fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Piotr Paduszyński: Prokurator pisze wniosek o areszt tygodniami. Sędzia ocenia go kilka godzin

Fotorzepa, Rafał Guz
Prokurator pisze wniosek o areszt tygodniami. Sędzia ocenia go kilka godzin.

Czytając doniesienia prasowe sprawie posła i sekretarza generalnego Platformy Obywatelskiej Stanisława Gawłowskiego, nie zastanawiałem się, czy rzeczywiście popełnił zarzucane mu czyny. Od tego będzie sąd, i to nie ten, który decydował o tymczasowym aresztowaniu, ale który wyda wyrok.

Muszą być inne przesłanki

Areszt tymczasowy nie przesądza o przestępstwie, choć może być stosowany, tylko gdy jest ono bardzo uprawdopodobnione. O ile jednak prokurator na przygotowanie wniosku aresztowego w sprawie posła Gawłowskiego oraz odpowiednie przedstawienie w nim dowodów (z pewnością zależało mu sukcesie w postaci aresztu tymczasowego) miał kilka miesięcy, o tyle sędzia poprzez wysłuchanie stron i przejrzenie wielotomowych akt na wyrobienie sobie zdania miał kilka godzin.

Gdy sąd uzna, że rzeczywiście jest wysokie prawdopodobieństwo popełnienia przestępstwa, to jeszcze nie wystarczy do tymczasowego aresztowania. Trzeba innych przesłanek, które uprawnią sąd do sięgnięcia po ten najsroższy środek zapobiegawczy. Jak wynika z relacji prasowych, w przypadku posła Gawłowskiego zadecydowała obawa matactwa. Czyli, że pozostając na wolności, uzgadniałby linię obrony i wersje zeznań z osobami, które prokuratura zamierzała przesłuchać.

Nasuwa mi się wspomnienie klienta sprzed lat, którego broniłem w związku z grzechami z lat młodzieńczych. Chłopakowi zafundowano stosunkowo łagodny środek zapobiegawczy w postaci dozoru policji. Sprowadza się on do obowiązku meldowania się na komendzie parę razy w tygodniu lub w miesiącu.

Tak się złożyło, że wskutek ludzkiej omyłki komendy nie powiadomiono i klient przez kilka miesięcy się w niej nie pojawiał. W tym czasie był na każdej rozprawie, nie kontaktował się z żadnym ze świadków ani oskarżonych i w żaden sposób nie utrudniał procesu. Gdy wreszcie zapytaliśmy sędziego, kiedy prześle papiery na policję, aby mój klient mógł rozpocząć wykonywanie dozoru, ten, zaskoczony, po sprawdzeniu, że rzeczywiście papierów o dozorze do komendy nie przesłano, po prostu uchylił dozór jako w świetle faktów zbędny.

Był czas na matactwo

Podobne pytanie się pojawia w sprawie posła Gawłowskiego. Po co miałby mataczyć, skoro nie mataczył, odkąd dowiedział się o treści wniosku o uchylenie immunitetu przed kilkoma miesiącami? Miał przecież wystarczająco dużo czasu na uzgodnienie wszystkich niezbędnych wersji (jako rzekomy sprawca musiałby przecież wiedzieć, z kim mataczyć) lubo też ustanowić, i dla nich, i dla siebie adwokatów, którzy współpracowaliby w obronie swoich klientów, przy okazji wymieniając się informacjami. Trudno natomiast traktować jako utrudnianie postępowania karnego publiczne wypowiadanie się w swojej sprawie, co poseł robił. Gdyby coś takiego uznać za działanie nielegalne, to trzeba by albo pozamykać wszystkich prokuratorów, którzy relacjonują prasie rzekomą siłę swoich argumentów, albo uznać, że równość stron w procesie karnym polega na tym, że tylko prokurator ma prawo urabiać opinię publiczną i dorabiać gębę każdemu, kogo oskarży, zaś atakowanemu pozostaje robić dobrą minę do złej gry.

W sprawie Gawłowskiego na bazie doniesień prasowych pojawia się jeszcze kilka innych pytań. Zarzuca się mu np. wzięcie łapówki ok.175 tys. zł, a członkom jego rodziny, że nie mając udokumentowanych środków kupili apartament w Chorwacji za 400 tys. zł, więc, zdaniem prokuratora, prali pieniądze z przestępstw Gawłowskiego. Nie zamierzam się spierać, czy tak było, ale nie potrafię przeoczyć, że kwoty się nie zgadzają.

Tego typu działania prokuratury kojarzą mi się jedynie z aresztem wydobywczym, czyli w stylu: zamykamy faceta lub grozimy zamknięciem jego rodzinie. Może ktoś pęknie i powie, co byśmy chcieli usłyszeć. Piszę „kojarzą", bo nie mam żadnych podstaw twierdzić, że prokurator działał nielojalnie i na gwizdek przełożonych.

Nawet jeżeli znam losy moich kolegów ze studiów będących prokuratorami po tym, jak w ostatnich dwóch latach odmawiali wykonania poleceń przełożonych w sprawach z kontekstem politycznym. Nie znam go, tak jak i nie znam posła Gawłowskiego, więc nie mogę się wypowiadać o rzetelności i uczciwości jednego i drugiego.

Nie potrafię też zapomnieć, co sędziom szczecińskim zafundowała prokuratura po odmowie stosowania aresztów w sprawie afery polickiej, wszczynając bezprecedensowe śledztwo w sprawie wyznaczania składów sędziowskich przy sądzeniu i odmownym załatwieniu wniosków o stosowanie aresztów, które to śledztwo w równie bezprecedensowy sposób zostało nagłośnione. Nie mogło nie wywierać ciśnienia na sędziego, któremu przyszło orzekać w sprawie tymczasowego aresztowania posła Gawłowskiego. W żaden sposób nie mogę się jednak wypowiedzieć, czy ta presja miała jakikolwiek wpływ na decyzję o areszcie.Może miała i sędzia się ugiął, bojąc się, że i jemu zafundują osobne śledztwo w związku z niepożądaną decyzją o odmowie aresztu, a może nie miała i sędzia się nie ugiął, tylko po prostu zastosował prawo, bo albo dowody przeciwko Gawłowskiemu były bardzo silne, albo on mimo wszystko sam dał powody do obaw o matactwo, albo też sprawa była w stylu „na dwoje babka wróżyła", ale sędzia niezawiśle i bezstronnie po prostu miał taki, a nie inny pogląd. Jak było, nie wiem.

Pozostaje nam ufać

Poza tymi, którzy znają osobiście posła Gawłowskiego, prokuratora i sędziego, i tymi, którzy znają materiały śledztwa, nikt na podstawie materiałów prasowych nie będzie w stanie uczciwie powiedzieć, ani czy poseł Gawłowski popełnił przestępstwa, które prokurator mu zarzuca, ani czy prokurator działał uczciwie, ani czy sędzia się nie ugiął. Jedyne co nam pozostaje, to zaufanie do instytucji wymiaru sprawiedliwości. A pewne niestety jest chyba tylko to, że sędzia, który aresztował Gawłowskiego, nie musi się obawiać, że prokuratura rozpocznie kolejne śledztwo, tym razem przeciwko niemu.

Autor jest adwokatem

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA