fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Antoni Macierewicz gra z prokuraturą o Smoleńsk

Fotorzepa/Jerzy Dudek
Antoni Macierewicz już ogłosił, że samolot prezydencki eksplodował nad Smoleńskiem. Teraz próbuje to udowodnić, dlatego działania polskiej prokuratury w Rosji są mu nie w smak.

Były minister obrony od dawna narzuca ton narracji PiS w sprawie przyczyn tragedii smoleńskiej. Atakuje nie tylko zwolenników ustaleń komisji Jerzego Millera, ale też nadzorowaną przez Zbigniewa Ziobrę prokuraturę, która stara się wyjaśnić okoliczności tego zdarzenia. Teraz w Rosji.

Macierewicz od kilku lat mnoży spiskowe teorie przyczyn tragedii smoleńskiej. I ma stałe grono zwolenników skupionych m.in. wokół środowiska „Gazety Polskiej". O tym, że były szef MON ciągle pozostaje w grze (chociaż niektórzy publicyści wieszczyli koniec jego kariery np. po zmianie siedziby podkomisji), niech świadczy fakt przymierzania go do wysokich stanowisk państwowych (onet.pl napisał, że jest rozpatrywany jako kandydat na szefa NIK). Macierewicz ma też ciągle zielone światło, aby strofować wszystkich, którzy nie przyjmują bezkrytycznie jego hipotez.

Tym razem dostało się członkom prokuratorskiego zespołu, którzy obserwują w Smoleńsku czynności wykonywane na ich zlecenie przez rosyjskich śledczych. Polscy prokuratorzy asystują przy oględzinach wraku.

Na antenie TV Trwam Macierewicz stwierdził z wyrzutem, że członkowie jego podkomisji nie otrzymali zaproszenia od polskiej prokuratury na wyjazd do Smoleńska. Zwrócił uwagę, że śledczy powinni współpracować w tej sprawie z członkami komisji. Jego zdaniem obliguje ich do tego porozumienie z MON oraz zapisy ustawy. Macierewicz uważa też, że Ministerstwo Spraw Zagranicznych powinno interweniować w Organizacji Międzynarodowego Lotnictwa Cywilnego w związku z brakiem zgody Rosjan „na złożenie wraku Tu-154M". W TV Trwam stwierdził: „Rosjanie nam odmówili prawa rekonstrukcji wraku na miejscu, a zaprosili prokuraturę do oględzin wraku. Mamy tutaj do czynienia ze strony rosyjskiej z ewidentną grą".

Tyle że Macierewicz od kilku miesięcy sam prowadzi podobną grę z polską prokuraturą. W bliskim Macierewiczowi tygodniku pojawiła się właśnie publikacja – można podejrzewać, że oparta na materiałach przekazanych przez niego samego. Chodzi o rzekome rewelacje „Gazety Polskiej" sugerujące, że Rosjanie podmienili czarne skrzynki prezydenckiego Tu-154.

„10 kwietnia 2010 r. w Smoleńsku Rosjanie znaleźli nieuszkodzone rejestratory lotu polskiego tupolewa, które po zapakowaniu w worki zostały zabrane z wrakowiska i zniknęły. W ich miejscu kilka godzin później pojawiły się identycznie wyglądające skrzynki – tyle że z poważnymi uszkodzeniami" – tak „Gazeta Polska" streszcza swój tekst. Macierewicz podbija piłeczkę: „my znamy te protokoły i właśnie je bardzo usilnie analizujemy". I dodaje: „szkoda rzeczywiście, że tak długo pozostając w dyspozycji organów odpowiednich, nie wyciągnięto z nich wniosków". W ten sposób uderza w prokuraturę, sugerując jej bezczynność albo wręcz zacieranie śladów. Prokuratura nie komentuje tych doniesień. Rewelacjom tym zaprzecza były szef komisji do badania wypadków lotniczych dr Maciej Lasek. I przypomina, że zbadane przez krakowski Instytut Sehna taśmy z rejestratora znajdowały się w bardzo dobrym stanie, a biegli stwierdzili, że nagrania są autentyczne, nie zostały podmienione.

Sęk w tym, że wypuszczanie dzisiaj takich „rewelacji" obniża wiarygodność śledczych próbujących w Rosji odpowiedzieć na pytanie, jakie były przyczyny tragedii. Macierewicz świadomie lub nie podstawia im nogę i naraża na śmieszność.

Warto przypomnieć, że śledczy z Prokuratury Krajowej bez zbytniego rozgłosu organizują m.in. grupę międzynarodowych ekspertów, którzy wcześniej brali udział w badaniu wielu najgłośniejszych katastrof lotniczych, m.in. amerykańskiego boeinga nad Lockerbie w Szkocji w 1988 r., promu kosmicznego Columbia w 2003 r., zniszczenia malezyjskiego boeinga nad Ukrainą w 2014 r. czy niemieckiego airbusa we francuskich Alpach w 2015 r.

Oczywiście ta próba racjonalnego wyjaśnienia katastrofy (o ile nie zbadała ich komisja Millera) też spotyka się z atakiem środowiska bliskiego Macierewiczowi.

Trudno zaprzeczyć, że dzisiejsza wojna podjazdowa pomiędzy Macierewiczem i prokuraturą jest kompromitująca dla obozu rządzącego i pogłębia podziały wśród bliskich ofiar.

Czy zatem spotka się z reakcją lidera partii? Bratobójcza walka o to, kto ma rację, może nie być wygodna dla PiS przed zbliżającymi się wyborami. A może konflikt, także wewnątrz obozu władzy, to doskonały sposób zarządzania kadrami? ©?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA