpraw wciąż potrzebny jest protokolant zarówno do obsługi urządzenia, jak i do sporządzenia – obok elektronicznego – papierowego protokołu. System ten nie odciążył więc pracowników sekretariatu od obsługiwania sesji. Przeciwnie, urzędnicy i asystenci sądowi mają więcej pracy związanej ze sprawdzaniem przekładów transkrybentów .

Nagranie dźwiękowe z przebiegu rozprawy oraz ustne uzasadnienia podlegają bowiem transkrypcji. Sztab pracowników zajmuje się więc transkrypcją e-protokołów, a kolejki w oczekiwaniu na transkrypcje utrudniają sądom rzetelne procedowanie. Środki, które można było przeznaczyć na podwyżki dla pracowników, są obecnie wydawane na opłacanie wynagrodzeń transkrybentów. Tymczasem w Niemczech sędzia sam na sali nagrywa na dyktafon skrócony protokół, który jego urzędnik sądowy tego samego dnia przepisuje i uwierzytelnia. W Niemczech w dużych sądach na jednego sędziego przypada średnio jedna trzecia urzędnika. W Polsce na sędziego przypada jeden urzędnik i pół asystenta, a dodatkowo sędzia korzysta z usług transkrybentów. Trudno o bardziej kosztowny model zarządzania sądami aniżeli model polski.

Kancelaria sędziego

Archaiczne zdają się dziś rozwiązania proceduralne, które obarczają wyłącznie sędziego choćby obsługą korespondencji czy czynnościami technicznymi. Układaniem kalendarza sędziego również mogliby się zająć wysoko wykwalifikowani urzędnicy sądowi. Przed wojną urzędnik sądowy był najbliższym współpracownikiem sędziego, przygotowującym nawet projekty decyzji w drobnych sprawach. Należałoby powrócić do tych dobrych praktyk, podnosząc kwalifikacje i uposażenie urzędników sądowych. Zmianom tym powinny towarzyszyć nowe rozwiązania procesowo-ustrojowe, które z zachowaniem standardów rzetelnego procesu umożliwiłyby zwiększenie zakresu czynności i kompetencji urzędników sądowych, choćby do sprawdzania braków formalnych czy fiskalnych pism wnoszonych do sądów. Sędzia powinien się zająć sprawą po wcześniejszej jej analizie przez prawników ze swojej kancelarii.

Finansowanie sądów pokoju

W związku z aktualną kondycją finansową sądów rodzi się pytanie, skąd wziąć środki na sądy pokoju i administrację do ich obsługi. Wygenerowanie kolejnych stanowisk wiąże się przecież ze znacznymi nakładami finansowymi. Jeśli zaś już dziś nie ma chętnych do pracy w sądach, to kto będzie obsługiwać sądy pokoju?

Rozdrobnienie stanowisk sędziowskich nie służy efektywności postępowań. Sędzia powinien mieć swobodę doboru najbliższych współpracowników i autonomię finansową w zarządzaniu swoją kancelarią. Nawarstwiające się obecnie problemy kadrowo- -finansowe wkrótce doprowadzą do systemowej niewydolności sądów. Już dziś w wielu sądach realna staje się groźba likwidacji wydziałów z powodu braku pracowników sądowych.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA