fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Bierut wiecznie żywy - Jarosław Kuropatwiński o tendencji do nacjonalizacji

Adobe Stock
Zagrożenia dla niezawisłości sędziowskiej oraz zasady nieusuwalności sędziów, a także działania wobec Trybunału Konstytucyjnego przyćmiły wiele innych, problemów, np. tendencję do nacjonalizacji.

Takie przepisy nikogo już chyba nie dziwią. Nie chcę się rozpisywać o projektowanych aktach prawnych (np. przejmowaniu banków za złotówkę, wyłączeniu możliwości zwrotu nieruchomości warszawskich, jeśli są zamieszkane przez lokatorów, przejmowaniu w zarząd nieruchomości reprywatyzowanych). Wystarczy poprzestać na przepisach, które już obowiązują, aby bić na alarm.

Czytaj też: Lidl do nacjonalizacji? Gliński: powinien być polski

Środki nie uświęciły celu

Będąca podstawą działania tzw. komisji weryfikacyjnej ustawa z 9 marca 2017 r. o szczególnych zasadach usuwania skutków prawnych decyzji reprywatyzacyjnych dotyczących nieruchomości warszawskich wydanych z naruszeniem prawa umożliwia uchylenie decyzji reprywatyzacyjnej, jeśli jej wydanie doprowadziło do skutków rażąco sprzecznych z interesem społecznym lub skutków sprzecznych z celem, dla którego ustanowiono użytkowanie wieczyste albo jeśli przeniesienie roszczeń do nieruchomości warszawskiej było rażąco sprzeczne z interesem społecznym (art. 30 ust. 1 pkt 5 i 6). Rozstrzygnięcie takie oznacza ponowną nacjonalizację nieruchomości bez odszkodowania, utrwalającą stan wywodzący się z komunistycznego bezprawia. Jak widać na tym przykładzie, dekomunizacja niejedno ma imię.

Podane przykłady pochodzące z okresu tzw. dobrej zmiany nie mogą przyćmiewać nieznacznie starszych rozwiązań nacjonalizacyjnych wprowadzonych przez koalicję PO-PSL. Na podstawie ustawy z 28 listopada 2014 r. znacjonalizowane zostały majątki spółek legalnie utworzonych i wpisanych do rejestru handlowego, które do 31 grudnia 2015 r. nie przerejestrowały się do KRS (art. 9 ust. 2a-2b przepisów wprowadzających ustawę o Krajowym Rejestrze Sądowym dodane przez art. 3 noweli z 28 listopada 2014 r.). Z dniem 1 stycznia 2016 r. spółki te utraciły byt prawny, a ich majątki przeszły bez odszkodowania na rzecz Skarbu Państwa. Nie zostało nawet przewidziane dla tych spółek postępowanie likwidacyjne. Idąc za ciosem, ustawodawca znacjonalizował także prawa wspólników do udziału w majątku likwidacyjnym unicestwianych spółek.

To nie koniec skrajności. Utrata bytu prawnego tych spółek nastąpiła ex lege (bez orzeczenia sądowego, bez wpisu do jakiegokolwiek rejestru). W konsekwencji nawet instytucje państwowe traktują je jako istniejące (ściągają podatki, prowadzą postępowania administracyjne). Problem nie jest tuzinkowy. Według ustawodawcy, w 2014 r., kiedy rozwiązanie to było projektowane, funkcjonowało sto tys. takich spółek. Zakładać można, że nadal mamy w Polsce kilkadziesiąt tysięcy spółek-widm, które jak Latający Holender szybują po naszym porządku prawnym.

Skąd takie pomysły? Według uzasadnienia ustawy chodziło o wdrożenie unijnej dyrektywy 2009/101/WE i na motyw ten powołują się też sądy w sporach o nacjonalizowany majątek. Można jednak odnieść wrażenie, że lektura tej dyrektywy przez organy na nią się powołujące nie była zbyt pogłębiona. Zakazuje ona bowiem wygaszania bytu prawnego spółek bez orzeczenia sądowego i bez likwidacji (art. 12 zd. 1 pkt a oraz art. 13 ust. 2 dyrektywy), a to właśnie przewidział polski ustawodawca. Jak widać, wdrażanie prawa europejskiego też niejedno ma imię.

Przyjmując, że wskazane było ostateczne zakończenie procesu przerejestrowywania spółek z rejestru handlowego do KRS, warto zapytać, czy zastosowano właściwe rozwiązania. Jaki związek z zakładanym celem ma nacjonalizacja obejmująca zarówno majątek spółek, jak i prawa jej wspólników? Dlaczego ustawodawca nie zastosował migracji rejestru na wzór migracji ksiąg wieczystych? Dlaczego nie można było zastosować postępowania przymuszającego, nawet z sankcją otwarcia likwidacji z urzędu oraz wyznaczeniem kuratora dla tych spółek? Środków do dyspozycji było wiele, ale zastosowano najbardziej skrajne.

W czynie społecznym

Wracając do głównego problemu: nacjonalizacji. Nie ulega wątpliwości, że jest zakazana przez art. 21 i art. 64 Konstytucji RP. Takie stanowisko nie budziło dawniej wątpliwości w orzecznictwie TK (zob. wyroki: z 21 czerwca 2005, P 25/02; z 16 października 2007, K 28/06 i z 23 września 2014, SK 7/13).

Można mieć obawy, czy pogląd ten nie należy do przeszłości. Trybunał Konstytucyjny odmówił bowiem niedawno nadania dalszego biegu skardze konstytucyjnej odnoszącej się do art. 9 ust. 2a-2b przepisów wprowadzających ustawę o KRS, wniesionej właśnie przez jedną ze spółek „nieprzerejestrowanych" (postanowienie z 28 września 2018, Ts 62/18). W uzasadnieniu stwierdził, że skarga nie została wniesiona przez właściwy podmiot, gdyż – skoro skarżąca spółka utraciła byt prawny – to „nie jest beneficjentem praw i wolności określonych w Konstytucji". W istocie więc przepis, który miał być przedmiotem kontroli konstytucyjnej (art. 9 ust. 2a ww. ustawy) stał się podstawą do odmowy kontroli konstytucyjnej (sic!). W taki oto sposób Trybunał Konstytucyjny ukształtowany przez „nową władzę" utrwalił w naszym porządku prawnym przepisy nacjonalizacyjne wprowadzone przez poprzednią koalicję.

Czyżby więc istniał jakiś konsens polityczny co do zbawiennych zalet nacjonalizacji? Czy już nikt nie pamięta, że własność prywatna jest podstawą wolności? Pewnie jeszcze nie jest za późno, aby się opamiętać. Inaczej przyjdzie nam wspólnie zbudować w Warszawie Mauzoleum Towarzysza Bieruta. Oczywiście w czynie społecznym.

Autor jest doktorem nauk prawnych, radcą prawnym, partnerem zarządzającym Kancelarii Prawniczej Lege artis Kuropatwiński Lewicki w Bydgoszczy

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA