fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Marek Domagalski: epidemia w dużym mieście

AdobeStock
Wśród licznych zapowiedzi wyborczych nie znalazłem pomysłów na ograniczenie biurokratycznych rygorów coraz bardziej nieznośnych w życiu codziennym w dużym mieście: na poczcie, w sądzie i ulicy.

Odczekałem na ulicy w kolejce przed pocztą, bo listonosz od dawna nie stuka do drzwi i nie zostawia awiza. Chciałem przy okazji zrobić prosty przelew. Pani z okienka zażyczyła sobie, bym wypełnił jednak stary druk, bo łatwiej jej będzie wstukać dane do komputera. I tak załatwiałem sprawę dwa razy dłużej.

Idąc na sprawę, tym razem do Sądu Okręgowego, nie wziąłem ze sobą maseczki, narobiłem więc zamieszania. I choć uzyskałem przepustkę, po maseczkę musiałem biec do miasta. Na szczęście niedaleko była apteka z niewielką kolejką. Gdybym szedł do NSA, maseczkę dostałbym przy wejściu.

Usprawiedliwieniem dla administracji sądów jest, że ona też się uczy, jak organizować rozprawy w czasie epidemii, ale prezesi powinni szukać możliwie najmniej uciążliwych rozwiązań, myśleć nie tylko o ograniczeniach przeciwepidemicznych, ale i ułatwieniach dla interesantów. Nie ma zaś usprawiedliwienia dla straży parkingowej, która zachowuje się, jakby epidemii nie było, i czatuje na obywateli. Od lat zresztą tak samo, tam, gdzie powinna w pierwszej kolejności im odpuścić. Między innymi właśnie przed sądami.

Wykupiłem przed Sądem Najwyższym na dość pustej ulicy bilet parkingowy na półtorej godziny, ale, jak to w sądzie, sprawa się nieco przedłużyła. Na ulicy czekał już patrol straży miejskiej i mandaty za wycieraczkami dla kilku osób, które wyszły z sądu. Na mnie miasto mogło stracić niecałe 90 groszy, ale nie darowało.

Kiedy zwróciłem się do strażnika przy radiowozie: „panie władzo", odpowiedział, najwyraźniej zadowolony ze swego żniwa: „Władza to jest w Sejmie". Może i tak. Ale nieznośne jest życie na ulicy dużego miasta, które utrzymuje armię urzędników utrudniających mieszkańcom miesiące epidemii.

Wśród postulatów wyborczych wiele zmierza do zwiększenia roli samorządów, by Senat był ich izbą. Jeden z kandydatów już teraz chce być ich rzecznikiem.

Ale kto zajmie się rozpasaniem, by nie powiedzieć: opresywnością miejskich służb w samorządach, by palcem nie wskazywać, których? Zwłaszcza w czasie epidemii.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA