fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Marek Kuchciński. Dorosły hipis, niemy marszałek

Nawet część jego partii uważa, że Marek Kuchciński popełnił poważny błąd, idąc w ostatni piątek na ostre starcie z opozycją.
Fotoreporter.pl, Jerzy Dudek
Opozycja potrzebowała paliwa do działania. Marek Kuchciński dał jej całą stację benzynową – twierdzą politycy PiS

Kiedyś grał na perkusji i nosił dzwony, dziś jako druga osoba w państwie strofuje opozycję i zalazł za skórę mediom. Kim jest Marek Kuchciński?

61-letniego polityka jeszcze od czasów Porozumienia Centrum uważa się za jednego z najbliższych współpracowników Jarosława Kaczyńskiego. W partii słyszymy, że albo „na siłę chce się przypodobać szefowi", albo zachłysnął się władzą. Jego ostatnich decyzji nie rozumieją nawet koledzy z PiS.

„To była cyniczna gra, którą przejrzał"

„W obliczu ataków w Ankarze, Berlinie i Zurychu powinniśmy skupić się na bezpieczeństwie. Skłócony kraj jest łatwiejszym celem dla terrorystów" – napisał we wtorek na Twitterze marszałek Marek Kuchciński, a niedługo po tym zniósł zakaz wstępu do parlamentu dla dziennikarzy.

W tym momencie wrzucamy kamyczek do ogródka marszałka, bo sam ma spory udział w tym, że od piątku w polityce wrze. To jego decyzja, by niemal odciąć media od Sejmu, zwróciła przeciw PiS środowisko dziennikarskie i została wykorzystana przez opozycję do jej własnych celów.

– Nie ma co ukrywać, stworzył nam problem. To, że opozycja będzie szukała paliwa do działania, to było oczywiste, a tu dostali nie kanister, ale całą stację benzynową – mówi „Rzeczpospolitej" poseł PiS.

Podczas piątkowego posiedzenia Sejmu, gdy miała zostać uchwalona ustawa budżetowa, poseł PO Michał Szczerba wszedł na mównicę, by złożyć poprawki. Miał ze sobą wydrukowaną kartkę z napisem „wolne media", marszałek go upomniał. Chwilę po tym poseł zaczął: „Kochany panie marszałku...". To wyprowadziło Kuchcińskiego z równowagi i usunął Szczerbę z posiedzenia.

Dla porządku przypomnijmy ciąg dalszy: opozycyjni posłowie zablokowali mównicę i nie pozwolili Kuchcińskiemu kontynuować posiedzenia. Marszałek przeniósł je do Sali Kolumnowej i to w niej uchwalono m.in. budżet i ustawę dezubekizacyjną. Jak twierdzi opozycja, odbyło się to bezprawnie.

Kuchciński mógł zareagować inaczej na poselską prowokację i może by się tak stało, gdyby w spór z nim popadł inny parlamentarzysta. Ale ze Szczerbą marszałek miał na pieńku od dawna. Już raz, rok temu, wykluczył go z obrad, nakładając dodatkowo 2,5 tys. zł kary.

– Poseł Szczerba wielokrotnie dokuczał marszałkowi – mówi Marek Suski z PiS. – To była cyniczna gra, którą marszałek rozpracował. Musiał w końcu stanowczo zareagować – dodaje.

Są też inne opinie w PiS. – Mógł wytrącić opozycji oręż z rąk. Powiedzieć: cofamy się z tym i z tym. Dodać, że jeśli nadal chcą awantury, to znaczy, że nie chodzi im o wolność mediów – mówi „Rzeczpospolitej" inny poseł partii rządzącej.

„Ma chyba poczucie, że nie jest dobrym mówcą"

W tym wszystkim najbardziej niezrozumiała wydaje się niechęć marszałka Sejmu do mediów. Ludzie z jego partii mają tezę, że po prostu ich nie czuje. – Człowiek, który chodzi do mediów, ma z nimi stały kontakt, na taki pomysł by nie wpadł – mówi poseł PiS, odnosząc się do planowanych do niedawna ograniczeń dla dziennikarzy. – Albo to wynikało z tego, że pomyślał, iż zyskał dużą władzę i wszystko mu wolno. Nie wiem, co gorsze – dodaje.

O czym mało kto pamięta, Kuchciński sam był dziennikarzem. Od 1989 r. przez cztery lata zajmował fotel redaktora naczelnego miesięcznika „Spojrzenie Przemyskie", pełnił też funkcję wiceprezesa rzeszowskiego oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich (w latach 1989–1992), pracował w radiu.

– To pierwszy marszałek w historii, który jest de facto niemy. Do tej pory, gdy do jakiegoś programu przychodziła druga osoba w państwie, wszyscy widzowie z większą uwagą słuchali tego, co mówi, ale Kuchciński ma chyba poczucie, że nie jest dobrym mówcą – tłumaczy nasz kolejny rozmówca z obozu władzy.

„Bierze sobie do serca"

Marszałek Sejmu nie przypomina już hipisa, którym był w latach młodzieńczych, gdy nosił długie włosy i grał na perkusji, ale cieszy się bardzo dużym zaufaniem prezesa Jarosława Kaczyńskiego, który zna Kuchcińskiego od końca lat 80. Obecny polityk PiS wtedy zaczął działać w podziemiu, na strychu organizował polityczno-filozoficzne spotkania, na jednym z nich pojawił się Kaczyński.

W 1990 r. Kuchciński wstąpił do PC (był w nim do 1999 r.), w przeszłości był też wiceprezesem PiS. Za rządów tej partii w latach 2005–2007 był szefem jej klubu parlamentarnego. – To nie był przypadek. Prezes chciał wtedy, aby przewodniczącym była zaufana osoba, bo to ograniczało budowanie wokół niej jakichkolwiek frakcji – mówi poseł PiS. – Szef klubu ma duże możliwości budowania zaplecza: tu załatwi komuś jakąś komisję, innym razem coś innego – dodaje.

W Sejmie Kuchciński jest nieprzerwanie od 2001 r., gdy po raz pierwszy wywalczył mandat, przez cztery lata był też przemyskim radnym i wicewojewodą podkarpackim (1999–2001), w którym to regionie niepodzielnie rządzi po dziś.

Jest z tym związana pewna anegdota. – Kiedyś przyszedł do Kaczyńskiego i mówił, że ma propozycję zostania wicewojewodą, zapytał o zgodę. To pokazuje jego lojalność – mówi poseł PiS.

Część rozmówców uważa, że zachowania i działania marszałka Kuchcińskiego nie powinny dziwić, właśnie ze względu na pełne oddanie prezesowi.

– Zależy mu, żeby decyzjami przypodobać się prezesowi – słyszymy w PiS. – Jak prezes z nim rozmawia i mówi: musisz ich bardziej strofować, to on sobie bierze to do serca – dodaje.

„Dwie różne osoby"

Prywatnie – jak przekonują nasi rozmówcy z PiS – Kuchciński jest „normalnym facetem". Pytamy o niego posła Suskiego, zaznaczając, że nie można z nim porozmawiać, bo nie odbiera telefonów, ale że nie widać u niego hipisowskiej natury, która kojarzy się z luźnym stylem bycia.

– Jest dorosłym hipisem, więc zachowuje się poważnie. Sympatyczna osoba, ma poczucie humoru, można z nim normalnie porozmawiać, pożartować – przekonuje Suski.

Nieco inaczej odbiera marszałka inny poseł.

– Z natury nie jest kontaktową i towarzyską osobą, a tym bardziej teraz, jako marszałek – mówi parlamentarzysta z PiS. – Ci, którzy go dłużej znają, nie mają szczególnie pochlebnych opinii na temat jego sprawności jako polityka – ocenia.

Gdy na początku kadencji wybierano marszałka Sejmu, w starciu z Kornelem Morawieckim bezdyskusyjnie wygrał, otrzymując 409 głosów. Teraz o taki rezultat byłoby trudno.

– Marek Kuchciński i marszałek Kuchciński to dwie różne osoby – przekonuje wicemarszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska (PO), która pod koniec poprzedniej kadencji kierowała całą izbą. – Kiedyś współpraca układała nam się bardzo dobrze: sympatyczny, z poczuciem humoru, umiejący się porozumieć. W przeszłości jako wicemarszałek też prowadził obrady i nigdy nie było takich sytuacji. Dziś nawet posiedzenia Konwentu Seniorów prowadzi inaczej niż obrady – dodaje.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA