fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Joanna Parafianowicz: już nie jest modnie być homofobem

AdobeStock
Również Polska jest zobowiązana do uznawania małżeństw tej samej płci.

Wiele osób uważa, że poruszanie w publicznym dyskursie tematu związków jednopłciowych stanowi próbę odwrócenia uwagi od innych, bardziej poważnych zagadnień. Przyjmuje się bowiem, że istotne z perspektywy społeczeństwa są np. sprawy podatków, regulacje odnoszące się do prawa pracy, czy prezydenckich wyborów, lecz nie to, kto komu zadeklaruje dozgonną miłość.

Zarówno w rozmowach na ten temat, czy w toku medialnych wypowiedzi jedni mądrzy ludzie podnoszą, że nie znając żadnej pary jednopłciowej zainteresowanej zawarciem związku małżeńskiego nie przewidują, aby temat ten stanowił realny problem. Inni zaś skłonni są twierdzić, że przyzwolenie dla istnienia tego rodzaju relacji może prowadzić do demoralizowania młodzieży, a w dalszej perspektywie – najpewniej w myśl zasady, kto z kim przystaje, taki sam się staje, niemalże do dziedziczenia skłonności innych niźli heteroseksualne. Zdaniem wielu nadto, wprowadzenie do szkół zajęć zwiększających świadomość własnego ciała prowadzić może – nie tyle do zapobiegania niechcianym ciążom czy chorobom przenoszonym drogą płciową, lecz do tego, że uczniowie nasiąkną seksualnymi dewiacjami.

Obserwując dyskusje odnoszące się do kwestii seksualności człowieka i prawa do tego, aby nie krzywdząc innych przeżyć swe życie na własnych zasadach można niekiedy dojść do zaskakujących wniosków. W Polsce wstydzić się można masturbacji, ale w cenie jest głoszenie poglądów homofobicznych, czy wykazywanie się ksenofobią i rasizmem, zgodnie z logiczną konstrukcją zawartą w zdaniu „nie to, żebym był antysemitą, ale w Polsce powinni mieszkać tylko Polacy".

Tym samym – nie to, żebym miał coś przeciwko gejom (na marginesie wskazać wypada, iż podział na hetero, homo i bi to niemały przeżytek), ale nie powinni zawierać małżeństw, nie jest tak, że mam uprzedzenia, ale dziecko powinno mieć matkę i ojca, nie jestem rasistą, ale biali ludzie powinni wiązać się z osobami o tym samym kolorze skóry, bo w przeciwnym razie niedługo cała Europa będzie ciemnoskóra.

Nie to, żebym chciała być uszczypliwa, ale przed kilkoma laty Europejski Trybunał Praw Człowieka zobowiązał kraje Rady Europy, a zatem także Polskę, do prawnego uznawania związków osób tej samej płci oraz do uznania małżeństw osób tej samej płci zawartych w krajach, gdzie są one uznawane. Nie jest też tak, że wytykam komukolwiek niewiedzę, ale jak wskazują naukowcy, nasza seksualność kształtuje się na poziomie polimorficznego pojedynczego nukleotydu, a nie wyboru dokonywanego dobrowolnie.

Homoseksualność, pod którym to pojęciem rozumieć można współżycie z osobnikami tej samej płci nie jest ani fanaberią naszych czasów, ani zachowaniem charakterystycznym wyłącznie ludziom. Tworzenie par, niekiedy także monogamicznych jest zjawiskiem występujących także u zwierząt w jego ramach traktowane jako norma, a nie odmienność. Przykładem są tu niektóre chrząszcze, ryby, szympansy czy pingwiny, a nawet muszki owocówki.

Mając wątpliwości, warto zadać sobie pytanie – skoro uważam się za człowieka światłego, dlaczego odbieram komukolwiek prawo do miłości i jej sformalizowania? Jeśli w odpowiedzi na usta ciśnie się zdanie „nie odbieram nikomu prawa do miłości, ja po prostu nie uważam, żeby takie osoby musiały legalizować swoje związki", to podpowiem – tak, jesteś homofobem. Zrób z tym coś, bo ta postawa wychodzi z mody.

Autorka jest adwokatem, założycielką bloga, www.pokojadwokacki.pl

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA