fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Cezary Przybylski: Silny samorząd to silna Polska

Cezary Przybylski, marszałek województwa dolnośląskiego
materiały prasowe
Rolą władzy centralnej nie jest powiększanie kompetencji kosztem gmin, powiatów i regionów.

Problem przyszłości samorządów jest zbyt ważny dla Polski, aby można go było zbyć milczeniem. Nawet w niedawnych wyborach parlamentarnych, zdominowanych przez partyjne spory, zagadnienie to nie przebiło się do debaty publicznej. Niesłusznie. Rola i pozycja samorządu w procesie zarządzania krajem jest jednym z fundamentalnych obszarów pokazujących siłę państwa. Nie ma silnej Polski bez silnych samorządów. Nie ma silnych samorządów bez aktywnego udziału obywateli oraz konstruktywnej współpracy z rządem.

To w samorządzie tkwi esencja demokracji. Bez sprawnego samorządu terytorialnego trudno dziś mówić o nowoczesnym ustroju państwa. W wolnej Polsce, nie bez przyczyny, najlepiej ocenia się pracę samorządowców. Przez te lata potrafiliśmy zbudować w naszych małych ojczyznach sprawnie działające i skuteczne organizmy, które w badaniach opinii publicznej od lat cieszą się większym zaufaniem społecznym niż władze centralne.

Festiwal inicjatyw

Od 1990 roku samorząd terytorialny zajął trwałe miejsce w naszym codziennym życiu. Na fali wolnościowych przemian, ale również społecznego entuzjazmu i poczucia, że przyszłość mamy wreszcie we własnych rękach, udało się stworzyć prawdziwe fundamenty polskiej demokracji. Dwie pierwsze kadencje odrodzonego samorządu stały się swoistym festiwalem społecznych inicjatyw, idei obywatelskich, a także ciężkiej pozytywistycznej pracy. Okazało się bowiem, że za te same pieniądze można zbudować więcej dróg, chodników, mostów, wodociągów, sieci kanalizacyjnych, obwodnic, przedszkoli czy boisk sportowych. Że „władza" może być bliżej ludzi i dla ludzi.

To dlatego samorząd ma tak wielkie zasługi w rozwoju gospodarczym Polski, w niesieniu pomocy materialnej słabszym socjalnie obywatelom, ale też bardzo aktywnie wpływa na wzrost dobrobytu i zamożności naszych rodaków.

Dzisiaj największym zagrożeniem dla samorządów jest powrót do centralizacji państwa, polegający na tym, że rząd wie lepiej, czego nam „tu na dole" potrzeba. Niestety pokusa centralizmu jest obecnie aż nadto widoczna. Dodaje nam się zadań, ale nie idzie za tym ich finansowanie. Jednocześnie obcinane są sukcesywnie kompetencje samorządów.

W ciągu niespełna kilku lat, bez względu kto rządził – czy to koalicja PO–PSL, czy PiS – samorządy stopniowo zostały pozbawione kontroli nad takimi obszarami jak: gospodarka wodna, powiatowa inspekcja weterynaryjna, gminne i powiatowe fundusze ochrony środowiska, ochrona przeciwpowodziowa, policja powiatowa, rolnictwo (upaństwowienie wojewódzkich ośrodków doradztwa rolniczego), powoływanie i odwoływanie przez sejmik województwa członków rady oddziału wojewódzkiego NFZ czy członków rad nadzorczych wojewódzkich funduszy ochrony środowiska.

Wiele innych przykładów można przytoczyć m.in. w przedmiocie projektowanej ponownie ustawy o Państwowej Inspekcji Sanitarnej, która zakłada przekazanie powiatowych inspektoratów sanitarnych w gestię wojewodów czy także w zakresie zapowiadanych zmian w ustawie – Prawo o ruchu drogowym, które mają odebrać starostom nadzór nad stacjami kontroli pojazdów oraz stacjami diagnostycznymi. Słyszymy także o planach przeniesienia nadzoru nad ratownictwem medycznym i pogotowiem ratunkowym na ręce wojewodów.

Centralizm to nie tylko systematyczne „dławienie" samorządów, ale również przejaw nieufności wobec społeczeństwa obywatelskiego i inicjatyw społecznych. Musimy więc robić wszystko, aby mieszkańcy mieli poczucie, że mają wpływ na procesy zachodzące w ich miastach, miejscowościach i wsiach.

Kuratorzy samorządów

Ostatnie lata wyraźnie pokazują, że bardzo szybko zachodzi w Polsce proces odwrotu od idei samorządności, zarówno w sferze legislacyjnej, jak i deklaratywnej, a nawet publicystycznej. Pisałem o tym niedawno w liście otwartym skierowanym do władz Prawa i Sprawiedliwości – zamieściłem go m.in. Facebooku.

Czy moje obawy wyrażone w tymże liście są niesłuszne? Przeanalizujmy zatem fakty.

Jak wygląda sytuacja w kolejnym niezwykle istotnym obszarze, jakim jest oświata? Publicznie pojawiają się zapowiedzi wzmocnienia pozycji kuratora oświaty. Praktycznie oznacza to odebranie pewnej części finansów samorządom i przekazania ich do dyspozycji władzy rządowej, czyli kuratora. A przecież szczególnie w ostatnich czterech latach trwa permanentny spór o to, że rząd dokłada samorządom obowiązków (takich jak współfinansowanie płac nauczycieli, zapewnienie przyjęcia możliwie największej liczby uczniów do nowo powstałych klas licealnych i szkół podstawowych), natomiast wyjątkowo niskie są jego dotacje finansowe, co organizacyjnie i rzeczowo bardzo boleśnie odczuły właśnie samorządy. Edukacja znalazła się ostatnio w stanie wielkiego kryzysu i nie będzie łatwo go przezwyciężyć. Można to osiągnąć tylko poprzez współdziałanie władz samorządowych i rządu. Zatem nie powinno się deliberować, jak osłabić finansowo samorządy, ale jak je wzmocnić, aby należycie wykonywały swoje zadania wobec społeczności lokalnych.

Inny przykład? Zarządzanie funduszami unijnymi. Dodajmy, że zarządzanie to jest niezwykle sprawne, o czym świadczą oceny niezależnych ekspertów i unijnych kontrolerów. Niestety mimo to słyszymy o chęci zabrania tej ważnej kompetencji samorządom i oddania jej w ręce mianowanych przez premiera wojewodów. Powód? Rzekomo zbyt dobrze działające regiony, „uzbrojone" w środki europejskie, zdaniem zwolenników koncepcji centralizmu państwowego mogą być wstępem do „landyzacji" Polski na wzór Republiki Federalnej Niemiec.

Nic bardziej mylnego – ustrój landów i ich kompetencje są zupełnie inne niż w naszym samorządzie terytorialnym i nie ma takiego zagrożenia. Odwoływanie się do historii rozbicia dzielnicowego też nie ma sensu. Czasy Bolesława Krzywoustego i jego testamentu to odległa przeszłość. Posługiwanie się tym przykładem jest niczym więcej niż próbą polityzacji nawet tej dawnej historii naszego państwa. Polska jest krajem unitarnym i takim powinna pozostać, a podział władzy na rządową i samorządową absolutnie nie zagraża jej spójności. Wręcz przeciwnie, może przyczynić się do jeszcze bardziej dynamicznego rozwoju kraju.

Stół finansowy

Kolejną palącą sprawą są finanse samorządów. Uważam, że należy jak najprędzej usiąść z rządem do wspólnego stołu i porozmawiać o zmianach w podziale finansów, ale z opcją na wzmocnienie zadań wykonywanych przez samorządy. Odciąży to w efekcie władzę centralną od wielotorowych działań i pozwoli skupić się na zasadniczych sprawach związanych m.in. z rozwojem gospodarki, zadań społecznych, obronnych, ochrony zdrowia czy polityki zagranicznej naszego kraju. Dlatego będzie konieczne przedyskutowanie na nowo, za obopólną zgodą, podziału podatków tj. tego, jaki procent z PIT, CIT, ale też z VAT powinien otrzymać samorząd terytorialny. Wówczas będzie można ograniczyć wiele zleconych zadań na rzecz zwiększenia zadań własnych samorządu.

Podobnie należy utrwalić dotychczasowy system wyborów wójtów, burmistrzów i prezydentów. Trzeba również podjąć dyskusję nad wprowadzeniem wyborów bezpośrednich na stanowiska starostów i marszałków, co byłoby logicznym dopełnieniem reformy samorządowej z 1998 r.

Jednocześnie postuluję, aby zaprzestać wątpliwej jakości debaty o zwiększeniu roli wojewodów. Wręcz przeciwnie, powinno się wzmocnić uprawnienia samorządu województwa, który mógłby przejąć szereg kompetencji urzędów wojewódzkich. Rząd ma przecież wystarczające prawne umocowania do kontroli nad przestrzeganiem prawa przez samorządy wszystkich szczebli.

Rolą władzy centralnej nie jest zatem ciągłe powiększanie swoich kompetencji kosztem znaczenia gmin, powiatów czy województw. Permanentna redukcja kompetencji samorządu może je z czasem sprowadzić do roli rad narodowych w PRL-u. Będą to bardziej atrapy polityczne słuchające poleceń z centrum niż samodzielne jednostki mające wpływ na rozwój naszych małych ojczyzn. Aby tak się nie stało, musimy unikać niepotrzebnych sporów i ściśle współpracować.

Misją nas wszystkich, wybranych przez Polaków w powszechnych wyborach, jest praca na rzecz mieszkańców. Ich codzienne potrzeby, takie jak szpital, szkoła czy bezpieczna droga, nie mają barw politycznych. Dlatego, aby je realizować, potrzebna jest kooperacja nie tylko na linii rząd–samorząd, ale również tu na miejscu, w województwach, powiatach i gminach. Jest ona konieczna bez względu na to, jaka opcja rządzi w parlamencie i sejmikach.

Autor jest samorządowcem, od 2014 roku marszałkiem województwa dolnośląskiego, jednym z liderów Bezpartyjnych Samorządowców

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA