fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Stanisław Sołtysiński: Świat kredytów walutowych objaśniany przez profesorów

Adobe Stock
Nie przekonała mnie prof. Łętowska, że TSUE przewiduje ograniczoną rolę sądu krajowego - pisze prof. zw. dr hab. Stanisław Sołtysiński w kolejnej części polemiki.

Odpowiadając już następnego dnia po ukazaniu się mego artykułu w Rzeczpospolitej z dnia 27.04.2021 r. w sprawie sporu o frankowiczów, prof. E. Łętowska zachęca mnie już w pierwszym zdaniu do udzielenia odpowiedzi. Pisze bowiem: „Gdyby prof. Sołtysiński, przystępując do polemiki zapoznał się z nie z jedną, ale w sumie z pięcioma innymi moimi wypowiedziami w tym sporze (...), zapewne nie zadawałby ani pytania tworzącego lead artykuł z 27.04.2021 r., ani wielu innych pytań". Tymczasem przytoczone twierdzenie Łętowskiej, w którym wytyka mi, że polemizuję tylko z jednym jej artykułem bez zapoznania się z pełną gamą jej polemik z ekonomistami w kilku czasopismach wcale nie uzasadnia jej tezy, że moje wątpliwości i pytania stanowią rezultat pominięcia kilku pozycji Autorki. Tytuł i zdanie otwierające artykuł pt. „Profesorowie objaśniają świat" utwierdzają mnie w przekonaniu, że niedoskonałość stanowiska Łętowskiej w sporze z Balcerowiczem wynika chyba stąd, że przywiązuje nieco nadmierną wagę do swoich twierdzeń, bez wykazania ich prawdziwości, a często nawet uprawdopodobnienia wyrażanych sądów. Dotyczy to tym bardziej wielu negatywnych opinii o osobach fizycznych i prawnych. W artykule „Która strona ma rację" odważyłem się zadać to pytanie i skonfrontować pięć głównych przesłanek wysuniętych przez Łętowską przeciwko konkretnym argumentom Balcerowicza, które pozostawiła niemal zupełnie bez odpowiedzi, wyjąwszy ogólne odesłanie do prokonsumenckiego orzecznictwa TSUE i gołosłowne zarzuty, że banki „łamały masowo" prawo, ukrywały „przemyślnie" rzeczywiste ryzyko transakcji, a Balcerowicz i inni jej polemiści biorą udział w bankowej ofensywie medialnej – „o niestety, interesownym, lobbystycznym charakterze".

Przyznaję, że porównywałem stanowiska dwóch głównych polemistów wyrażone w konkretnych artykułach i nie zapoznałem się gruntownie z obszernym dorobkiem publicystycznym prof. Łętowskiej. Jako interwenient uboczny o skromnym dorobku na tym polu, brałem przykład z doświadczonej koleżanki, którą do polemiki z Balcerowiczem „sprowokował również jego jeden artykuł" (Rz. z 18.03.2021).

Odpowiadając na pytanie, „która strona ma rację" zauważyłem, że „mocnym" twierdzeniom Łętowskiej towarzyszą szlachetne intencje obrony strony słabszej i respektowania prawa unijnego, natomiast brak wystarczającej argumentacji zwłaszcza faktograficznej. Autorka sprawia wrażenie, że jej dorobek uzasadnia immunitet dowodzenia. Moja szczera, lecz życzliwa w istocie uwaga, nie została jednak uwzględniona. W kolejnej replice znowu uderza łatwość wysuwania oskarżeń wobec banków. Autorka oskarża je o stosowanie prawnego hazardu, niemoralne stwarzanie iluzji bezpieczeństwa transakcji wobec frankowiczów, prowadzenie agresywnej kampanii reklamowej i przedkładanie im wybiórczych danych co do wahań kursowych w zbyt krótkim okresie w stosunku do czasu trwania umowy (Profesorowie objaśniają świat – 29.04.2021). Takie praktyki mogą naruszać unijne standardy informacji konsumentów w konkretnych sytuacjach, lecz w artykułach Łętowskiej brak dowodów, że były one stosowane przez banki masowo. Brakuje nawet konkretnych przykładów stosowania agresywnych kampanii na szeroką skalę. Przykłady stosowania nieuczciwych praktyk mogły mieć miejsce, a w sądach zawisły spory w podobnych sprawach, ale nawet wobec tak „podejrzanych" instytucji finansowych jak banki, profesorów obowiązuje obiektywizm i unikanie generalizowania pejoratywnych ocen opartych na nielicznych kazusach lub uprzedzeniach.

Moje oczekiwania okazały się również zgodne z ostatnim wyrokiem TSUE z 29.04.2021 r. w sprawie C-19/20, który rozczarował obóz frankowiczów. Uważam, że stanowisko TSUE jest nadal korzystne dla konsumentów. Trybunał mógł natomiast rozczarować nie tylko frankowiczów, lecz także prawników reprezentujących ich w sporach z bankami, a nawet ekspertów tych środowisk powoływanych w pismach procesowych. „Objaśniając świat" (artykuł z 29.04.2021 r.) Łętowska twierdzi, że wyrok TSUE (C-485-19) dostarcza argumentów, że w razie unieważnienia umowy kredytu brak możliwości wynagrodzenia banku za korzystanie z kapitału przez kredytobiorcę. Pytania zadane Sądowi Najwyższemu, który będzie wkrótce orzekał zmierzają m.in. do wyjaśnienia tej sprawy. Tymczasem jednak wyrok TSUE z dnia 29.04.2021 r. nie wyklucza ostatecznie dochodzenia przez bank wynagrodzenia za korzystanie z udzielonego kredytobiorcy kapitału w razie unieważnienia umowy kredytu. Odpowiadając na piąte pytanie w sprawie C-19/20 TSUE orzekł, że do sądu krajowego, który stwierdził nieuczciwy charakter warunku w umowie kredytu należy poinformowanie konsumenta „w ramach krajowych norm proceduralnych (...) o konsekwencjach prawnych, jakie może pociągnąć za sobą stwierdzenie nieważności takiej umowy (...)" (pkt 98-99 tego wyroku). Co więcej, w myśl tego orzeczenia sąd krajowy powinien w szczególności wyjaśnić konsumentowi z urzędu, czy w razie gdy niezastosowanie nieuczciwego warunku prowadzi do unieważnienia całej umowy, to może on być narażony na „roszczenia restytucyjne, jak przewiduje to sąd odsyłający w sprawie w postępowaniu głównym" (pkt 98 wyroku).

Najnowszy precedens podkreśla dwukrotnie, że celem dyrektywy jest wyłączenie zastosowania tylko „warunków uznanych za nieuczciwe, przy jednoczesnym zachowaniu, co do zasady, pozostałych warunków umowy (wyroki C-96//16 i C-94/17) .

Najbardziej rozczarowującym elementem wykładni TSUE w opinii obozu frankowiczów wydaje się chyba wyjaśnienie Trybunału, że ocena sądu, czy po usunięciu nieuczciwego warunku z umowy jej pozostała część może nadal obowiązywać i powinna być uzależniona jedynie od interesu konsumenta. TSUE orzekł, że interes kredytobiorcy nie może być uznany „za decydujące kryterium rozstrzygające o dalszym losie umowy" (pkt 56 wyroku). TSUE silnie podkreślił konieczność obiektywnego podejścia, uwzględniającego interesy obu stron umowy, za czym przemawiają wymogi pewności prawa przy prowadzeniu działalności gospodarczej.

W artykule o tym jak profesorowie powinni objaśniać długoletnie umowy finansowe, prof. Łętowska trafnie zauważa, że wokół banków i frankowiczów aktywnie działa prawniczy biznes, a każdy piszący wpisuje się w czyjeś interesy, w tym także w czyjś dyskurs lobbystyczny albo czy chce być obsadzanym w roli „pożytecznego eksperta". „Każdy tu musi zdecydować kim i z kim woli być i jak to nazywać". Otworzyła więc przede mną szansę wystąpienia w tej ostatniej roli w procesie objaśniania świata „wobec publiczności". Nazwa tej ostatniej roli zawiera wprawdzie subtelny ładunek kpiny, ale brzmi łagodniej niż charakterystyka prof. Balcerowicza i rektorów wyższych uczelni ekonomicznych. Przyznaję, że podzielam niepokój ekonomistów w sprawie skutków podważenia stabilności polskiego systemu bankowego lub przejęcia przez Państwo kilku banków zagrożonych przez ryzyko kredytów walutowych. Już bowiem obecnie rywalizujemy z Rosją i Białorusią o trzy pozycje „medalowe" na tym polu w Europie. Polityka „repolonizacji" przemawia bowiem za przejmowaniem kolejnych banków przez podmioty kontrolowane przez Skarb Państwa.

Ciekaw jestem w jakiej roli występuje, a raczej jaką rolę chce grać sama prof. Łętowska na opisanej przez siebie scenie: pewnie obiektywnego eksperta broniącego frankowiczów, a więc strony słabszej i osoby objaśniającej obiektywnie unijne standardy ochrony konsumentów. Jej wykładnia jest jednak nadmiernie życzliwa nie tylko dla frankowiczów, lecz również innych konsumentów-uczestników długoletnich umów kredytowych. W swoich polemikach z Balcerowiczem i niżej podpisanym, nie uwzględniła żadnego z „rozczarowujących" frankowiczów elementów wykładni dyrektywy 93/13, tzn. wymogów obiektywnego podejścia, zapewnienia pewności prawa przy prowadzeniu działalności gospodarczej, a przede wszystkim niedopuszczalności unieważnienia umowy w całości w razie, gdyby było to jedynie bardziej korzystne dla konsumenta. Jeszcze np. w artykule poświęconym objaśnianiu świata przez profesorów Autorka twierdzi, że po usunięciu klauzul niedozwolonych „o dalszych losach „reszty" umowy ma decydować horyzont oceny konsumenta". Brakuje nawet wzmianki o pozostałych wymogach, które powinien uwzględniać sąd w myśl ostatniego wyroku TSUE. Rozumiem, że orzecznictwo TSUE ewoluuje i pisząc błyskawicznie replikę Autorka nie mogła uwzględnić wszystkich „rozczarowujących" dyrektyw, które zawiera „świeżynka" (termin zapożyczony od Łętowskiej) w sprawie C-19/20, która została ogłoszona w tym samym dniu, co jej odpowiedź na mój artykuł. Jednakże dyrektywa TSUE, wyjaśniająca że sąd państwa członkowskiego nie może unieważnić umowy w całości jedynie dlatego, że byłoby to ewentualnie bardziej korzystne dla konsumenta ukazała się już wiele lat temu w sprawie Perenicova i Perenic – wyrok z 15.03. 2012 r. (por. wyrok C-453/10) . Zakładam, że prof. Łętowska czytała ten wyrok, gdyż powołuje to orzeczenie w polemice ze mną dowodząc innej, nie budzącej od dawna wątpliwości sprawie, a mianowicie, że sąd krajowy nie jest uprawniony do zmiany nieuczciwego postanowienia. Maksyma errare humanum est dotyczy więc również profesorów.

Sprawie nadmiernie życzliwej wykładni prawa dla frankowiczów przez Łętowską i pominięciu przez nią istotnego orzeczenia TSUE poświęcam kilka zdań z dwóch względów. Po pierwsze sprowokowała mnie niegrzeczna wypowiedź wobec Balcerowicza i rektorów wyższych uczelni ekonomicznych. Po drugie, nasuwa mi się refleksja, że osoby cieszące się autorytetem, a zwłaszcza profesorowie, powinni kierować się obiektywizmem i nieco większą skromnością. Rozczarowanie frankowiczów w świetle wyroku TSUE w sprawie gdańskiej zawdzięczają oni nie tylko biznesowi, który oferuje im swe usługi, lecz także „pożytecznym ekspertom", którzy jak prof. Łętowska gromili ostatnio nie tylko banki łamiące „masowo prawo", lecz także „opieszały i niedostatecznie świadomy wymiar sprawiedliwości", tolerujący przez lata to bezprawie. Moja Koleżanka skromnie zauważa, że pomijane przez wiele lat i życzliwe konsumentom standardy unijne oraz obowiązki informacyjne banków opisała już kilkanaście lat temu. Swoich zarzutów wobec banków nie musi więc nawet uprawdopodabniać. Nic więc dziwnego, że komentatorzy prawni w ostatnich latach przewidywali, że wyroki TSUE i SN będą korzystne dla frankowiczów, ponieważ taka jest opinia „większości ekspertów" . Wykładnia prof. Łętowskiej, która nie uwzględnia zapadłego wyroku TSUE w sprawie C-453/10, została zaaprobowana również na łamach Rzeczpospolitej, która dopuszcza do głosu obie strony sporu. Jednak stały komentator prawny tej gazety przyjmował w pełni stanowisko Łętowskiej tłumacząc, że po wyłączeniu klauzul abuzywnych, umowa kredytu może zostać uznana za nieważną, jeśli to zapewni lepszą ochronę konsumenta i wnosi o to sam konsument (M. Domagalski, Wyroki frankowe wytycza TSUE, Rzeczpospolita z 19.03. 2021 r.). Autor nie zbadał oczywiście orzecznictwa Trybunału i zaufał opinii Łętowskiej. Dowodzi to jej pozycji wśród czytelników Rzeczpospolitej.

Nic więc dziwnego, że kancelarie reprezentujące frankowiczów prowadziły szeroką kampanię reklamową. UOKiK wytoczył kilkanaście postępowań wyjaśniających wobec kancelarii adwokackich i radcowskich wskutek podnoszenia zarzutów, że zastrzegają w umowach niejasne zasady wynagrodzenia . O optymizmie kancelarii oferujących usługi frankowiczom świadczy m.in. fakt, że otrzymałem również ofertę prowadzenia mojej sprawy związanej ze sporem walutowym. Sądziłem, że był to żart związany ze sporem w którym uczestniczę na łamach Rzepy. Gdy przeczytałem, że honorarium wyniesie 1/3 kwot odzyskanych od banku z tytułu unieważnienia kredytu, zmieniłem zdanie.

Podzielam opinię Łętowskiej, że niemoralne i bezprawne jest, gdy bank stwarza iluzję, aby skłonić frankowicza do zawarcia umowy, a tym bardziej w razie, gdy ukrywa przed nim „w przemyślny" sposób ryzyko transakcji walutowej. Niemoralne jest bowiem skłaniania osoby do „nieostrożnego zadysponowania swoim mieniem". Szkoda tylko, że oskarżając banki o „masowe" stosowanie takich niemoralnych praktyk Autorka uważa jednocześnie, że nie ma obowiązku uprawdopodobnić tak poważnych zarzutów. Nasuwa się także pytanie, czy eksperci, którzy głosili te poglądy ułatwiając kancelariom prawniczym przekonanie wielu frankowiczów do wytoczenia powództw przeciwko bankom i spowodowali ich rozczarowanie wskutek ostatniego wyroku TSUE, nie przyczynili się do wywołania iluzji sukcesu procesowego? Był on spowodowany przez przesadne akcentowanie życzliwości TSUE wobec konsumentów i „wybiórczą" analizą dotychczasowego orzecznictwa tego trybunału, a z drugiej strony spowodowany przez zbyt rozbudzone nadzieje frankowiczów i ich prawników, że wymiar sprawiedliwości, niedostatecznie świadomy przez wiele lat wymogów prawa unijnego (vide krytyka prof. Łętowskiej) i krytycznie oceniany od dawna przez władze rządowe, będzie chciał się zrehabilitować odpowiadając na sześć pytań skierowanych do Sądu Najwyższego. Odpowiedzi tego sądu zadecydują o skali obciążeń banków.

Sąd ten stoi przed trudnym zadaniem m.in. z tego względu, że będzie rozstrzygał w pełnym składzie, a więc z udziałem członków dwóch nowych izb (Izby Dyscyplinarnej i Izby ds. Nadzwyczajnych), wśród których jest wielu lojalnych prokuratorów, a nawet osób bez doświadczenia sędziowskiego. Chodzi zapewne o to, aby w podjęciu uchwały uczestniczyły osoby cieszące się zaufaniem nowej KRS, a więc władz koalicji rządowej. Ponieważ o wyniku debaty nie zadecydują w tej złożonej sytuacji głównie argumenty prawne, nie odważę się przewidywać wyniku. Wicepremier J. Kaczyński i Minister Sprawiedliwości Ziobro niejednokrotnie wypowiadali się zdecydowanie po stronie frankowiczów. Prof. Balcerowicz przypomniał jednak, że PiS trafnie nie doprowadził do uchwalenia korzystnej dla frankowiczów ustawy wniesionej przez Prezydenta Dudę. Oceniając jakie mogą być odpowiedzi Sądu Najwyższego nie tylko jako prawnik, lecz także obserwator sytuacji politycznej w Polsce, obawiam się, że obciążenia banków mogą okazać się znaczne, mimo że ostatni wyrok TSUE przyznaje sądom państw członkowskich bardzo szerokie uprawnienia. Wydał orzeczenie, które uwzględnia nie tylko interesy kredytobiorcy-konsumenta, lecz także interes banku, który jest drugą stroną długoletniej umowy wzajemnej, a także bezpieczeństwo i wymogi pewności prawa przy prowadzeniu działalności gospodarczej.

Kilka osób, których opinię cenię, zwróciło uwagę, że w replice z 29.04.2021 r. prof. Łętowska potraktowała mnie łagodniej niż prof. Balcerowicza. Doceniam również, że stara się dodatkowo wyjaśnić swoje stanowisko wobec architekta reformy gospodarczej prowadząc ze mną dyskusję poza ramami publicystycznej polemiki. Cieszę, się, że w tej korespondencji podkreśla zasługi swojego głównego polemisty.

Na zakończenie zwrócę jedynie uwagę, że nie zostałem przekonany przez prof. Łętowską do opinii, że TSUE przewiduje ograniczoną rolę sądu państwa członkowskiego (por. ostatni podtytuł w jej artykule z 29.04.2021 r.). Wręcz przeciwnie, orzecznictwo TSUE pozostawia od dawna szeroki zakres kompetencji sądom państw członkowskich oraz ich prawu materialnemu i procesowemu. Sąd polski, a nie TSUE decyduje więc np., czy praktyka stosowana przez bank jest nieuczciwa, czy wyrażona przez konsumenta rezygnacja z podnoszenia zrzutu nieuczciwego warunku była dobrowolna i świadoma, czy wreszcie umowa z której usunięto klauzulę abuzywną przywróciła równowagę między obowiązkami i prawami obu stron. Sąd decyduje ostatecznie o tym, czy umowa pozostaje nadal w mocy. Tak szerokie kompetencje sądu krajowego oraz zastosowanie prawa państwa członkowskiego powodują, że chyba Balcerowicz nie myli się twierdząc, że takie terminy jak klauzula abuzywna i nierównowaga kontraktowa są nieostre, gdyż muszą być ostatecznie wyjaśnione sytuacyjnie przez sąd państwa członkowskiego.

Orzecznictwo TSUE liczące około stu precedensów zawiera dyrektywy interpretacyjne, które nie tworzą więc listy jasno zdefiniowanych klauzul abuzywnych.

Według Łętowskiej, w razie gdy sąd krajowy utrzymuje w mocy umowę, z której usunięto klauzule abuzywne uwzględniając dyrektywy TSUE, nie może on jednak podzielić ryzyka między obie strony (krytyka stanowiska Balcerowicza i C. Stypułkowskiego). Pozwalam sobie zadać pytanie, czy utrzymanie w mocy umowy w takich sytuacjach nie prowadzi jednak do podziału ryzyka między obu stronami. Utrzymana w mocy umowa kredytu obciąża bowiem wówczas nadal bank i kredytobiorcę ryzykiem naruszenia obowiązków kontraktowych przez drugą stronę na podstawie pozostałych w mocy postanowień umowy. Sąd nie może bowiem ulżyć wówczas konsumentowi zaostrzając obowiązki kredytodawcy, gdyż TSUE nie zezwala na jakąkolwiek zmianę treści kontraktu.

Prof. zw. dr hab. Stanisław Sołtysiński

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA