Rzecz o prawie

Przyszłych sędziów trzeba uczyć kultury - Krzysztof Szczucki o wynikach obywatelskiego monitoringu sądów

Adobe Stock
Prawdziwy obraz Temidy: przybywa agresji na salach sądowych

Do napisania tego tekstu skłoniły mnie dwa wydarzenia: prezentacja raportu „Obywatelski monitoring sądów 2017/2018" przygotowanego przez Fundację Court Watch oraz rozpoczęcie nowego roku akademickiego. Co może łączyć te dwa wydarzenia? Okazuje się, że – wbrew pozorom – całkiem dużo.

Raporty Fundacji Court Watch z roku na rok cieszą się coraz większym zainteresowaniem. Znacznie więcej wolontariuszy angażuje się też w obserwację działalności sądów i sędziów, dzięki czemu przygotowywane sprawozdania roczne coraz lepiej oddają rzeczywistość polskiego wymiaru sprawiedliwości. Autorzy raportu starali się pokazać prawdziwy obraz sądownictwa, dlatego są w nim opisy zdarzeń bardzo pozytywnych, godnych naśladowania przez innych, ale także wiele uwag krytycznych, wskazujących różnego rodzaju niedomagania zauważalne w salach sądowych. W tekście prezentującym raport wskazano, że niestety zaobserwowano znaczący wzrost liczby przypadków niekulturalnych lub nawet agresywnych zachowań sędziów.

Nawet stres na sali rozpraw nie usprawiedliwia sędziego

Tego rodzaju doświadczenia obywateli, będące efektem ich udziału w postępowaniach sądowych, składają się na wciąż nie najlepszy wizerunek wymiaru sprawiedliwości. W efekcie politycy, instytucje publiczne, a także organizacje pozarządowe proponują różne rozwiązania, które miałyby usprawnić działanie sądów, a także spowodować, że uczestnicy postępowań nie tylko lepiej zaczęliby rozumieć, co się wokół nich dzieje, ale także doświadczyliby traktowania znacznie bardziej podmiotowego niż do tej pory.

I w tym właśnie punkcie okazuje się, że wyniki obywatelskiego monitoringu sądów mają związek z rozpoczęciem nowego roku akademickiego. Raport ten jest bowiem podstawą do zrobienia rachunku sumienia przez każdego nauczyciela akademickiego, który kształci młodych adeptów prawa, przygotowując ich do wykonywania różnych zawodów prawniczych, w tym także oczywiście do zawodu sędziego. Wiadomo przecież, że „czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci". Sam jestem nauczycielem akademickim, więc czuję się nie tylko uprawniony, ale także zobowiązany do wskazania kilku, moim zdaniem, najważniejszych punktów, które warto uwzględnić w swoim akademickim rachunku sumienia.

Wydaje mi się, że pierwszym punktem w takim rozliczeniu powinna być punktualność. Przyszli sędziowie powinni móc brać dobry przykład ze swoich nauczycieli, którzy nie spóźniają się na prowadzone przez siebie zajęcia. Punktualny nauczyciel może także wymagać punktualności od swoich studentów.

Uważam, a mam perspektywę wciąż młodego pracownika naukowego, że zajęcia dydaktyczne, w tym ćwiczenia, które prowadzę, są nie tylko środkiem formacji intelektualnej, ale także formacji ludzkiej. Jej zadaniem jest nie tylko wychowywanie prawników z rozległą wiedzą i dobrym warsztatem, ale także będących – jakkolwiek banalnie by to zabrzmiało – dobrymi ludźmi, pełnymi cnót obywatelskich.

Jednym z bardzo dobrych środków może być właśnie punktualność własna, jak też wymaganie punktualności od uczestników zajęć.

Prowadzone przez nas zajęcia powinny być też zawsze dobrze przygotowane. Tylko wtedy mamy szansę przekazać odpowiednią wiedzę, ale też ukształtować postawę podejmowania trudu przed realizacją zadań, które w przyszłości będą stawiane przed absolwentem studiów prawniczych.

Co więcej, tylko jeżeli sami od siebie wymagamy, możemy naprawdę wymagać od naszych studentów. Student, przed którym liczne wymagania stawia nauczyciel wymagający także od siebie, ma szansę zostać sędzią, który będzie stawiał wymagania sobie oraz uczestnikom prowadzonych przez siebie postępowań, zwłaszcza będącym profesjonalistami.

Studentów warto traktować podmiotowo, z dużą życzliwością i otwartością na ich problemy. W żadnym razie nie może to jednak oznaczać pobłażliwości, niskich wymagań i braku konsekwencji. Tak zresztą funkcjonujemy także w relacjach z naszymi mistrzami naukowymi, z promotorami i szefami katedr. Wielokrotnie doświadczam życzliwości i zrozumienia, ale jednocześnie mam świadomość konkretnych oczekiwań i wymagań. Tylko taka przestrzeń stwarza szansę na realny rozwój.

Powyższe nie jest jakimś szczególnym odkryciem. Potwierdzają to zresztą liczne ankiety przeprowadzane wśród samych studentów. Nierzadko oni sami, oceniając prowadzone przez nas zajęcia, bardziej cenią sobie te z nich, na których – w dobrej atmosferze – więcej wymagano, dzięki czemu więcej można się było nauczyć. Staje się to szczególnie autentyczne, gdy postawa prowadzącego pokrywa się z jego oczekiwaniami wobec studentów.

Pytanie w rachunku sumienia na dzisiaj brzmi: Czy swoim zaangażowaniem dydaktycznym pomagam moim studentom kształtować w sobie cnoty, które przydadzą im się w ich przyszłym życiu zawodowym?

Autor jest adiunktem na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL