fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Lepiej traktujemy nasze podwórko - komentuje Joanna Parafianowicz

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Adwokatura woli zachować dla siebie mniej wygodne informacje.

Środowisko adwokackie zelektryzowały w ostatnim czasie publikacje prasowe dotyczące nie tyle głośnej sprawy, o której mówi cała Polska, ile pełnomocnika reprezentującego uczestnika sporu. Artykuły nie odnosiły się jednak do nakreślenia sylwetki prawnika, lecz jego „przygód" z pionem dyscyplinarnym samorządu zawodowego. Zdaniem wielu członków palestry nie tylko samo opublikowanie tego rodzaju informacji, ale i udzielenie dziennikarzowi odpowiedzi na pytanie zadane przez jednego z rzeczników dyscyplinarnych to zjawisko, z którym należy walczyć. Zarówno dlatego, że jakoby samoistnym deliktem dyscyplinarnym miałoby być informowanie kogokolwiek o prowadzonych postępowaniach odnoszących się do adwokatów, jak i dlatego, że sięganie przez kogokolwiek do danych o pełnomocniku w tej konkretnej sprawie stanowi próbę odwrócenia uwagi od niej samej.

Nie mając odpowiedniej wiedzy w tej materii, nie umiem zweryfikować prawdziwości drugiej z tez. Niezależnie jednak od tego, czy trafnie opisuje ona rzeczywistość czy jest chybiona, uważam, że za sprawą opisanej sprawy adwokaturze przyszło zmierzyć się z dwoma wyzwaniami.

Pierwszym jest to, na ile reprezentując zawód zaufania publicznego, godzimy się na to, by ów publiczny charakter miały także sprawy odnoszące się do funkcjonowania samorządu. Drugim zaś jest problem, który dotyka niektórych adwokatów i sprowadza się do wpływu ich osobowości i postępowania na pełnioną procesowo funkcję.

Wnioskując z wypowiedzi części środowiska adwokackiego, stwierdzam, że adwokaci znajdują się w położeniu, które z powodzeniem określić można by popularnym powiedzeniem: zjeść ciastko i mieć ciastko. Z jednej strony chełpimy się, że samorząd zawodowy jest niezależny od struktur państwa, a sądownictwo dyscyplinarne niezawisłe. Z drugiej jednak, choć w praktyce nie raz telefonujemy w sprawie klienta do biura obsługi, pragnąc uzyskać informację o tym, czy wniesiono w jego sprawie pozew lub akt oskarżenia – oburza nas zapytanie skierowane przez dziennikarza odnoszące się do jednego z kolegów. Chcemy się sami sądzić, lecz nie pozwalamy, aby choćby na podstawie publikacji prasowej opisującej fakty sądzono nas, generując wątpliwość, czy na pewno znamy różnicę między pojęciami koleżeństwo i kolesiostwo.

Wydaje się rzeczą oczywistą, iż tak jak między klientem a jego adwokatem musi zadzierzgnąć się rodzaj więzi umożliwiającej współpracę, a wynikającej z przymiotów osobowości lub charakteru obu stron, tak też będą one oddziaływać na wszystkie inne podmioty, które zetkną się ze sprawą. Jeśli zatem adwokat jest postacią barwną – charakterologicznie, wizerunkowo, w zakresie praktykowanego sposobu wypowiadania się, lub wręcz nosi się nad wyraz oryginalnie, zdaje się, że zarówno on, jak i jego mocodawca liczą się z możliwym wpływem tego rodzaju okoliczności na przebieg sprawy. Podobnie rzecz się ma z karalnością dyscyplinarną i zrozumiałymi w jej kontekście wątpliwościami, które budzi postawa pełnomocnika i dawana przezeń rękojmia należytego reprezentowania klienta.

Świat wprawdzie zmienia się na naszych oczach, ale adwokatura zdaje się stawiać temu zjawisku opór, stojąc na z góry przegranej pozycji. Z jednej strony deklaruje dążenie do nowoczesności, ale z drugiej – ociera łezkę na myśl o tym, jak to było kiedyś. Pomimo rewolucji w obiegu informacji te mniej wygodne woli zachowywać dla siebie. Broniąc prawa obywatela do transparentności i jawności życia publicznego, zasady te traktuje wybiórczo w odniesieniu do własnego podwórka.

Andrzej Sapkowski w jednej z książek napisał: świat się zmienia, słońce zachodzi, a wódka się kończy. Nie chciałabym, aby ze względu na niespójną postawę palestry ostatnia część zdania stała się aktualna w odniesieniu do niej.

Autorka jest adwokatem, założycielką prawniczego bloga www.pokojadwokacki.pl

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA