fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Marek Domagalski: Bagienne dyscyplinarki sędziowskie

Sąd
Fotorzepa / Marian Zubrzycki
Zawieszenie przez unijny Trybunał Sprawiedliwości sędziowskich dyscyplinarek w Izbie Dyscyplinarnej SN i systemowa dziura w tej procedurze, nie powinna skutkować nadgorliwym wnoszeniem oskarżeń przeciw sędziom.

A takie można odnieść wrażenie choćby w przypadku sprawy o uchylenie immunitetu sędziemu Sądu Najwyższego Włodzimierzowi Wróblowi.

To wybitny karnista, a ostatnio także znany z twardej krytyki pisowskim zmian na szczytach Temidy i kandydowania na I prezesa Sądu Najwyższego wysuniętego niemal w całości przez tzw. starych sędziów SN (miał więcej głosów niż Małgorzata Manowska, której prezydent powierzył to stanowisko). Nie można nie dostrzegać tego kontekstu, tym bardziej, że wniosek o uchylenie sędziemu immunitetu był po to, by postawić mu zarzut karny w błahej sprawie, co widać gołym okiem.

Przewinienie sędziego Wróbla polegać miało na tym, że zasiadając w trójkowym składzie SN, który jesienią 2019 r. uchylił wyrok karny Sądu Okręgowego w Zamościu wobec mężczyzny skazanego na dwa lata więzienia za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym, nie sprawdził, że kara była w tym czasie już wykonywana i osadzony powinien był zaraz wyjść na wolność, a nastąpiło to dopiero po miesiącu. Co prawa po ponownym rozpatrzeniu sprawy został skazany prawomocnie, a ów miesiąc zaliczono mu na poczet odsiadki, ale prokuratura dopatrzyła się w tym nieumyślnego niedopatrzeniu urzędniczego (przestępstwa z art. 231 par. 3 kodeksu karnego).

Władze SN poinformowały, że praktyka była tam taka, że to sekretariat sądu zajmował się takimi kwestiami, co było chyba jednak złą praktyką. Ale droga do przestępstwa bardzo daleka. Czy nie przypomina to przysłowia "jak się chce psa uderzyć, kij się znajdzie"?

Sędziowie Izby Dyscyplinarnej, na razie tylko w I instancji, wybrnęli z tej sytuacji, dostrzegając, że ostatecznie podsądnemu większa szkoda się nie stała, i nie ma tym samym przestępstwa. Miał więc szczęście w nieszczęściu sędzia Wróbel, bo to przecież nie jego zasługa, że podsądnego z Zamościa ostatecznie skazano.

Nie zmienia to podstawowego faktu: dziura w procedurze sędziowskich dyscyplinarek nie uzasadnia wytaczania im w to miejsce spraw karnych. Zwłaszcza w przypadku takich czynów jak nieumyślnego niedopełnienia obowiązków służbowych, wśród prawników nazywanego bagiennym, gdyż jak się chce to każdemu na jakimś stanowisku można to przypisać.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA