fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Jacek Trela: Komu być posłusznym

Adobe Stock
Jestem obywatelem, który słucha nakazów konstytucji. Dlatego nie wezmę udziału w wyborach 10, 17 czy 24 maja.

W demokracji nieposłuszeństwo obywatelskie stawia dylematy przed osobami gotowymi na akt takiego nieposłuszeństwa. Przestrzeganie prawa jest bowiem wartością samą w sobie, a nieposłuszeństwo oznaczać musi złamanie prawa, usprawiedliwione wprawdzie ważniejszymi względami, jednak zawsze będzie to złamanie prawa.

Mówi się, że musimy przestrzegać prawa, ponieważ mamy prawo głosu. Wybieramy i zgadzamy się na decyzje większości. Ale czy bezwarunkowo? Otóż nie. Warunkiem jest to, że władza nie łamie wzajemności, która jest istotą wszystkich umów, także umowy społecznej, u której podstaw jest przestrzeganie konstytucji, innych praw, a także moralne zobowiązanie władzy do dbałości o życie i zdrowie ludzi. W tym mieści się także zakaz wystawiania życia i zdrowia na szwank. Celowo pomijam tu prawnokarne aspekty takiego działania przedstawicieli władzy. Wymagałoby to szerszego omówienia.

Czytaj też:

Sytuacja w Polsce dotkniętej epidemią koronawirusa wygląda – za sprawą podejmowanych przez rządzących decyzji – co najmniej dziwnie. Oto bowiem odwołane są matury, egzaminy dla ośmioklasistów. Jest zakaz przemieszczania się, nakazy kwarantanny wobec wielu osób, zakazy zgromadzeń, w tym także w celach religijnych. Ale – jak nas przekonują rządzący – nie ma w tym nic nadzwyczajnego, a w szczególności nie ma stanu nadzwyczajnego! Dlaczego?

Co z wyborami

Niestety, odpowiedź jest tyle prosta, ile brutalna wobec reguł demokratycznych. Chodzi o przeprowadzenie wyborów prezydenta RP wyznaczonych na 10 maja. Wprowadzenie stanu klęski żywiołowej, jako stanu nadzwyczajnego przewidzianego w art. 228 konstytucji, uniemożliwiłoby przeprowadzenie wyborów. Prominentni politycy partii rządzącej przekonują, że wybory muszą być przeprowadzone, bo ważna jest ciągłość władzy. Otóż gdyby był wprowadzony stan klęski żywiołowej, nic nie naruszyłoby tej ciągłości. Kadencja obecnego prezydenta ulega bowiem automatycznie przedłużeniu o czas trwania stanu nadzwyczajnego, a wybory mogą się odbyć nie wcześniej niż po 90 dniach od zakończenia tego stanu.

Tak przeprowadzone wybory gwarantują ciągłość władzy w rozumieniu instytucjonalnym, to znaczy, że będzie wybrany prezydent (ktokolwiek nim zostanie) i nie będzie żadnej przerwy. Przypuszczam jednak, że dla tych, którzy mówią o ciągłości władzy i prą do przeprowadzenia wyborów za wszelką cenę (także za cenę życia i zdrowia ludzi), ciągłość oznacza ponowny wybór obecnego prezydenta. Myślą w kategoriach partyjnych, a nie państwowych.

Historia niczego ich nie nauczyła. Szczególnie tych starszych przedstawicieli kierownictwa partii rządzącej. Młodsze pokolenie ma zapewne to do siebie, że historią mniej się interesuje, a szkoda, bo może wiedzieliby, że autor słów: „władzy raz zdobytej nigdy nie oddamy" – Władysław Gomułka, oddał władzę w grudniu 1970 r. innej frakcji partyjnej i sam słabo skończył. Na szczęście powróciła w Polsce w 1989 r. demokracja. Czy mamy zatem powtórkę z historii? Czy motywem przewodnim dzisiejszej polityki jest ten złowrogo brzmiący cytat o kurczowym trzymaniu się władzy?

Przyjdzie czas ocen

Każda władza jednak kiedyś się kończy. Przychodzi wtedy także czas oceny nie tylko historycznej, ale i prawnej. I nie chodzi tu tylko o wybory prezydenckie forsowane wbrew wielu przepisom prawa, ale także o wprowadzane przez ministra zdrowia zakazy i nakazy – w dobrej wierze i w celu zapobieżenia rozprzestrzeniania się zakażeń, ale wbrew regułom konstytucyjnym, bo bez wprowadzenia stanu klęski żywiołowej, na wątpliwej podstawie, a właściwie przy braku tej podstawy, w tak zwanej specustawie z 2 marca 2020 r. Czytamy o tym w obszernym wystąpieniu rzecznika prawa obywatelskich Adama Bodnara do prezesa Rady Ministrów Mateusza Morawieckiego z 27 marca 2020 r.

Choć wydaje się to mało prawdopodobne, to obserwując ostry kurs rządzących w kwestii wyborów prezydenckich, tak ostry, że spycha na dalszy plan działania pomocowe dla ludzi i dla gospodarki, muszę założyć, że wybory zostaną przeprowadzone. W trybie zwykłym albo korespondencyjnym – akurat to nie ma znaczenia. Każdy z tych trybów jest dotknięty takimi wadami, że nie jest możliwe mówienie o wyborach w rozumieniu konstytucji i prawa wyborczego.

I tu pojawiają się dwa interesujące zagadnienia. Pierwsze jest nawiązaniem do tytułu felietonu „Posłuszny obywatel". Muszę się w tym miejscu odwołać do książki autorstwa profesora Jerzego Zajadły „Nieposłuszny obywatel RP", wydanej w serii „Biblioteka Palestry". Jak sam autor mówi: „Książka nie jest instruktażem, jak modelowo przeprowadzić akt nieposłuszeństwa obywatelskiego. Nie jest też zbiorem rad prawnych dotyczących unikania lub przynajmniej minimalizowania odpowiedzialności za dokonanie tego aktu (...)".

Profesor Zajadło omawia formy nieposłuszeństwa obywatelskiego w demokracji i pokazuje na poziomie refleksji teoretycznej dylematy obywatela nieposłusznego. A ja przewrotnie powiem, że jestem obywatelem posłusznym i nie wezmę udziału w wyborach prezydenta RP czy to 10, czy 17, czy 24 maja, bo takie daty próbuje się przeforsować, choć nie wiem, w jakim trybie prawnym (chyba jednak według znanego „bez żadnego trybu"). Jestem posłuszny konstytucji i prawu wyborczemu (obecnych czynionych na kolanie i w pośpiechu zmian nie sposób traktować jako prawa).

Dwa tygodnie temu w poprzednim felietonie pisałem, że dobrze zrobiła Małgorzata Kidawa-Błońska, zawieszając kampanię. Przecież żadnej kampanii nie ma. Powiedziała o tym odważnie. Pozostali kandydaci, których szanse były przed czasem epidemii oceniane na co najmniej kilka, kilkanaście procent, powinni pójść w ślady Małgorzaty Kidawy-Błońskiej – zawiesić kampanię i wspólnie wezwać swoich wyborców do niebrania udziału w tym, co tylko z nazwy będzie wyborami.

To będzie postawa posłusznych obywateli. Posłusznych konstytucji, innym prawom i regułom moralnym, zabraniającym narażania ludzi na utratę zdrowia albo śmierć. Drugie zagadnienie, które zasygnalizowałem jako pojawiające się przy założeniu, że wybory będą przeprowadzone, to pytanie, jak zostaną one ocenione przez Izbę Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, kiedy będzie orzekać o ważności wyborów. Wiele osób wchodzących w skład tej izby ma zarówno dorobek naukowy, jak i orzeczniczy doceniany w środowisku prawniczym. Czy będą w stanie – oceniając wybory od początku, czyli od rozpoczęcia kampanii, przez zmiany prawa wprowadzane niezgodnie z regułami tuż przed wyborami, po inne fundamentalne wady dotykające tych wyborów – stwierdzić ich ważność?

Przełomowa nieważność

Stwierdzenie nieważności oznaczać będzie przełom w polskim świecie polityki. I potwierdzi się nieprawdziwość słów o nieoddaniu władzy raz zdobytej.

Na koniec uwaga trochę z boku wydarzeń najważniejszych, ale nie mogę jej nie uczynić po wypowiedzi jednego z wiceministrów sprawiedliwości, który po orzeczeniu Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 8 kwietnia w sprawie natychmiastowego zawieszenia przepisów dotyczących Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego napisał na Twitterze: „Dziś walczymy o życie i zdrowie ludzi. To jest dla nas najważniejsze! Sędziowie Trybunału Sprawiedliwości UE są niestety oderwani od rzeczywistości".

Otóż chciałbym bardzo, żeby wszystkie wysiłki całej władzy skierowane były na działania w celu ratowania życia i zdrowia ludzi, a nie na wybory prezydenta RP. Natomiast sędziowie TSUE dali świadectwo powagi sprawy, rozpoznali wniosek o zawieszenie przepisów dotyczących Izby Dyscyplinarnej w pełnym składzie, choć mógł być rozpoznany jednoosobowo. Po czasie pandemii będziemy przecież wracać do normalnego życia, choć na pewno będzie ono inne niż przed, ale normalne, i sprawy wymiaru sprawiedliwości nie mogą być traktowane jako sprawy dalszej, dalekiej kategorii.

Autor jest adwokatem, prezesem Naczelnej Rady Adwokackiej

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA