fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądownictwo

Proces o strzał na planie Vegi

Petro Aleksowski i mecenas Jan Zbierski.
archiwum prywatne
Ruszył proces cywilny, w którym operator postrzelony na planie filmu Patryka Vegi domaga się zadośćuczynienia, odszkodowania i renty. W poniedziałek 21 października przed Sądem Okręgowym w Warszawie odbyła się pierwsza rozprawa. Zeznawał świadek.

Operator Petro Aleksowski wytoczył pozew firmie Opus Film – producentowi filmu oraz byłemu żołnierzowi GROM Ireneuszowi Sz.

Na rozprawę przyszedł jeden z czterech wezwanych świadków – filmowiec obecny na planie 21 grudnia 2016 r. To wtedy doszło do wypadku na lotnisku Bemowo podczas kręcenia krótkometrażowego filmu reklamowego „Czerwony Punkt” w reżyserii Patryka Vegi. Petro Aleksowski, który wytoczył powództwo, w trakcie kręcenia ujęcia śmigłowca stał na podnośniku. Nagle został trafiony w udo pociskiem, który roztrzaskał mu kość. Skąd wziął się pocisk i jak doszło do wystrzału? To ma zostać wyjaśnione w trakcie procesu, szczegóły wciąż nie zostały ustalone. Dziś operator ma w udzie tytanowy implant i jak mówi, niekiedy odczuwa nagły, przeszywający ból z jego powodu. Doskwiera mu też ciągły ból w stopie – twierdzi.

Strzał miał oddać ze śmigłowca Ireneusz Sz., były żołnierz GROM, który jest oskarżonym w procesie karnym toczącym się równolegle do procesu cywilnego"

Na początku rozprawy cywilnej obrońca pozwanego Ireneusza Sz. wnioskował o wyłączenie jawności, powołując się na art. 153 KPC. Sędzia oddaliła wniosek. Według sądu informacje, które mogłyby zostać ujawnione podczas tej rozprawy, nie stworzyłyby zagrożenia dla porządku publicznego.

Strzał miał oddać ze śmigłowca Ireneusz Sz., były żołnierz GROM, który jest oskarżonym w procesie karnym toczącym się równolegle do procesu cywilnego"

Świadek: miało nie być strzału

21 grudnia 2016 r. świadek pracował na planie razem z Petro Aleksowskim. Zeznał, że przed rozpoczęciem pracy nikt nie informował go o tym, że padnie strzał i wedle jego wiedzy kamera miała zarejestrować tylko wiązkę lasera.

Według zeznającego minęło około 2-3 minut, zanim do rannego operatora dobiegły osoby, które pomogły mu wydostać się z uprzęży zabezpieczającej przed upadkiem z podnośnika.
Świadek dodał, że na planie filmowym nie było karetki. Przed sądem powiedział, że „później dowiedział się, że Patryk Vega dał komendę do strzału”.

Zdjęcia kontynuowano

Filmowiec zeznał też, że 21 grudnia – już po tym, jak operator został postrzelony i trafił do szpitala – ekipa kontynuowała zdjęcia w centrum Warszawy. Po zakończeniu pracy zespół zebrał się w sali konferencyjnej w tym samym miejscu. Producent z firmy Opus Film (zeznający nie pamiętał jego nazwiska) poprosił wówczas, by nie dzielić się publicznie informacjami na temat tego, co się wydarzyło na planie. Następnie zebrani mieli usłyszeć ustną prośbę o podpisanie dokumentu z takim zobowiązaniem, ale – według zeznań świadka – podpisy złożyła tylko część osób. Dodał, że on sam tego dokumentu nie podpisał.

Przed Sądem Rejonowym dla Warszawy–Woli toczy się postępowanie karne w tej samej sprawie. Tam również został złożony wniosek o wyłączenie jawności przez obrońcę oskarżonego ze względu na „interes państwa i interes prywatny”. Do tego wniosku sędzia przychyliła się, w przeciwieństwie do sądu w procesie cywilnym.

– Zarzucamy producentowi brak zasad zachowania BHP na planie filmowym. Powód domaga się zadośćuczynienia, odszkodowania i renty. To cały pakiet świadczeń cywilno-prawnych, które przysługują wskutek takiego wypadku – powiedział po rozprawie radca prawy Piotr Sławek, reprezentujący operatora.

Następna rozprawa w procesie karnym jest zaplanowana na 29 listopada 2019, a w cywilnym na 26 lutego 2020 roku. Mają być wtedy przesłuchiwani kolejni świadkowie.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA